Skok Ernesta do wieczności

Wysokości przyciągają desperatów. W wieżowcach, jak ten przy ul. Poniatowskiego, nie można zamykać włazów na dach ze względów bezpieczeństwa. Zresztą, czy zaknięcie zapobiegłoby śmierci? Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Coraz więcej samobójstw na północy województwa. Ostatnia ofiara samobójczego skoku z wysokości, dziś rozpoczynałaby nowy rok szkolny.

W czwartkową noc 17-letni chłopak popełnił samobójstwo skacząc z dachu wieżowca. Prokurator bada ten wypadek, ale nic nie wskazuje na to, by Ernestowi miał ktoś pomagać. Mroczny wypadek powiększył serię podobnych samobójstw w najbardziej na północ wysuniętym mieście Podkarpacia. Śmiertelny skok z wysokości wybrało już w tym roku pięć osób. Dramatycznie rośnie też ogólna liczba samobójstw.

Była 21.20, gdy młodzież tradycyjnie okupująca okolice trzepaka obok wieżowca przy ul. Poniatowskiego 17, rozbiegła się. Po chwili ciszy, dały się słyszeć pierwsze krzyki. Nie minęło kilka minut, a na miejscu wypadku była policja. Później karetka pogotowia, ale lekarz mógł już tylko oficjalnie stwierdzić zgon. Desperat zmarł od razu, przy uderzeniu ciała o betonowe w tym miejscu podłoże.

Decydują chwilowe impulsy
17-latek był znanym i lubianym członkiem osiedlowego środowiska. Mieszkał z rodzicami niedaleko obok, ale 11-pietrowy blok wystający ponad inne dachy znał też dobrze. To przy nim krzyżują się prawie wszystkie osiedlowe ścieżki. Wieżowiec ma też kilka tajemnic. Na trzepaku, obok którego spadł Ernest, nie tak dawno powiesił się inny nastolatek. Wcześniej samobójczy skok z okna tego bloku wybrała jedna z jego mieszkanek. Teraz wszyscy mówią, że gdyby ostatni desperat spadł trochę dalej, ofiar mogłoby być więcej. Zmarły dziś rozpocząłby nowy rok szkolny w stalowowolskim Centrum Edukacji Zawodowej.

- „Kebab” był dobrym kumplem – wspominają koledzy. – Podobno zrobił to przez dziewczynę, która odeszła, ale trudno w to uwierzyć, bo oni już kilka razy rozchodzili się i po jakimś czasie schodzili. Był mocny, bo życia nie miał łatwego. Przynajmniej tak to wynikało z rozmów z nim.

Obejrzeliśmy stronę Ernesta na Facebooku. Nie znaleźliśmy na niej nic niepokojącego, ale podobno dorosłym trudno jest zrozumieć dramaty nastolatków. Psycholog Ewa Kosak wyklucza, by samobójstwa młodych stalowowolan miały wspólne podłoże. Każdy z przypadków był inny, młodzi desperaci decydowali się na ostateczny krok pod wpływem jakiegoś chwilowego impulsu. Dużo wskazuje na to, że tak było i tym razem.

Nie radzą sobie z życiem
Równolatek Ernesta skończył z życiem skacząc jesienią ub. roku z dachu identycznego bloku przy ul. Wojska Powlskiego. Serię samobójczych skoków z wysokości rozpoczął w tym roku 23-letni młodzieniec, wybierając wieżowiec przy Al. Jana Pawła II. Pod koniec kwietnia śmiertelny przechył z okna bloku przy ul. Okulickiego wykonał 37-letni mężczyzna. Tydzień temu na śmierć na własne życzenie wybrała 54-letnia kobieta, zabijając się u wejścia do klatki bloku, w którym mieszkała. W międzyczasie z mostu w nurt Sanu skoczyła kobieta w wieku 69 lat. Policjanci ujawniają, że w tym roku miały miejsce 32 próby samobójcze (te znane policji), a czego większość skutecznych. W całym ub. roku było 25 takich prób.

Jerzy Mielniczuk

do “Skok Ernesta do wieczności”

  1. DYZMA

    ROMAN – DOBRZE NAPISANE , TYLKO ZAPOMNIALES DODAC LITERKE ” N” W WIADOMYM MIEJSCU!

  2. dominican

    pracy nie ma,rodzice nie mają pieniędzy BIEDA BIEDA A TO WSZYSTKO ZADZWDZIĘCZAMY TUSKOWI WREDNEMU….FUUUJ

  3. ROMAN

    taki dobrobyt/ takie perspektywa/ tak dobrze i pięknie – ale w wirtualu- na jawie jest jednak całkiem inaczej niż czytamy- widzimy i słyszymy w TV- niektórym puszczają nerwy – tragedia .

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.