Ślepa furia zabiła Dominikę

Przed tym starym Fot. domem doszło do tragedii. Ślady krwi były widoczne jeszcze kilka dni po noworocznej bijatyce. Jerzy Mielniczuk

Przestraszona dziewczyna wybiegła z domu. Pewnie nawet nie widziała noża w ręce jednego z imprezowiczów. Ten dźgnął ją dokładnie w serce…

To miał być jej pierwszy „dorosły” Sylwester. Później przyszedłby wymarzony egzamin na kelnerkę, matura i może jakaś własna kafejka na początek. Kelnerką chciała być od dawna. To dlatego wybrała technikum w niedalekiej Stalowej Woli. Lepiej dłużej w szkole średniej pobyć i zdobyć dobry zawód, niż z gołą maturą pchać się w dojrzałe życie. A na przyszłe życie miała nie tylko plany, ale przede wszystkim wielką chęć.

- Zawsze taka wesoła, uczynna. Wszędzie było jej pełno, czy to wokół domu, czy w szkole, z której przywoziła dobre wyniki i pochwały – jednym tchem o córce mówi matka Dominiki.

Spokój na długo zburzony
Stany to stara królewska wieś w gminie Bojanów. Kościół, sklepy i domy wybudowane głównie w ostatnich latach przez tych, którzy jeszcze załapali się na dobre lata Huty Stalowa Wola. Ciążenie w kierunku Stalowej Woli jest widoczne i naturalne. W Stanach się śpi i spokojnie żyje po powrocie z pracy do domu. Sielski spokój został zburzony w sylwestrową noc i długo już do parafialnej wsi nie zawita. Jak we wszystkim, tak i wydarzeniach, które pchnęły Stany na czołówki agencyjnych doniesień, duży wkład miał zwykły przypadek, ale tym razem kilka osób przypadkowi pomogło…

Młodzi mieszkańcy Stanów skrzyknęli się przed Nowym Rokiem i zorganizowali sylwestrową prywatkę. Na salę konsumpcyjno-balową przysposobili izbę w drewnianym domu. Od lat pod jego dachem nikt już nie mieszka. Nikomu więc impreza by nie przeszkadzała, nawet gdyby się zanadto rozkręciła,. Przyszło ok. 30. osób. Każdy przyniósł co mógł, była muzyka, tańce i ogólna wesołość. Do czasu.

- Jak byli w środku, to nawet nikt by się z zewnątrz nie domyślił, że tam jakaś zabawa jest – w Nowy Rok relacjonowała jedna z sąsiadek. – Dopiero jak wyszli na podwórko, słychać było chyba w całej wsi jakieś krzyki i piski. Wielu wybiegło wtedy z domów. A potem już tylko syreny…

Wprosił się na prywatkę
Impreza rozwijała się jak każda inna. Z wypitym alkoholem rozwijały się rozmowy, które na jakiś czas przerwało przybycie nieznajomego. Przynajmniej dla większości towarzystwa. Andrzej ma 21 lat i mieszka w blokowisku na stalowowolskim Młodyniu. Nowy Rok witał z kumplami w rodzinnym mieście. Przy składaniu życzeń noworocznych, przypomniał sobie o koledze, który bawił się na prywatce w niedalekich Stanach. Wystarczył jeden telefon i Andrzej jechał na imprezę do Stanów. Zabrał tam ze sobą jeszcze dwóch kolegów.
Uczestnicy wiejskiej prywatki jakoś oschle przyjęli spóźnionych gości. Od samego początku, a było już sporo po północy, między młodymi ludźmi dochodziło najpierw do słownych utarczek, a w końcu do poszturchiwań. Wszyscy, albo prawie wszyscy byli pijani, a w takich sytuacjach nerwy biorą górę nad rozumem.

- Czepiał się każdego wkoło, coś bredził pod nosem i co jakiś czas przysypiał, a gdy się budził to miał pretensje do pierwszego lepszego z boku – mówił o Andrzeju U. jeden z uczestników sylwestrowej zabawy. – To najgorszy typ gościa, który na imprezę przychodzi z urojonymi uprzedzeniami do świata i rozwala nawet najlepszą zabawę.

O wpół do trzeciej w nocy w ruch poszły pięści. W izbie doszło do gwałtownej bijatyki, w której orężem były butelki, krzesła, ławki. Najbardziej krewcy goście zostali wypchnięci na zewnątrz. O ile w środku jakaś żarówka rozjaśniała mrok sylwestrowej nocy, to na podwórzu było całkiem ciemno. Andrzej wyciągnął nóż. Stwierdzi później, że gdy przysypiał na stole, ktoś uderzył go ręką w głowę i to go tak rozjuszyło. Wymachiwał nożem na oślep. Jeden z policjantów tę scenę porównał do fragmentu „Ślepej furii”, w którym Rutger Hauer wymachuje samurajskim mieczem broniąc się przed gangsterami. Diabli wiedzą, co pijana wyobraźnia podpowiadała Andrzejowi, przed czym się bronił, czy co atakował, ale ciął nożem nader skutecznie. Niestety, już po pierwszym pchnięciu stał się zabójcą.

Dominika w trakcie szamotaniny wybiegła z domu. Raczej dlatego, że się przestraszyła, niż by rozdzielać bijących się. Pewnie nawet nie widziała, kto się bije, ani noża w ręce jednego z imprezowiczów. Ten dźgnął ją dokładnie w serce. Chyba nawet nie usłyszał jej krzyku, bo po chwili trafił w płuco starszą Sylwię. Nim reszta towarzystwa zorientowała się, że śmierć wdarła się na podwórze, nożownik zdążył jeszcze ranić trzech chłopaków w wieku 21 – 23 lata. Jeden z nich miał rozpłatany mięsień ramienia i nadciętą kość. Do Stanów musiało przyjechać kilka karetek. Tylko temu, że nie było innych wezwań tej nocy, życie zawdzięcza 22-letnia Sylwia K. Z przebitym płucem, szybko trafiła na stół operacyjny i lekarzom udało się zahamować krwotok. Niestety, dla przebitego serca Dominiki nie było już ratunku.

Zabójstwa się nie wypiera
Gdy karetki i radiowozy jechały w stronę Stanów, Andrzej szedł w stronę przeciwną. Nawet nikt go nie gonił, bo uczestnicy imprezy albo byli poranieni, albo pomagali rannym. Zabójca Dominiki wyrzucił nóż, który policjanci potem szukali trzy dni i na przystanku autobusowym czekał na rozwój wypadków. Policjanci szybko zainteresowali się samotnym wędrowcem. Zdołał odejść ok. 2 km od miejsca tragedii. W chwili zatrzymania miał ponad 1,7 promila alkoholu w organizmie. Do policyjnego aresztu trafiło jeszcze trzech uczestników prywatki w Stanach. Ci zostali zwolnieni po wytrzeźwieniu i przesłuchaniu i  w sprawie występują jako świadkowie, ale w zależności od zebranych przez policję dowodów, ich status może się zmienić.
Andrzej U. przyznał się do zadania ciosu nożem Dominice. Broni się jednak, że nie zrobił tego celowo. Podobnie nie chciał też zabić Sylwii, a innych poranionych tylko postraszyć. – Ja się broniłem, to oni mnie atakowali, a było ich ze dwudziestu – próbował przekonać prokuratora. Nie przekonał. Usłyszał prokuratorski zarzut zabójstwa 18-letniej Dominiki R. i usiłowania zabójstwa o cztery lata starszej Sylwii K. Osoby przewiezione do szpitala wkrótce go opuszczą. Wszyscy zostali już przesłuchani. Prawie wszyscy wskazują na Andrzeja, jako prowodyra rozróby. Miał zaczepiać dziewczyny bawiące się na prywatce, co było początkiem bijatyki. Mimo swego przekonania o niewinności, trudno młodemu stalowolaninowi będzie znaleźć choćby jeden argument, który sąd mógłby potraktować jako okoliczność łagodzącą. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące, co jest najsurowszym środkiem zapobiegawczym. Po skończonym śledztwie będzie odpowiadał z  paragrafu, z którego grozi mu dożywocie.

Za kilka dni Dominika miałaby ferie
- Dopóki nie zobaczyłam zdjęcia, nie mogłam uwierzyć, że to Andrzej – mówi jego koleżanka z osiedla. – Normalny chłopaczyna. Czasami wypuścił się na dyskotekę, ostatnio pracował w którejś odlewni aluminium. Co mu odbiło? I jeszcze ten nóż.
Gdyby 21-letni mieszkaniec Stalowej Woli nie wybrał się do Stanów z nożem, Dominika dziś by żyła. Za kilka dni cieszyłaby się feriami w szkole. Została pochowana w środę na cmentarzu w rodzinnych Stanach.

Jerzy Mielniczuk

do “Ślepa furia zabiła Dominikę”

  1. monika

    powinno sie takim ch**i odcinac rece jaja itp

  2. Kazek

    Zły to zwyczaj nosić przy sobie noże.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.