Sąd ponownie rozpatrzy sprawę śmiertelnego wypadku lotniczego

Oskarżony Janusz S. (58 l.) twierdzi, że wypadku nie pamięta. Oznajmił też, że kwiaty zrzucił z kabiny samolotu podczas lotu, więc w tym czasie nie mógł pilotować maszyny. Fot. Wioletta Zuzak

KROSNO. Sąd Okręgowy w Krośnie po rozpoznaniu sprawy dotyczącej Janusza S. (58 l.), oskarżonego w związku z apelacją wniesioną przez oskarżyciela publicznego od wyroku Sądu Rejonowego w Krośnie z 3 października 2012 roku, uchylił w środę zaskarżony wyrok i sprawę przekazał tutejszemu Sądowi Rejonowemu do ponownego rozpoznania.

Przypomnijmy, że dwumiejscowy turystyczny samolot  Morane 880 B wystartował 14 sierpnia 2009 roku z krośnieńskiego lotniska. Właśnie tego dnia odbywała się uroczystość zaślubin świadków Jehowy w Zboiskach k. Dukli, a celem lotu było zrzucenie wiązanki dla panny młodej. Córka znajomego Stanisława B. (74 l.) – pilota szybowcowego, doświadczonego instruktora szybownictwa Aeroklubu Podkarpackiego wychodziła za mąż i B. poprosił Janusza S. – przedsiębiorcę z Krosna, pilota i właściciela Morane, aby ten zrzucił z samolotu ową wiązankę. To miała być atrakcja dla pary młodej, a tymczasem doszło do katastrofy…

Zgromadzeni na parkingu przed budynkiem goście wypatrywali samolotu. Gdy wreszcie pojawił się na niebie wykonał – wg świadków – co najmniej jeden krąg, a S. zgodnie z planem wyrzucił bukiet ślubny. Zaledwie kilka sekund później lecąca bardzo nisko maszyna runęła na ziemię po tym, jak wcześniej zahaczyła skrzydłem i podwoziem o dach oraz komin budynku, w którym odbywała się owa uroczystość. Na miejscu zginął Stanisław B., natomiast Janusz S. został ciężko ranny.

S. został oskarżony o to, że naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu powietrznym oraz zrzucił wiązankę i tego nikomu nie zgłosił, a powinien. Nie udało się jednoznacznie ustalić, kto pilotował samolot. Zdaniem prokuratury, za sterami maszyny siedział S. Wg lekarza medycyny sądowej, obrażenia B. mogą świadczyć o tym, że w ostatnich sekundach lotu, czyli w tym czasie, gdy S. zrzucał kwiaty z kabiny (ten fakt został uwieczniony na zdjęciu przez ojca panny młodej), to B. pilotował maszynę. W takiej sytuacji Sąd Rejonowy w Krośnie warunkowo umorzył postępowanie. Prokurator nie zgodził się z wyrokiem, który uwolnił S. od zarzutu naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu powietrznym i nieumyślnego spowodowania wypadku. W ub. tygodniu w sądzie odbyła się rozprawa apelacyjna. Zdaniem prokuratury, S. nie powinien przekazywać sterów samolotu B. nawet na 2-3 sekundy.

Uzasadnienie orzeczenia
- W ocenie sądu powodem uchylenia zaskarżonego wyroku są błędy w ustaleniach faktycznych, a przede wszystkim fakt, że te ustalenia nie zostały w pełni dokonane – argumentował sędzia Artur Lipiński. – Sąd pierwszej instancji bardzo silnie zaakcentował tę ostatnią część feralnego lotu, a ściślej mówiąc te ostatnie dwie sekundy. Można powiedzieć, że 70-80 proc. uzasadnienia zaskarżonego wyroku skupia się właśnie na tym fragmencie. Gdyby całość postępowania dotyczyła tylko i wyłącznie tego fragmentu, sąd odwoławczy miałby możliwość rozprawienia się końcowo ze stanowiskiem sądu pierwszej instancji. Akt oskarżenia, który przedstawił prokurator, zawiera naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lotniczym. Zasadniczym punktem, na którym prokurator opiera konstrukcję aktu oskarżenia, jest to, że lot odbywał się poniżej dopuszczalnej wysokości w określonych warunkach. Nie ulega wątpliwości, że ten lot odbywał się mniej więcej 140 metrów poniżej dopuszczalnej dolnej granicy.

Teraz należy zadać pytanie, na które nie odpowiedział sąd I instancji, a więc: kto kierował samolotem, kto doprowadził do tego, że samolot znalazł się na wysokości poniżej dopuszczalnej prawem lotniczym. Świadkowie mówią, że lot odbywał się na wysokości 8-12 metrów. Rolą sądu I instancji będzie ustalenie, kto kierował samolotem, czy istnieje w tym przypadku związek przyczynowy pomiędzy tym niskim lotem a wypadkiem, do którego doszło feralnego dnia.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.