Sąsiedzi się kłócą, a gmina nie ma pieniędzy

Stanisław Lubas pokazuje obecny stan "winnego" całemu konfliktowi potoku. Fot. Autor

NIEPOKONANI. Świlcza. Jak długo może trwać rozgraniczenie potoku przez Urząd Gminy? Nawet całe lata!

- W innych gminach jak tylko udowodnią, że ktoś nielegalnie zaśmieca teren, to wójt wali pięścią w stół i grzywna 500 zł, a tu ja mu daję na patelni gościa co zaśmieca i zero? – pyta Stanisław Lubas, emerytowany wuefista ze Świlczy. Od 2008 roku między nim a sąsiadem Józefem Kokoszką trwa spór o granicę, którą wyznacza potok “Wężówka”. Lubas ocenia, że na skutek działań sąsiada stracił około 2-3 metrów działki, dlatego żąda, żeby potok został przywrócony do stanu pierwotnego. Jego rozgraniczenie już dawno rozwiązałoby problem, ale Urząd Gminy w Świlczy, mimo wiążącej decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego, nie zrobił tego od ponad roku.

Pan Lubas utrwalił na zdjęciach zachowanie sąsiada. – Najpierw zaśmiecał potok, a po zrobieniu trwałego umocnienia, które podniosło teren o prawie 3 metry, wywalał zgniłe ziemniaki, popioły i inne nieczystości za ogrodzenie. Zaczął też przekopywać brzeg po mojej stronie – opowiada Lubas. Co na to Kokoszka? – Wie pan, jak jest przy budowie – równanie terenu, przywożenie materiału. Wszystko było porozwalane i wtedy on zaczął te zdjęcia robić – mówi.

We wrześniu 2008 roku Lubas zgłosił problem do miejscowego urzędu, zwracając się o uregulowanie stosunków wodnych pomiędzy działkami, a także usunięcie śmieci przez sąsiada lub obciążenie go kosztami. W odpowiedzi przeczytał, że nieprawidłowości są po obu stronach i że ma… usunąć chwasty na działce Skarbu Państwa. – Mimo absurdalnego polecenia wykonałem je, a sąsiad nie zrobił nic. Miał dostać grzywnę, ale na słowach się skończyło – mówi Lubas.

Postanowił się bronić. Zwrócił się do Urzędu Gminy z prośbą o pozwolenie obłożenia brzegu płytami betonowymi, takimi samymi jakie miał sąsiad, ale pozwolenia nie dostał. “Gmina Świlcza, jak i Pan, na obecną chwilę nie zna dokładnej granicy cieku” – przeczytał w uzasadnieniu odmowy. Napisał zatem wniosek o wydanie decyzji administracyjnej, która będzie zaskarżalna. Na rozprawie administracyjnej w UG odmówiono mu uwzględnienia roszczeń do przywrócenia stosunków wodnych do stanu pierwotnego. Odwołał się więc do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które, zwracając na szereg uchybień, uchyliło zaskarżoną decyzję w całości i skierowało sprawę do organu pierwszej instancji, czyli do wójta.

Druga rozprawa administracyjna również nie przyniosła rozwiązania. Lubas ponownie odwołał się do SKO, które 8 kwietnia 2011 roku ponownie przekazało sprawę do… gminy, z tym jednak, że nakazało wójtowi ustalić przebieg granicy potoku. Równocześnie Lubas zaproponował wójtowi zmianę pracownika – Józefa Długosza -, który z ramienia UG zajmował się tą  sprawą. – Nie chciał lub nie potrafił przeprowadzić prawidłowego toku postępowania – argumentował we wniosku. Żadnych zmian jednak nie było…

W listopadzie 2011 roku UG Świlcza poinformował Lubasa, że nie może wykonać rozgraniczenia z powodu… braku środków finansowych. Przewidywany termin załatwienia wniosku przewidziano do 30 kwietnia 2012 roku, ale na 5 dni przed tym terminem Lubas otrzymał pismo, iż… sam “powinien udowodnić przebieg granicy swojej działki przez uprawnionego geodetę”. – Opadają nie tylko ręce, spodnie, ale i bokserki – komentuje decyzję sam zainteresowany.

4 maja br. Lubas wniósł do UG wniosek o wykonanie decyzji SKO, grożąc skierowaniem sprawy do sądu. W odpowiedzi otrzymał propozycję… wspólnego poniesienia z gminą kosztów rozgraniczenia. UG nie włączył w nie jednak jego sąsiada. – A tam po drugiej stronie to jest jakaś świętość? – pyta zdenerwowany. – Rzeka to nie jest pas startowy, że musi być prosta. Niepotrzebnie wydawać pieniądze – mówi Kokoszka. A jakie jest stanowisko wójta Świlczy? – Rozgraniczenie to koszt 1,5 tys. zł, a na drugi dzień już tych kołków nie będzie i zacznie się od początku. Zresztą mam teraz skarpę podcinać, żeby potem przy ulewie zawaliło się pół chałupy jednej czy drugiej? – mówi Wojciech Wdowik.

***
26 czerwca Stanisław Lubas napisał wniosek do UG o wydanie decyzji administracyjnej. Mija już prawie miesiąc, ale nie doczekał się odpowiedzi, dlatego prawdopodobnie po raz kolejny odwoła się do SKO. – W urzędzie nie chcą merytorycznego załatwienia sprawy tylko jej gmatwania – ocenia i zapewnia, że na pewno nie odpuści tej sprawy “swojemu” urzędowi.  

Arkadiusz Rogowski

do “Sąsiedzi się kłócą, a gmina nie ma pieniędzy”

  1. MieszkaniecTejGminy

    Mam podobny… chociaż nieco inny problem z urzędnikami tej gminy. Dojazd do działki mam ustalony przez drogę gminną ale nie mogę nią dojechać bo nagle zrobiła się zbyt wąska z jednej strony jeden z sąsiadów bez zgłoszenia postawił ogrodzenie (w granicy wyznaczonej przez geodetę) a inny po drugiej stronie nabił metalowe kołki (a tu granica nie była wyznaczona przez geodetę – gmina nie została poinformowana o wyznaczaniu granicy). Kiedy zgłosiłem to w urzędzie powiedziano mi tylko, że oni nie mogą z tym nic zrobić bo nie mają pieniędzy na wyznaczenie granicy (koszt około 1,5 tyś a uprawniony geodeta jest zatrudniony w Urzędzie). Przez 2 lata nie mam oficjalnej odpowiedzi z Urzędu Gminy a nieoficjalnie mi powiedziała kierowniczka geodezji, że chociaż dojazd jest wyznaczony drogą gminną to nie jest napisane, że muszę nią dojeżdżać autem… tylko mogę rowerem. Dobrze, że dogadałem się z innymi i zrobiłem dojazd inną trasą przez prywatne działki. Urzędnicy pracujący w tym urzędzie są bardzo aroganccy a do tego niekompetentni a to przez to, że mają właśnie takiego szefa, równie aroganckiego i niekompetentnego.

  2. Seba

    Widac władza w Świlczy ma w d..pie obywateli, potrafia kase brac za nic nie robienie. Ale macie takiego wójta jakiego sobie wybraliscie. Teraz to jasna sprawa czego nie będzie Ikei w Swilczy. Jak tacy ludzie tam pracuja, to nie dziwi mnie że Ikea się wycofała.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.