Skarbówka śledzi nas na Facebooku

Urzędnicy coraz częściej korzystają z informacji, które sami umieszczamy w Internecie. Fot. pixabay.com

Urzędnicy coraz częściej korzystają z informacji, które sami umieszczamy w Internecie. Fot. pixabay.com

KRAJ, PODKARPACIE. Ukrytym majątkiem nie warto się chwalić w sieci.

Nie mają wysokich dochodów, nie płacą podatków, ale chwalą się nowym samochodem, mieszkaniem albo drogimi wakacjami. Polacy, którzy uchylają się od płacenia podatków – bo o nich mowa – są pod lupą fiskusa. Jak pracownicy urzędów skarbowych wyłapują oszustów? Śledzą portale społecznościowe. Wcale nie po to, by zdobyć nowych znajomych. Jak się okazuje, to potężne źródło informacji.

Polacy lubią, gdy sąsiedzi wiedzą, że mają nowy telewizor, laptop, kupili dziecku rower, albo właśnie wyjeżdżają do Egiptu. Najłatwiej i najszybciej poinformować o tym znajomych przez Internet, dlatego chętnie dzielą się rewelacjami na swój temat na profilach społecznościowych. Relacje z wakacji w drogim hotelu czy wieści o nowych zakupach widzą znajomi… ale widzą też pracownicy urzędów skarbowych.

Wpisy na portalach mogą być pretekstem do wszczęcia egzekucji i zajęcia majątku. – Podstawą analiz i czynności organów podatkowych mogą być dokumenty, które składają do urzędów skarbowych podatnicy, np. deklaracje i informacje podatkowe, wyniki weryfikacji z wykorzystaniem systemów informatycznych, ale też informacje powszechnie dostępne, na przykład w Internecie – oświadcza Teresa Piechowicz-Barzyk z Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie.

Reklama dźwignią… kontroli
To nie wszystko. Urzędnicy przyglądają się też bacznie ogłoszeniom – i to nie tylko w kategorii „sprzedam”. Chodzi np. o posty fryzjerek czy kosmetyczek, które pokazują na zdjęciach efekty swojej pracy. Wprawdzie darmowa reklama szybko rozprzestrzenia się w sieci, ale może też ściągnąć na nie niemałe kłopoty. Mało która przedsiębiorcza stylistka zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że sama umieszcza dowody na prowadzenie niezarejestrowanej działalności, a do jej drzwi prędzej czy później zapuka kontrola skarbowa.

Jak się okazuje, rola „uprzejmie donoszących” traci powoli na znaczeniu, bo większość informacji – świadomie lub nie – publikujemy sami. Teresa Piechowicz-Barzyk podkreśla jednak, że urzędnicy nie kierują się jedynie tym, co znajdą na temat danej osoby w sieci i nie są wobec tych danych bezkrytyczni. – Nie można wykluczyć, że informacje publikowane publicznie mogą być nieprawdziwe, stąd też wymagają one rzetelnej weryfikacji i zebrania wiarygodnych dowodów – mówi.

Wioletta Kruk

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.