Sensacja wygrana beniaminka w Jaśle

Bramkarz Czarnych, Sławomir Kwiek najpierw zdobył gola z rzutu karnego, a później musiał dwukrotnie wyciągać piłkę z własnej bramki.

CZARNI JASŁO – KANTOR TURBIA. Takiego wyniku meczu w Jaśle nie spodziewał się chyba nikt.

Przed spotkanie wszystko przemawiało za gospodarzami, tymczasem miejscowi musieli przełknąć gorycz porażki z beniaminkiem z Turbii, który w sobotnim meczu pokazał olbrzymią determinację i wolę walki.

- W naszym zwycięstwie na pewno nie było przypadku. Powiem więcej – mogliśmy wygrać jeszcze wyżej. Wprawdzie to gospodarze dyktowali warunki gry, ale za to my umiejętnie się broniliśmy i wyprowadziliśmy skuteczne kontry – mówił po meczu zadowolony prezes Kantoru, Janusz Stępień.

Mecz mógł znakomicie ułożyć się dla gospodarzy. Już w. 3. min przed szansą wpisania się na listę strzelców stanął Dariusz Brągiel, jednak piłka po jego strzale trafiła w słupek. Co się odwlecze to nie uciecze – pomyśleli wówczas kibice. I mieli rację. W 29. min jeden w zamieszaniu pod bramką gości jeden z zawodników Kantoru zagrał piłkę ręką, a “jedenastkę” zamienił specjalista od takich sytuacji w ekipie z Jasła, bramkarz Sławomir Kwiek. Gdy wydawało się, że kolejne bramki dla gospodarzy to tylko kwestia czasu, gola zdobyli przyjezdni. Kantor wyprowadził szybką kontrę, a że miejscowi zapomnieli nieco o obronie, Michał Serafin nie miał większych problemów z pokonaniem Kwieka. Po przerwie jaślanie nadal atakowali, jednak ponownie popełnili ten sam błąd, co w I połowie. Tym razem kolejną szybką akcję gości celnym uderzeniem wykończył Sojecki. W tym momencie widmo porażki coraz bardziej zaczęło zaglądać w oczy piłkarzy Czarnych. Trener Hap próbował odwrócić losy spotkania zmianami. Na nie wiele się to jednak zdało, bowiem rezerwowi, podobnie jak gracze pierwszego składu grali nieskutecznie. – To właśnie skuteczność była naszą największą bolączką. Co z tego, że przeważaliśmy w środku pola, skoro pod bramką rywala nie potrafiliśmy się odnaleźć. Nie wykorzystaliśmy sytuacji na samym początku meczu, potem to szybko się zemściło. Rywal bronił się umiejętnie, grał z kontry i przyniosło to efekt – podsumował spotkanie kierownik Czarnych, Tadeusz Kutyna. – Te trzy punkty to nagroda dla zespołu za wielkie zaangażowanie, z jakim przystąpił do tego meczu. Już dawno nie graliśmy z takim zębem. Przypomniały mi się m.in. pucharowe mecze ze Stalą Sanok czy Motorem Lublin, gdzie graliśmy podobnie. Mam nadzieje, że tak samo zaprezentujemy się w kolejnym starciu. Wówczas będzie stać nas na wiele, oczywiście biorąc pod uwagę nasze możliwości. Myślę jednak, że 5. miejsce jest w naszym zasięgu – kończy zadowolony Stępień.

CZARNI – KANTOR
1-2 (1-1)
1-0 Kwiek (29. – karny)
1-1 Serafin (31.)
1-2 Sojecki (54.)
CZARNI: Kwiek – Setlak (62. W. Dziedzic), Bernacki, Maczuga, Matysik (80. Grzesiak), Warchoł (60. Munia), Chrząszcz (67. Madejczyk), Kukowski, Cempa, Brągiel, Bieniarz
KANTOR: Foltak – Zalewski (46. Lupa), Czupak, Maciorowski, Stępień, Ł. Dziedzic, Serafin, Luc (75. Pańkowski), Kobylarz, Juda, Sojecki.

mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.