Skończyło się na strachu

Krzysztof Ignaczak będzie jednym z głównych filarów polskiej reprezentacji na PŚ.

Krzysztof Ignaczak w dwumeczu z Czechami rozegrał tylko dwa sety. W piątek po II partii z grymasem bólu na twarzy zmuszony był opuścić boisko. Na szczęście uraz nie okazał się na tyle groźny, żeby wykluczyć libero Asseco Resovii z wyjazdu na Puchar Świata do Japonii.

- Zakuło mnie w mięśniu dwugłowym podczas obrony w ostatniej akcji II seta – mówi KRZYSZTOF IGNACZAK. – Trener zdecydował, że będzie lepiej jak nie dokończę tego meczu, żeby nie ryzykować pogłębienie jakiejś kontuzji. Gdy ostygły mięśnie i mój organizm wróci na swoje tory okazało się, że wszystko jest okej. Badania niczego nie wykazały, a w drugim meczu mogłem odpocząć. Było trochę niepokoju, ale mam nadzieję, że z moim zdrowiem będzie już ok.

- Z jakimi oczekiwaniami wybieracie się do Japonii?
- Jedziemy, żeby uzyskać awans na igrzyska olimpijskie i taki przyświeca nam cel, aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, jak ciężkie jest to wyzwanie. Czujemy respekt przed rywalami. Spotka się tam wiele bardzo dobrych drużyn ze ścisłej czołówki rankingu FIVB. Czeka nas bardzo długi i morderczy turniej. Jedenaście meczów rozegranych w ciągu 14 dni, to na pewno “końska” dawka. Każdy z nas mam nadzieję, że znajdzie swoje 5 minut w tym turnieju, żeby pomóc drużynie w uzyskaniu celu, który sobie postawiliśmy.

- Czy Puchar Świata jest najtrudniejszą imprezą, w której weźmiesz udział?
- Można powiedzieć, że tak, bo jest to turniej, w którym jest krótki okres czasu rozgrywania spotkań, a rywale są niemal sami z najwyższej światowej półki.

- Jak sobie radzić ze zmęczeniem fizycznym i psychicznym, które na pewno będzie narastać z każdym dniem?
- Mam nadzieję, że atmosfera, która panuje w naszym zespole przełoży się na to, że ten turniej przejdziemy bez większych konfliktów. Wiadomo, że w grupie jest czternastu facetów i dojdzie do jakichś zgrzytów, ale mam nadzieję, że przez to, że poza boiskiem stanowimy monolit, to te drobne nieporozumienia między nami będą przechodzić bokiem.

- Nowy kapitan, Marcin Możdżonek, będzie je łagodził?
- No tak, mamy największego (211 cm wzrostu – przyp. red) z możliwych kapitanów. Na pewno da sobie radę. Zresztą my też wiemy, jak sobie radzić w takich sytuacjach.

- Na PŚ będzie ok. 8 drużyn, które będą walczyć o olimpijski awans. Na którym miejscu widzisz w tym gronie polski zespół?
- Nas nie wymieniają w gronie głównych faworytów i może to dobrze, bo my jesteśmy świadomi własnych umiejętności i własnej siły jako drużyny. Po powrocie Pawła Zagumnego i Michała Winiarskiego ten zespół nabrał jeszcze pewności siebie i będziemy ją spróbowali przenieść na spotkania w PŚ.

- Jak bardzo zmieni się gra reprezentacji po powrocie Pawła Zagumnego?
- Paweł jest klasą samą w sobie, ale tak jak już powiedziałem, czternastu ludzi będzie grało. Łukasz Żygadło też będzie miał swoją szansę na pokazanie swoich umiejętności. Z Łukaszem zdobyliśmy dwa brązowe medale w tym sezonie i cieszymy się, że mamy w drużynie dwóch rozgrywających, którzy mogą nas poprowadzić do zwycięstwa.

- Ostatnie wyniki reprezentacji nastawiają i nakręcają was chyba pozytywnie?
- Atmosfera jest świetna zarówno do pracy, jak i poza treningami. Grupa dogaduje się świetnie. Mamy jeden wytyczony cel i tego będziemy się trzymać. Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego.

- W tym roku na twojej szyi zawisły już trzy medale brązowe w PlusLidze, ME i LŚ. Czy kolejne trzecie miejsce też byś wziął w ciemno?
- Od razu się pod tym podpisuję. Jeżeli mielibyśmy przywieźć kwalifikacje olimpijską, to biorę ją w ciemno i bardzo mnie taki medal zadowoli.

Rozmawiał w Legionowie RAFAŁ MYŚLIWIEC

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.