Sarna omal nie przymarzła do tafli lodu

TORKI, pow. przemyski. Sarna nie umiała sama zejść z tafli lodu ma toreckiej żwirowni.

Około 40 minut zajęła przemyskim strażakom akcja ściągania z lodu młodej sarenki, którą na torecką żwirownię zapędziły najprawdopodobniej psy. Użyto ponad 100 metrów liny, a po zwierzę weszło do wody dwóch strażaków w skafandrach.
Około 2-letnia sarna jest już pod troskliwą opieką weterynarzy z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Jest wychłodzona i w szoku, ale wszystko wskazuje na to, że wydobrzeje.

Zgłoszenie o tym, że na żwirowni w Torkach sarna przymarzła do lodu, albo wpadła do wody przyjęto w przemyskiej PSP już w niedzielę (5 grudnia). Na miejsce pojechali jednak strażacy z OSP w Medyce. Okazało się, że sarna nie przymarzła, ani nie wpadła do wody, po prostu nie umiała zejść z bardzo śliskiej tafli, na którą najprawdopodobniej zagnały ją psy. Strażacy -ochotnicy nie mieli jednak odpowiedniego sprzętu, by ściągnąć zwierzę z lodu. Tu potrzeba było zawodowców. – Po rozpoznaniu sytuacji, około południa wysłaliśmy na torecką żwirownię samochód z odpowiednim wyposażeniem i ekipą ratowniczą – poinformował mł. bryg. Daniel Dryniak, rzecznik prasowy KM PSP w Przemyślu. – Konieczne było użycie ponad 100 metrów liny. Po sarnę weszło na lód dwóch naszych ludzi, reszta asekurowała ich z brzegu. Udało się dotrzeć do zwierzęcia i obezwładnić je – opowiadał zwięźle D. Dryniak.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.