Shoah w wersji niżańskiej

Claude Lanzmann, nad "Shoah" pracował 11 lat. W Nisku był tylko kilka dni, ale historia eksperymentalnego obozu w Zarzeczu może być ważniejszym dokumentem niż najdłuższy dokument w historii kinematografii. Fot. Autor

NISKO. Nad Sanem zaczął się europejski holocaust, a dziś niewielu historyków o tym pamięta. Autor monumentalnego dokumentu o zagładzie Żydów, chce „akcję Nisko” przywrócić potomnym.

Claude Lanzmann, autor słynnego dokumentu „Shoah”, realizuje film o zagładzie Żydów z obozu w podniżańskim Zarzeczu. Przez kilka dni przebywał w Nisku i okolicach. Jego operatorzy „kręcili” m.in. na dworcu w Nisku i w Zarzeczu. Sam „zając z Patagonii” rozmawiał ze świadkami wojennych wydarzeń, odwiedził kirkuty w Ulanowie i Krzeszowie.

Nowy film będzie koprodukcją francusko-polsko-austriacką, a w gotowej wersji ma ukazać się wiosną przyszłego roku. Lanzmann chce pokazać najmniej chyba znaną, a wiele znaczącą kartę europejskiego holocaustu, który zaczął się właśnie w Nisku i Zarzeczu. Teraz miał znaleźć świadków, którzy widzieli obóz i spotykali się z osadzonymi w nim Żydami.

„Było ich tysiąc”, a to najbardziej zapomniany epizod
Adolf Eichmann, główny odpowiedzialny za eksterminację Żydów w III Rzeszy, wybrał Nisko i okolice na „europejskie terytorium żydowskie”. Już 18 października 1939 r. na dworcu w Nisku zatrzymał się pociąg z 1 tys. Żydów z Wiednia, Ostrawy i Katowic. To był pierwszy transport Żydów w historii holocaustu. Witał ich sam haupsturmfuhrer Eichmann, a po jego mowie, Żydzi zostali skierowani na wzgórza pobliskiego Zarzecza. Sami budowali tam eksperymentalny obóz, gminy żydowskie zresztą finansowały jego budowę, a nawet opłacały transport więźniów. W sumie umieszczono w nim ok. 5 tys. osób z całej Europy. Na początku 1940 r. obóz został zlikwidowany, a więźniów rozpędzono. Dziś po obozie są tylko ślady w historii i tablica na dworcu kolejowym w Nisku „18.X.1939 Pierwszy pociąg Żydów z zagranicy został wyładowany na stacji Nisko. Pułkownik Adolf Eichmann zaprowadził ich na Zarzecze. Było ich tysiąc”.

Lanzmann zasłynął gigantyczną produkcją „Shoah” o eksterminacji Żydów w Treblince. Zbieranie materiałów i montaż filmu zajęło mu 11 lat. Powstał 9,5-godzinny megadokument, który w Polsce został pokazany pod koniec lat osiemdziesiątych ub. wieku. Całość można było obejrzeć tylko w niektórych kinach. TVP puściła wersję skróconą, która tak naprawdę, pokazywała tylko polski antysemityzm. Stąd wzięła się dość powszechna w tamtych latach o Lanzmannie, jako „Polakożercy”, który całą winą za gehennę Żydów obarczał naszych rodaków. Być może z tego powodu nie miał teraz ułatwionego zadania.

Jerzy Mielniczuk

do “Shoah w wersji niżańskiej”

  1. eugene stec

    jestem synem wspolwlascicielki terenu gdzie zydzi wukopali sobie studnie,matka moja juze nie zyje: wielka szkoda bo mogla swiadczyc o wydazrniach tamtych lat. mam jednak dwie moje kuzynki ktore to szegolnie starsza przezyly tamte czasy

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.