Sędziowski kabaret. ZDJĘCIA

Fot. Wit Hadło

PLUSLIGA. W mało emocjonującym, “hitowym” meczu główne role odegrali arbitrzy, którzy na finiszu… zgubili punkt, czym wywołali olbrzymie zamieszanie.

ZOBACZ ZDJĘCIA!

Sportowych emocji w atrakcyjnie zapowiadającym się pojedynku dwóch czołowych drużyn PlusLigi było jak na lekarstwo. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie, a osłabiony kadrowo zespół ZAKSY zdołał urwać resoviakom tylko seta. Wszyscy jednak z sobotniego meczu zapamiętają najbardziej kuriozalną sytuację z końcówki wynikającą z błędów arbitrów.

- Nie można nazwać tego emocjami, bo one byłyby wtedy, gdyby wynik oscylował w granicach remisu, a nie przy tak dużej różnicy punktowej. To był kabaret na koniec meczu, który tak na dobrą sprawę się nie zakończył  – mówi atakujący ZAKSY, Dominik Witczak, który wobec kontuzji w zespole, gra z konieczności na środku siatki.

Sędziowski kabaret z udziałem dwójki arbitrów rozpoczął się w końcówce IV seta. Najpierw arbitrzy dopuścili do sytuacji, w której został wzięty challenge (jest na to 5 sekund po zakończeniu akcji) po czasie dla trenera ZAKSY. Później przy stanie 18:12 nie zauważyli błędu ustawienia i po raz drugi zagrywał Michał Ruciak. Gdy się zorientowali, że nastąpił błąd, anulowali punkty i nakazali zagrywać Wojciechowi Kaźmierczakowi. – Sędziowie wyraźnie się pogubili, i ci co prowadzili mecz oraz ci przy stoliku, którzy pisali protokół – mówi trener ZAKSY, Krzysztof Stelmach. – Owszem, popełniliśmy błąd na zagrywce, ale nasz kapitan zgłaszał wcześniej, aby podać ustawienie. Sędziowie nakazali zagrywać Ruciakowi, a nie  Kaźmierczakowi. To oni wprowadzili wszystkich w błąd i zrodził się chaos, a na końcu jeszcze ten brakujący punkt – mówi szkoleniowiec zespołu z Kędzierzyna – Koźla.

Gdy sędziowie w IV secie przy stanie 24:14 zakończyli mecz niemal natychmiast zareagowali statystycy obu zespołów. Cały czas tę sytuację kontrolował również Maciej Dobrowolski. – Zgłaszaliśmy sędziemu, że to nie jest jeszcze koniec, ponieważ zgodnie z informacją od naszych statystyków, którzy prowadzą protokół, było tych punktów 24 – mówi rozgrywający Asseco Resovii. Arbitrzy po krótkiej naradzie ze stolikiem sędziowskim orzekli, że jednak jest koniec. Komisarz PlusLigi Jerzy Kajzer wręczył statuetkę (MVP) najlepszego zawodnika spotkania dla Georga Grozera. Kibice zaczęli opuszczać trybuny, a zawodnicy Asseco Resovii pod okiem trenera od przygotowania fizycznego Andrzeja Zahorskiego rozpoczęli pomeczowe rozciąganie. Z kolei siatkarze ZAKSY w tym czasie rozdawali kibicom autografy, pozowali do zdjęć, a kilku z nich szybko udało się już wcześniej do szatni. Po około 20 minutach i dyskusjach przy sędziowskim stoliku główny arbiter Waldemar Niemczura poprosił kapitanów obu drużyn do siebie informując, że faktycznie nastąpił błąd i po pięciu minutach mecz zostanie dokończony. ZAKSA na takie rozwiązanie nie wyraziła zgody. – Ciekawe jak? Mam wyciągnąć zawodników spod prysznica, czy spod kontroli antydopingowej? – zastanawiał się trener Krzysztof Stelmach, a kapitan Grzegorz Pilarz dodał. – Decyzja była taka, że nie przystąpimy do tego meczu, który już zakończyli sędziowie.

Resoviacy natomiast w komplecie odczekali pięć minut, po czym arbitrzy “oficjalnie” odgwizdali zakończenie meczu. – Nieważne, że zawodnicy byli na kontroli antydopingowej, czy w szatni – mówi komisarz PlusLigi, Jerzy Kajzer i dodaje. – Po podjęciu decyzji o wznowieniu pojedynku mieli obowiązek powrócić na boisko. Ponieważ drużyna ZAKSY odmówiła dogrania brakującego punktu, sprawą zajmie się Wydział Ligi. Według protokołu mecz jest zakończony, natomiast samym zajściem zajmie się komisja PlusLigi – stwierdza Kajzer, który przyznał, że błąd został popełniony przy stoliku sędziowskim i na jego skorygowanie potrzeba było trochę czasu.

Nie jest to pierwsza tego rodzaju wpadka w tym sezonie w hali na Podpromiu. Na inaugurację PlusLigi w pojedynku z Indykpolem AZS Olsztyn sędziowie też zgubili punkt. Tamta sytuacja jednak, mimo początkowych protestów ekipy z Warmi i Mazur, zakończyła się bez większych konsekwencji. Tym razem kędzierzynianie zapowiadają, że nie zamierzają tak zostawić sprawy. – Nie podpisaliśmy protokołu, nie zgadzamy się z werdyktem i wynikiem. Chcieliśmy wpisać protest do protokołu, ale sędzia nam na to nie pozwolił. Uważam, że mecz powinien być powtórzony – stwierdza trener Stelmach. Jego zespół mimo poważnych kadrowych osłabień (ZAKSA przyjechała do Rzeszowa w dziewięcioosobowym składzie) przez dwa pierwsze sety walczył jak równym z równym. – Nie mieliśmy wyjścia, w pierwszej partii mocno zaryzykowaliśmy zagrywką i to się opłaciło. Całego meczu jednak nie da się bazować na tylko jednym elemencie. W dalszej części spotkania trochę się pogubiliśmy. Rywale zaczęli grać pierwszym tempem, szybciej na skrzydłach i nie byliśmy już w stanie się im przeciwstawić – kończy trener ZAKSY.

ASSECO RESOVIA    3
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle    1
(25:27, 25:21, 25:19, 25:14)
RESOVIA: Dobrowolski, Bojić 15, Grzyb 13, Grozer 23, Achrem 1, Nowakowski 6 oraz Ignaczak (libero), Lotman 7, Mika, Kosok
ZAKSA: Pilarz 1, Ruciak 13, Kaźmierczak 15, Rouzier 15, Samica 9, Witczak 5 oraz Gacek (libero), Kapelus 3, Popelka 2
Sędziowali: Waldemar Niemczura (Węgierska Górka) i Wojciech Kasprzyk (Częstochowa). Widzów 4800. MVP meczu: Georg Grozer.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.