Sąd obniżył wyrok zabójcy ojca wielodzietnej rodziny

Sąd Okręgowy uznał, że kara dla sprawcy wypadku powinna być niższa, bo nie chciał zabić, a rowerzysta, który nie jechał brzegiem drogi też się przyczynił do tragedii.

TARNOBRZEG. 32-latek, który zabił na drodze 63-letniego rowerzystę i uciekł z miejsca tragedii wyjdzie na wolność wcześniej.

Wczoraj (27 września), przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu zapadł drugi wyrok w sprawie 32-letniego Jerzego Sz., który w listopadzie ubiegłego roku wjechał w jadącego rowerem ojca wielodzietnej rodziny. Mężczyzna zginął na miejscu, a przestępca uciekł z miejsca wypadku i przez kilkadziesiąt kolejnych godzin ukrywał się w okolicznych lasach.

22 listopada 2010 r. 32-letni Jerzy Sz. wyjechał na krótką przejażdżkę po to, by sprawdzić, czy jego renault pracuje prawidłowo. Wcześniej samodzielnie usuwał usterkę związaną z tym, że pojazd gasł po przełączeniu go z benzyny na gaz. Rozpędzony pojazd wjechał w jadącego prawym pasem jezdni rowerzystę. Siła uderzenia była tak duża, że mężczyzna upadł kilkadziesiąt metrów dalej. Zmiażdżony rower ciągnął się za samochodem jeszcze przez około 200 metrów.

Odjechał jakby nigdy nic
Mimo uderzenia, huku i uszkodzeń samochodu, 32-letni kierowca nawet się nie zatrzymał. Uciekając z miejsca tragedii potrącił nawet jeszcze jednego kierowcę, który ruszył za nim w pościg. Uciekający i goniący dojechali do lasu, gdzie sprawca wypadku porzucił samochód i pobiegł dalej pieszo. Aby zmylić policję, przez telefon nakłaniał żonę, żeby zgłosiła zaginięcie samochodu. Policja urządziła na niego obławę. Jerzy Sz. nie widząc innego wyjścia, kilkadziesiąt godzin później zaczepił patrol policji w Tarnobrzegu i przyznał do popełnienia przestępstwa.

Udawał chorego
Podczas procesu, pani obrońca 32-latka usiłowała przekonać sąd, że zachowanie jej klienta była spowodowane potwornym szokiem jakiego doznał, a w przeszłości leczył się już na depresje. Biegli nie poparli jednak tezy pani mecenas. Wykluczyli chorobę psychiczną i tym samym pogrzebali szanse mężczyzny na uniknięcie odpowiedzialności za zbrodnię, której się dopuścił. Mężczyźnie nie pomogły także zeznania kolegów, z którymi tragicznego dnia pracował przy układaniu kostki brukowej. Kumple chwalili go jako pracownika i kierowcę, ale dla sądu ich opinie nie miał większego znaczenia w kwestii wypadku, który spowodował.

Nie chciał zabić
Pani prokurator, która sformułowała akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie wnosiła o karę 8 lat pozbawienia wolności i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Decyzją sądu pierwszej instancji, mężczyzna trafił za kraty na 7 lat i otrzymał dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Miał także wpłacić karę grzywny na rzecz ofiar przestępstw.

Wczoraj, Sąd Okręgowy zdecydował się obniżył wyrok dla Jerzego Sz. z 7 do 5 lat pozbawienia wolności. Uznał, że 32-latek nie spowodował go umyślnie. Wyjechał z domu nie żeby zabić, ale żeby sprawdzić samochód. Ucieczka miała wynikać z nieprawidłowości wynikających z jego osobowości. – Taki wyrok wystarczy, by ukarać sprawcę. Poprzedni był nieadekwatny do czynu – powiedział sędzia.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.