Salwa na cześć Św. Barbary

Jeden z 8. "Krabów", który już służy w wojsku. 24 takie armatohaubice w asyście wozów dowódczych i kierowania ogniem, będą strzegły naszej granicy na wysokości Królewca. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA, TORUŃ. W przeddzień święta patronalnego artylerzystów, zbrojeniowcy znad Sanu przekazali im osiem wielkich haubic. Pod względem nowoczesności konkurują z nimi tylko Niemcy i Turcy.

Najcięższy na świecie skorupiak trafił na służbę w polskiej armii. Osiem pierwszych „Krabów”, czyli samobieżnych armatohaubic wyprodukowanych w Hucie Stalowa Wola zostało w piątek przekazanych wojsku. W ciągu dwóch następnych lat, zbrojeniowcy z HSW zobowiązali się zrobić jeszcze 16 „Krabów”, które dołączą do obecnych i w rękach artylerzystów z 11. Mazurskiego Pułku Artylerii w Węgorzewie będą najsilniejszą i najnowocześniejszą flanką naszej obrony. A takich „Krabów” i podobnych im tylko z kalibru „Kryli”, trafi do naszej armii jeszcze kilkadziesiąt. Co płynie w drugą stronę, każdy wie.

„Krab” to armatohaubica z lufą kal. 155 mm. Waży ponad 50 ton i przy takiej masie z zadziwiającą prędkością porusza się po polu walki. Na stanowisku ogniowym pojawia się tylko na kilkadziesiąt sekund, wystrzeliwuje odpowiednią ilość pocisków i odjeżdża. Strzela na odległość 40 km, ale wkrótce pewnie będzie to o 20 km więcej, bo wyniki prac nad pociskami szybującymi są obiecujące. Ta odległość jest istotna, bo broniące jeszcze naszych granic czechosłowackie „Dany” strzelają maksymalnie na 18 km.

Rewolucja w artylerii „made ich HSW”
Gdyby nie głupota polityków, nasza armia byłaby już w „Kraby” dawno uzbrojona. Już 10 lat temu mogły być produkowane w HSW, ale program został zatrzymany i ruszył na dobre dopiero w 2008 r. 24 lufy oraz towarzyszące im wozy dowodzenia, amunicyjne i remontowe, mają być gotowe do działań w 2015 r. Kilkudziesięciu artylerzystów z Mazur szkoliło się w HSW, a teraz „Kraby” są testowane w krajowej kuźni naszych artylerzystów z Toruniu. I tak będzie przez 1,5 roku, kiedy to wszelkie uwagi będą przesyłane do montowni nad Sanem, by nowe egzemplarze były chociażby bardziej ergonomiczne dla załogi.

– To prawdziwa rewolucja dla naszej armii – określił wprowadzenie „Krabów” gen. Jarosław Wierzcholski, szef Wojsk Rakietowych i Artylerii. Nasze systemy naprowadzania ognia zostały porównane do najlepszych amerykańskich. Podobnej klasy armatohaubice mają w NATO tylko Niemcy i Turcy, którzy ostatnio kupują uzbrojenie w Korei. Stąd ogromna ciekawość naszych haubic ze strony wojsk sprzymierzonych. Sporo obcych mundurów było na poligonie pod Toruniem, gdzie HSW oficjalnie przekazywała w piątek „Kraby”. Przy okazji był pokaz dynamiczny, czyli salwa z kilkudziesięciu luf, ale nieco mniejszego kalibru. Choć z największych kalibrów nie strzelano – jeden pocisk kosztuje kilkadziesiąt tys. złotych – i tak robiło to wrażenie nie tylko na cywilach.

Cała grupa bardzo drogich skorupiaków
Dla wszystkich cywilów mieszkających nad Wisłą, ważne jest, że armia która ma ich bronić, wyposażana jest w najnowocześniejszą broń. Dla tych, którzy pracują w HSW, również i to, że zamówień tylko ze strony naszego wojska, nie zabraknie im przynajmniej przez najbliższą dekadę. Gdy skończy się produkcja „Krabów”, a na straży naszych granic ma ich stanąć przynajmniej 72, rozpocznie się montowanie „Kryli”, czyli podobnej armatohaubicy na podwoziu kołowym. A w odwodzie jest jeszcze moździerz samobieżny „Rak”, który dopiero będzie wchodził na wyposażenie wojska i najbardziej tajemniczy „Homar”, czyli wyrzutnia rakiet dalekiego zasięgu. Jeszcze nigdy w III RP stalowowolscy zbrojeniowcy nie mieli tak wielu zamówień. Przekłada się to oczywiście na pieniądze. Tylko za „Kraby” dostarczone do Węgorzewa HSW dostanie ponad 550 mln. zł.

Jerzy Mielniczuk