SLD jako głowa rodziny

Jako że dowcip Jerzego Wenderlicha stał się już potwornie nudny, ostatnio na pierwszy odcinek walki propagandowej przed zbliżającymi się wyborami wysuwany jest poseł SLD, Marek Wikiński. Jego dowcip lśni świeżością. – Polacy zobaczyli, że SLD może być alternatywą dla rządów PO. Wyniki Sojuszu i samego Grzegorza Napieralskiego, są dla nas wyzwaniem na przyszłość – twierdzi poseł Wikiński i dodaje z patosem – Jesteśmy poważnym partnerem, który jest przygotowany do tego, by być głową rodziny, której na imię Polska.

SLD rzeczywiście może załapać się na koalicjanta PO, ale zakładam, że także na koalicjanta PiS. Postczerwoni zarzekają się wprawdzie, że koalicja z – jak mówi Lech Wałęsa – „Kaczyńskiem” jest absolutnie niemożliwa, ale obserwując ciąg na władzę Napieralskiego, wykluczyć takiego mariażu nie można. Napieralski już bowiem wykazuje objawy popadania w samozachwyt i zapewne jest na takim etapie rozwoju samoświadomości, iż fakt bycia premierem uważa za absolutnie odpowiadający jego kompetencjom. Innego zdania jest inny szczecinianin, Sławomir Nitras z PO. W jednym z wywiadów wyraził opinię, która powtarzana, może rzucić Napieralskiego, niezwykle czułego na punkcie swego ego, w ramiona Kaczyńskiego: – Napieralski merytorycznie i intelektualnie nie jest zdolny do sprawowania funkcji ministra, a co dopiero wicepremiera, czy premiera. Poziom elementarnej wiedzy w zakresie formalnego wykształcenia pana Napieralskiego jest delikatnie mówiąc ubogi. Koalicja PO z SLD byłaby nieszczęściem. Sam Napieralski intelektualnie nie nadaje się na odpowiedzialne funkcje w państwie.

Takie słowa, to zapewne miód na serce prezesa PiS, bo gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. PiS ma elektorat, który każde słowo prezesa traktuje jako niepodważalną prawdę i nic tego zmieni. Natomiast kampania prezydencka pokazała, że elektoratem niezdecydowanym bardzo łatwo manipulować. Prezes z rozrabiaki przeistoczył się na kilka tygodni w potulnego baranka i znalazło się mnóstwo naiwnych, którzy w to uwierzyli. Potem prezes z nich zakpił, twierdząc, że podczas kampanii był na „proszkach” i dał się zwieść na złą drogę doradcom. Ci, którzy poparli wtedy prezesa, powinni więc zacząć bacznie obserwować, czy prezes przypadkiem znów nie jest na „proszkach”. Objawem będzie łagodność jego retoryki i traktowania konkurencji. Jeśli znów uwierzymy prezesowi, a także damy się skusić na rozdawnictwo jabłek z budżetowych pieniędzy przez przewodniczącego Napieralskiego (wszak fundusz partyjny i apanaże poselskie finansowane są z budżetu, a więc z naszych podatków), możemy mieć przez najbliższe lata takie „jaja”, jakich kraj do tej pory nie widział.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.