Siatkarski Turbokozak

Fot. PGE Skra

Michał Winiarski, najlepszy piłkarz wśród siatkarzy o fascynacji Manchesterem United i Realem Madryt, Zbigniewie Bońku i “Koko Euro spoko” w siatkarskiej szatni

- Nie jestem najlepszym piłkarzem, ale lepszych ode mnie nie znam – cytując klasyka José Mourinho. Tak na serio, to jest paru siatkarzy, którzy radzą sobie w tej dyscyplinie – mówi przyjmujący reprezentacji Polski, Michał Winiarski. Urodzonemu w Bydgoszczy siatkarzowi futbol do małego nie jest obcy i to zamiłowanie do piłki nożnej zostało do dziś.

- Nie wiem dlaczego nie zostałem piłkarzem, często zadaję sobie to pytanie – zastanawia się MICHAŁ WINIARSKI. – Tak na poważnie, chyba śmiesznie bym wyglądał przy moim wzroście (200 cm wzrostu – przyp. red). Poza tym jedyny mankament, który charakteryzuje piłkę nożną, a czego ja nienawidzę, to bieganie.

- O twoich wysokich umiejętnościach piłkarskich świadczy niezły wynik w Turbokozaku w programie Canal+…
- Szkoda, że nie wpadł mi jeden rożny, bo zdobyłbym jeszcze więcej punktów. Trawa była trochę nierówna. Z tego co słyszałem, to gdyby mi wpadł ten różny, to miałbym szansę być nawet w najlepszej trójce piłkarzy naszej ekstraklasy.

- Co zadecydowało o tym, że jednak zostałeś siatkarzem?
- W ósmej klasie podstawówki, jak poszedłem do szkoły mistrzostwa sportowego, to musiałem zrezygnować z piłki nożnej. Musiałem podjąć decyzję. W moim przypadku gra w siatkówkę wydawała się wtedy bardziej przyszłościowa i perspektywiczna – ze względu na wzrost i wyniki, jakie osiągałem. Już wtedy miałem dużo takich nagród indywidualnych, a poza tym samo dostanie się do SMS-u w Rzeszowie, który wtedy wybierał naprawdę najlepszych ludzi, było dla mnie wielkim osiągnięciem. Zdecydowałem się to wykorzystać.

- W czasach, kiedy grałeś w piłkę nożną miałeś chyba swojego idola?
- Bardzo lubiłem Davida Beckhama. Bardzo podobała mi się jego techniczna gra i to był mój piłkarski idol, podobnie jak Zinedine Zidane.

- A pochodzący z Bydgoszczy tak jak ty Zbigniew Boniek?
- Ja już Bońka niestety nie pamiętam z okresu jego gry. Oczywiście historię znam i wiem, że był on świetnym piłkarzem. Z racji tego, że pochodzi z mojej Bydgoszczy, to nawet najlepszym (śmiech). Ja się jednak bardziej utożsamiałem z moimi czasami, a wtedy był galaktyczny Manchester United i Real Madryt, gdzie grał Zinedine Zidane, a wcześniej Juventus Turyn. Gra tych zespołów i moich piłkarskich idoli podobała mi się najbardziej.

- Z obecnych gwiazd piłki nożnej kogo podziwiasz najbardziej?
- Przede wszystkim Leo Messi i Cristiano Ronaldo, którzy mają zupełnie dwa różne style gry, ale obaj robią ogromne wrażenie. Podoba się mi i fizyczna gra Ronaldo i ta finezja Messiego. To są dwaj piłkarze, którzy naprawdę robią różnicę, a to jest rzadko spotykane w dzisiejszym futbolu.

- Nie stronisz od oglądania meczów tylko w tv…
- Żałuję, że grając w Trento zawsze nasze spotkania kolidowały z piłkarską Serie A i mimo szczerych chęci nie dane było mi się wybrać na jakiś mecz. Ostatni jaki oglądałem na stadionie to pojedynek GKS-u Bełchatów, a z takich lepszych, gdzie była fajna oprawa atmosfera itd., to mecz Legii Warszawa w Lidze Europejskiej ze Sportingiem Lizbona.

- Z którym z kolegów z kadry możesz najbardziej podyskutować o piłce nożnej?
- Kiedyś było ich więcej – Dawid Murek, Daniel Pliński, teraz jest Łukasz Wiśniewski, który zresztą też gra w menagera i zna temat bardzo dobrze. Gramy zresztą też razem w sieci. Wiedzę teoretycznie ma więc dosyć dużą i też nawet kiedyś grał z powodzeniem w piłkę. Każdy z chłopaków jakieś tam podstawowe informacje ma, ale żeby siedzieć w tym głębiej, to już nie. Nasz trener też jest fanem piłki nożnej – kibicuje Realowi i Juventusowi, ale na tematy piłkarskie jeszcze nie rozmawialiśmy.

- Czy nieco nie zazdrościsz piłkarzom tej otoczki, atmosfery  i ogromnego zainteresowania, które mają miejsce przed rozpoczęciem Euro 2012?
- Zazdroszczę trochę, że nie mogę tam pobiegać, bo chętnie pograłbym w piłkę. Tak na poważnie, to zdajemy sobie wszyscy sprawę z tego, jakiej rangi jest to impreza i jakim zainteresowaniem cieszy się w całej Europie. Myślę, że tak naprawdę żaden sport nie może się równać z tym, co się dzieje w piłce nożnej.

- Z perspektywy kibica piłkarskiej reprezentacji Polski brakuje ci kogoś w kadrze Franciszka Smudy?
- Szczerze mówiąc, to się nad tym nawet nie zastanawiałem. Pewnie jakbym głęboko pomyślał, to kogoś bym znalazł, tym bardziej, że gram w piłkarskiego managera i jestem na czasie z nazwiskami piłkarzy. Gry komputerowe często nie odzwierciedlają jednak realiów piłki.

- W komputerowego managera grasz w jakąś konkretną ligę?
-  Zmieniam w zależności, gdzie mogę wydać więcej pieniędzy.

- Jak widzisz szanse piłkarskiej reprezentacji Polski  na Euro?
- Podobnie jak każdy z kibiców chciałbym żebyśmy zaszli jak najdalej się da. W mojej opinii kluczowy będzie już pierwszy mecz z Grekami. Obstawiam, że zwyciężymy 2-1. Jeżeli jednak nie uda nam się wygrać tego pojedynku, to będzie nam bardzo ciężko awansować z grupy, tym bardziej, że w kolejnym meczu zmierzymy się z Rosją, która moim zdaniem jest faworytem naszej grupy. Również z Czechami nie czeka nas łatwa przeprawa. Najpierw jednak trzeba zrobić wszystko, żeby ten pojedynek z Czechami nie był już meczem o nic, czy tylko o honor.

- Oprócz Polaków jest jeszcze jakaś reprezentacja, której będziesz kibicował?
- Bardzo lubię oglądać Hiszpanów, Anglików i Holendrów. To jest zresztą czołówka nie tylko europejska, ale i światowa. Myślę, że Hiszpanie grają najładniejszą piłkę na świecie i dla mnie to główny faworyt do wygrania Euro. Anglików lubię ze względu na to, że podoba mi się ich liga, a Holendrzy zagrali ostatnio fantastyczne mistrzostwa świata. Mają duży potencjał i jednych z najlepszych zawodników na świecie.

- Nie wymieniłeś Włochów, a grałeś w Italii przez trzy lata…
- Jakoś styl, jaki prezentują mi nie odpowiada. Jest u nich specyficzny system grania, aczkolwiek kiedyś bardziej ich lubiłem. Mieli bardziej wyraziste postacie i myślę, że te wcześniejsze reprezentacje bardziej się pamięta. Ostatnio przestałem oglądać ligę włoską i nawet nie jestem w stanie powiedzieć kto jest teraz u nich w kadrze.

- Jak ci się podoba przebój “Koko Euro spoko”?
- Na początku może wzbudzał kontrowersje, a teraz można powiedzieć, że nawet jak w szatni sobie go puścimy, to się dobrze bawimy i jest śmiesznie. W ogóle w szatni lubimy sobie puszczać różne śmieszne przeboje. Mamy specjalistę od muzyki (Krzysztof Ignaczak – przyp. red). Jest przy tym dobra zabawa, a odnośnie “Koko Euro spoko”, to można sobie wyobrazić reakcję większości ludzi po tym, jak ten utwór został wybrany hymnem mistrzostw. Jednak tak naprawdę wiemy, jak wyglądają normalne polskie wieczory i wyjścia na mecz, gdzie każdy będzie miał dostęp do piwa, a większość mężczyzn, którzy będą oglądali mecze, zasiądą przed telewizorami przy napojach procentowych. Myślę, że dla takiej atmosfery jest to idealny przebój.

- W zeszłym roku w reprezentacyjnej szatni nakręcał was przebój AC/DC “Thunderstrack”, to teraz takim utworem stanie się właśnie “Koko Euro spoko”?
- Nie, to bardziej w ramach takiej zabawy, np. po wygranym meczu, kiedy jest fajna atmosfera i puszczamy sobie różną muzykę w szatni. Im bardziej taki rytmiczny utwór ze śmiesznymi słowami, tym jest większa zabawa.

- Piłkarze są gwiazdami medialnymi, a wy jakoś tak nie za bardzo, mimo dużej popularności siatkówki i sporych sukcesów…
- Ciężko powiedzieć. Jako dyscyplina nie jesteśmy chyba tak rozbudowani profesjonalnie od strony menadżerskiej i PR-owej, jak piłkarze. Wiem, że u nich jest wykonywana większa praca przez osoby odpowiedzialne za wizerunek sportowców. Natomiast my raczej takich osób nie mamy. Po MŚ w Japonii w 2006 roku pojawili się ludzie, którzy niby się tym chcieli zająć. Natomiast jeżeli dostają jakąś tam propozycję reklamową, np. z biura podróży, to jeśli ktoś sam się odezwie, to owszem, ale raczej tak, żeby chodzić za czymś, to nie. Myślę, że w przypadku piłkarzy to w jakimś stopniu jest robione, a już w przypadku takich sław, jak Błaszczykowski, czy Lewandowski, którzy prezentują teraz najwyższy sportowy poziom, to myślę, że takich rzeczy robić nie muszą.

- Nie zazdrościsz piłkarzom sławy i wielkich pieniędzy – bo nawet w Polsce siatkówka nie może przebić popularności piłki nożnej.
- Ja całe życie uciekam właśnie od tej sławy. Wolę raczej spokój i mniej zamieszania wokół swojej osoby. Wiadomo, że w jakiś sposób jestem popularny i rozpoznawalny. Czasami też brakuje tego, żeby wyjść normalnie i nie przejmować się ludźmi. Pójść spokojnie do kina i żeby nikt nie zaglądał do koszyka w sklepie, a to się często zdarza.

Rozmawiał RAFAŁ MYŚLIWIEC

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.