Sfuszerowane ekrany przy al. Sikorskiego!

Ekrany przy al. Sikorskiego są zwykłą fuszerką i imitacją. Wystarczy spojrzeć na ogromne szpary pomiędzy betonowym fundamentem a szklaną powierzchnią ekranu. Ekrany nie spełniają swej roli. Pieniądze na ich budowę poszły w błoto.

RZESZÓW. Mieszkańcy nie mogą doczekać się montażu porządnych zabezpieczeń przed hałasem. Te, które kosztowały aż 6,5 miliona złotych są wadliwe. Kolejny raz stolica innowacji okazała się stolicą imitacji, a pieniądze poszły w błoto…

Było lepiej, a jest gorzej. Tak w skrócie można przedstawić odczucia mieszkańców osiedla Zimowit po zamontowaniu kilka lat temu ekranów akustycznych po drugiej stronie al. Sikorskiego. – Ekrany jakie postawiło miasto, odbijają dźwięk zamiast go pochłaniać. Teraz w naszych domach hałas jest o wiele większy niż wcześniej – skarżą się mieszkańcy. Same ekrany jakie powstały wzdłuż Sikorskiego są zwykłą fuszerką – na dole pozostawiono ogromne szpary, a bariery dźwiękochłonne są za niskie.

Ekrany przy al. Sikorskiego powstały w ramach przebudowy tej arterii zakończonej w 2008 r. Okazuje się, że2158 metrówekranów kosztowało aż 6,5 mln zł! Niestety mimo takich nakładów nie spełniają swojej funkcji. Dlaczego? Ponieważ zbudowano ekrany nie pochłaniające, ale odbijające dźwięk i do tego bardzo niskie. W dodatku tylko na krótkim odcinku powstały one po obu stronach ulicy.

- Ponieważ są tu tylko niskie budynki, fachowcy uznali, że ekrany mogą być mniejsze i przeźroczyste – mówili wówczas miejscy urzędnicy. Najwyraźniej, owi “fachowcy” mylili się. Dodajmy, że ekrany zaprojektowała rzeszowska pracownia projektowa Promost Consulting. To ta sama, która często wygrywa miejskie przetargi, realizuje bardzo wiele zleceń na rzecz miasta, a ostatnio zaprojektowała także osławione buspasy. Natomiast wykonawcą ekranów była firma REST z Rzeszowa, która zainkasowała owe miliony złotych za ich budowę. Urzędnikom prezydenta chodzi jednak o to, by pieniądze podatników wydawać, a nie by wydawać je z sensem.

Miliony poszły w błoto

Ekrany, których budowę zlecili ludzie prezydenta Ferenca nie poprawiły akustyki, ale ją pogorszyły. Są po prostu wykonane źle: przy ziemi pozostawiono kilkunastocentymetrowe szpary, ekrany są za niskie, chronią co najwyżej partery budynków, ale już poddasza i pierwsze piętra nie mają żadnej ochrony. Podobnie stało się na Nowym Mieście. Mieszkańcy bloków na tym osiedlu doskonale wiedzą, że po zbudowaniu wzdłuż al. Powstańców Warszawy ekranów odbijających dźwięki, już na 3-4 piętrach bloków huk przejeżdżających samochodów jest większy niż przed postawieniem barier akustycznych.

W rezultacie warunki życia mieszkańców osiedla Zimowit są znacznie gorsze, niż przed przebudową al. Sikorskiego. Hałas jest nie do zniesienia. Słychać go nawet650 metrówod drogi, co dla osób wrażliwych na dźwięki powoduje, że nie mogą zasnąć. A przecież każdy ma prawo do ciszy nocnej i spokojnego snu!

- Samochodów jest przecież coraz więcej – skarżą się mieszkańcy. – Huk jest odczuwalny szczególnie w nocy. Wtedy motocykliści urządzają sobie tutaj wyścigi.

Tak więc pieniądze wydane na ekrany zostały wyrzucone w błoto. Są one zwykłą imitacją zabezpieczeń przeciwhałasowych. W sumie to nawet się zgadza: Rzeszów zamiast “stolicą innowacji” jak głosi przyjęte przez władze miasta szumne hasło promocyjne stał się pod rządami prezydenta Tadeusza Ferenca “stolicą imitacji”, jak coraz częściej jest nazywany przez coraz bardziej wkurzonych rzeszowian.

Ministerstwo po stronie mieszkańców

Mieszkańcy starali się o budowę ekranów także po ich stronie drogi już w 2006 r., jeszcze na etapie projektowania przebudowy ulicy. Dopominali się o nie także w trakcie inwestycji i już po jej zakończeniu. Bezskutecznie.

- Niestety prezydent Tadeusz Ferenc nigdy nie odpowiedział na nasze pytania o to dlaczego nie chce zbudować ekranów – mówią ludzie. – Nie możemy tego zrozumieć.

Brak odpowiedzi i jakichkolwiek działań miasta skłonił ich do interwencji w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. To właśnie ten resort zarządzał Zintegrowanym Programem Operacyjnym Rozwoju Regionalnego, w ramach którego z środków unijnych została dofinansowana przebudowa al. Sikorskiego.

Odwołanie się do Warszawy przyniosło w końcu efekt.  MRR przekazało zbadanie sprawy Podkarpackiemu Urzędowi Wojewódzkiemu. W rezultacie miasto zostało zobowiązane do montażu dodatkowych urządzeń ochronnych do maja tego roku. To oczywiście nie nastąpiło.

Ratusz zlecił badania poziomu hałasu, które zostały przeprowadzone w październiku 2010 r. Ich wyniki zakwestionowali urzędnicy wojewody. Kolejne badania wykonano w marcu 2011 r. Także one nie wykazały przekroczeń dopuszczalnych poziomów hałasu.

Puste deklaracje ratusza

Jednak mimo to wiceprezydent Marek Ustrobiński poinformował pisemnie PUW, że miasto podjęło “działania zmierzające do opracowania dokumentacji oraz montażu dodatkowych zabezpieczeń przeciwdźwiękowych”. Ustną deklarację, że ekrany powstaną złożył natomiast prezydent Tadeusz Ferenc. Tyle, że te obietnice jak na razie są obietnicami bez pokrycia. Żadnych działań, o których wspomniał wiceprezydent, ratusz dotąd nie podjął.

Dodajmy, że Podkarpacki Urząd Wojewódzki w piśmie do ministerstwa stwierdza, że nie można miastu zarzucić, że ograniczenie hałasu nie zostało wykonane, dlatego formalnie budowa dodatkowych zabezpieczeń nie znajduje uzasadnienia. Urzędnicy wojewody przyjmują natomiast deklarację władz Rzeszowa o budowie dodatkowych ekranów i proszą miasto o kontakt i współpracę w tej sprawie z mieszkańcami.

Ministerstwo jak na razie nie udzieliło jeszcze odpowiedzi urzędowi wojewódzkiemu. – Sprawa jest rozwojowa – usłyszeliśmy w resorcie rozwoju regionalnego. Wiadomo jedynie, że ministerialni urzędnicy starają się brać stronę mieszkańców, którzy czują się pokrzywdzeni. MRR nie zadawalają pisma płynące z Rzeszowa i obowiązku budowy dodatkowych ekranów raczej nie chce odpuścić.

Ekrany trzeba poprawić

Teraz jest bardzo ważne, żeby mieszkańcy mieli rzeczywisty wpływ na to jakie dodatkowe ekrany zostaną zbudowane przez miasto. Może się bowiem okazać, że kolejne miliony złotych zostaną znowu wyrzucone w błoto. Zbyt wiele jest w Rzeszowie przykładów, że taka groźba jest realna.

Żeby uratować sytuację, trzeba spełnić kilka warunków. Po pierwsze, po lewej stronie al. Sikorskiego (w kierunku na Tyczyn) należy zbudować ekran pochłaniający dźwięki. Po drugie, powinien on być jak najwyższy – wyższy niż ekrany po drugiej stronie ulicy i jak najbliżej drogi. Po trzecie powinien być pochylony w kierunku drogi – tak buduje się ekrany na Zachodzie, co powoduje, że dźwięki są tłumione efektywniej niż gdy ekran jest ustawiony prostopadle do podłoża. To da się zrobić stosunkowo prosto.

Pozostaje jednak problem naprawy szkód po prawej stronie ulicy. Należałoby zmienić ekrany z odbijających na pochłaniające dźwięk oraz je podwyższyć. Być może dałoby się też pokryć powierzchnię obecnych ekranów elementami pochłaniającymi hałas.

***

Sprawa ekranów wzdłuż al. Sikorskiego pokazuje, że władze miasta z prezydentem Tadeuszem Ferencem na czele wydają pieniądze tylko po to, żeby je wydać, a nie po to, żeby osiągnąć jakiś pozytywny efekt. Takie postępowanie potwierdza obiegowe hasło, że Rzeszów jest stolicą imitacji, a  nie innowacji, jak głosi uparcie prezydent Ferenc i jego ludzie.

Krzysztof Kuchta

do “Sfuszerowane ekrany przy al. Sikorskiego!”

  1. Można Można

    Brawo głupi mieszkańcy!!! dalej wycinajcie drzewa i zastępujcie to Pleksą!!! Żaden ekran nie da wam świeżego tlenu! nie pochłonie pyłów! nie pochłonie metali ciężkich!!

    Wasza głupota doprowadziła do tego. Dale walczcie o ekrany wyższe cięższe szersze, gówno wam to da. Miejsca z ekranami stały się bardziej niebezpieczne, a pod nimi leżą zdechłe ptaki, Walczcie dalej o ekrany.

  2. aaaa

    A może wypadałoby sie zastanowić dlaczego mieszkańcy nie chcieli ekranów tych zielonych, które rzeczywiście pochłaniają hałas tylko przeźroczyste aby mogli podziwiać uroki natury…
    Winy doszukiwałabym się u mieszkańców a nie w urzędzie. A przez zachcianki jednych druga strona cierpi i to ze zdwojoną siłą.

  3. roman

    no i proszę znowu wyszła fuszerka – niedouczony matoł podejmował decyzje- ktoś zarobił/ producent ekranów- konstrukcji i ten co montował/ a wystarczyło zlecić badania – przeprowadzić próby- nie kasa przeszła z konta na konto i cacy – no nie forsa się zmarnowała i tak się marnuje od 1945 roku kto poniesie konsekfencje błędnych decyzji – no nikt – i tak to bagno trwa.

  4. Krzysztof

    Po drugiej stronie Zimowita jest to samo …..
    Ekrany to „wspaniały REZONATOR” !!.
    Tłumiące hałas drzewa wycięto i postawiono osiadające kurzem parkaniki – jest zdecydowanie GORZEJ!!!!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.