Śmierć w więzieniu w majestacie prawa

Pani Dorota Mrugała zmarła w więzieniu po kilku miesiącach pobytu w areszcie tymczasowym. Z zabójstwem jej byłego męża nie miała nic wspólnego. Fot. Wit Hadło

W 2004 roku mieszkanka Buska-Zdrój została niesłusznie oskarżona o zabójstwo męża, a następnie wtrącona na długie miesiące do aresztu tymczasowego. Tam zmarła. Winnych wciąż nie ma…

Jesienią 2004 roku w Busku-Zdroju (woj. świętokrzyskie) został pobity, a następnie zastrzelony właściciel kantoru – ojciec dwóch córek: Anety i Bożeny. O zaplanowanie tego brutalnego morderstwa zostaje oskarżona jego była żona – Dorota Mrugała, która także prowadziła kantor. Chora na nerki trafiła do aresztu, gdzie po kilku miesiącach zasłabła. Pękło jej serce, a później dostała wylewu. Sąd ostatecznie uniewinnił pośmiertnie Panią Dorotę, a jej córki walczą dziś nie tylko dobre imię mamy, ale zapowiadają także walkę z prokuraturą.

Zwłoki Krzysztofa Mrugały znaleziono przed jego domem. – Ja byłem bardzo zaskoczony po telefonie Doroty, kiedy dowiedziałem się, że jej były mąż został zamordowany. Była bardzo roztrzęsiona. Akurat odebrałem telefon jako pierwszy  – mówi Janusz Gąsiorek, wujek Anety i Bożeny, były policjant. Do córek zadzwonił policjant z Kielc z informacją, że mama została zatrzymana na 48 godzin. – Dla mnie to był szok. Zostałam sama, bo moja siostra była za granicą – wspomina Bożena Mrugała, córka zamordowanego. – Nie wierzyłam w ogóle, że moja mama mogła coś takiego popełnić, że mogła podżegać do śmierci taty. Wierzyłam w to, że mama zostanie jak najszybciej wypuszczona z aresztu. Na początku to miało być pierwsze dwie doby, później dwa miesiące – mówi Aneta, druga córka.

Prokurator uwierzył mordercy
Warto również zwrócić uwagę na powody aresztowania. – Została pozbawiona od razu na starcie wszystkiego, bo jakiś gangster, który dokonał 19 morderstw, powiedział, że prawdopodobnie słyszał, jak ktoś opowiadał że to była ona. W jakim ja żyję kraju skoro największą wiarę daje się kryminaliście i to dał ją prokurator! On uznał jego słowa za wiarygodne. Na tyle wiarygodne, żeby przez 9 miesięcy trzymać tę kobietę w areszcie i jej nie wypuszczać – mówi oburzona Pani Aneta.

Ostatnie spotkanie z mamą
Po 9 miesiącach pobytu w areszcie mama Anety i Bożeny straciła przytomność i trafiła do szpitala. Spotkania w szpitalu były dla córek jednym z najgorszych momentów w ich życiu. – Jak sobie człowiek przypomni osobę, która leży już nieprzytomna, a nad nią stoi chyba 2 policjantów z karabinami i nikt nie może do niej dojść, porozmawiać, pożegnać się, to było naprawdę coś strasznego – mówi Pani Bożena. – Ostatni raz żywą mamę widziałam w szpitalu, kiedy nie mogła już nic powiedzieć, nie mogła ruszyć ręką, nie wiem czy nas tak naprawdę słyszała. Mówiłam, że bardzo ją kocham i że chciałabym żeby do nas wróciła, żeby była cały czas z nami. Wtedy odwróciła raz głowę tak jakby w moją stronę i widziałam, że poleciała jej jedna łza. I pomyślałam, że to jest taka łza z bezsilności, z tego, że ona by chyba tak chciała coś zrobić dla nas, powstać, zadziałać, ale już nie mogła  – wspomina córka.

Medialna nagonka
Kiedy Pani Dorota została oskarżona, a potem aresztowana, w mediach pojawiły się informacje, że jest morderczynią (m.in. tytuł „By zdobyć dom, kazała zamordować swojego męża”). Całe Busko-Zdrój uznało ją za winną. – Ludzie wytykali nas palcami. Czułyśmy jak szłyśmy do sklepu, że obgadują nas, że to są te córki tej morderczyni. To było naprawdę straszne przeżycie – wspomina Pani Aneta. – Łzy zalewają mi gardło, wypływają skąd się da. Moja dusza się rozrywa, serca pęka z bólu. Pytam dlaczego i kiedy będzie koniec? – pisała z aresztu w liście do przyjaciółki Pani Dorota.

Prokuratorskie „nie”
Prokurator okręgowy z Kielc, który prowadził to śledztwo – Dariusz Dryjas -, pozwolił córkom zobaczyć się z mamą po raz pierwszy dopiero po upływie półtora miesiąca od momentu aresztowania. – Mama była za pleksą i tylko w ten sposób mogłyśmy się z nią porozumiewać – wspomina Pani Bożena. Była wtedy zima, a kobieta została aresztowana w cienkiej bluzce. Córki chciały przekazać jej chociaż jeden ciepły sweter, ale przez półtora miesiąca nie była na to zgody prokuratora. – Próbowałyśmy wszystkiego co dało się zrobić: Jackowskiego, Rutkowskiego, cokolwiek, żeby ktoś próbował nas wysłuchać. Prokurator odpowiadał nam śmiechem, żebyśmy więcej nie przychodziły, że nam komputer zabierze jak napiszemy jeszcze jakieś listy do niego – mówi Pani Aneta. – Mam żal, że mama nie wyszła choćby za kaucją, bo była sytuacja, w której adwokat był umówiony z prokuratorem. Mieliśmy pożyczyć pieniądze. I na godzinę przed wyjazdem z Buska dzwonił nasz adwokat, że prokurator się rozmyślił – wspomina Pani Aneta.

Ubolewania prokuratury
- Prokurator podtrzymywał swoje tezy co do całości aktu oskarżenia. Oczywiście nie mógł tego podnosić w odniesieniu do osoby Pani Doroty, albowiem z przykrością należy stwierdzić, że niestety nie dożyła końca procesu. Zresztą to jest sprawa, która nie zdarza się często i była sporym problemem zarówno dla prokuratora prowadzącego jak i przypuszczam dla każdego z nas, kto z taką sytuacją by się spotkał – mówi, jąkając się przy tym strasznie, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach Sławomir Mielniczuk. – Ta rodzina została strasznie poszkodowana. Prokuratura i policja powinna się przyznać do błędów, a do tej pory unikają jak może, jak ognia, tej sprawy, zamiast uczciwie powiedzieć „popełniliśmy błędy, przepraszamy”  – mówi Janusz Gąsiorek, wujek  Anety i Bożeny.

Przyczyny śmierci
Oficjalne powody śmierci Pani Doroty Mrugały to według prokuratury doznanie zawału i potem wylewu, bez odzyskania przytomności. Wujek jej córek twierdzi natomiast, że na pewno ktoś jej „pomógł”, że była po prostu „niepotrzebnym balastem w tej sprawie”. Rzecznik twierdzi, że od nikogo, ani ze strony samej osadzonej, ani jej obrońców, ani nikogo z członków rodziny, nie padła nigdy żadna informacja na temat tego, jako by ona kiedykolwiek leczyła się na jakieś schorzenia. – Nigdy nie uskarżała się na to, że już w trakcie pobytu doszło do jakichś niepokojących zdarzeń związanych z jej stanem zdrowia – mówi rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach. – Dorota zmarła w areszcie śledczym, młoda zdrowa kobieta. To jest morderstwo w majestacie prawa – ocenia wujek Anety i Bożeny, były policjant.

Kto jest winny?
Córki obwiniają za śmierć mamy prokuratora Dariusza Dryjasa z Prokuratury Okręgowej w Kielcach. – To on podjął taką a nie inną decyzję o zaaresztowaniu  mamy, on miał dostęp do wszelkich zgromadzanych materiałów na ten temat. Wiedział co ma w garści i cały czas obstawiał, że nie chce wypuścić mamy z aresztu. To on ją doprowadził do takiego stanu. Nie słuchał naszych próśb. Ja wielokrotnie byłam u niego, by móc podać mamie ciepłe rzeczy i leki. Mówiłam, że mama miała operację na nerki. Nie zrobił nic. Powiedział, że mamie absolutnie nic nie jest potrzebne, że w areszcie ma zagwarantowane wszystko co człowiekowi jest niezbędne do funkcjonowania. Grał cały czas na naszych uczuciach. Początkowo chciał wypuścić mamę za kaucją, potem się rozmyślił – mówi łamiącym się głosem Pani Bożena.

Prokurator może wszystko?
Czy prokurator złamał w tej sprawie prawo czy tylko zasady moralne? – Sytuacja, kiedy stosowane jest tymczasowe aresztowanie wymaga pewnych rygorów, ale powinny być one limitowane tylko i wyłącznie tym, co jest potrzebne dla toku sprawy. Oczywiście kwestie środków higienicznych czy to, co jest niezbędne do funkcjonowania, w tym prywatna odzież stosowna do pory roku, nie powinny być tutaj utrudniane – mówi Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. Zwraca też uwagę na to, że przedstawiciel prokuratury nie wskazuje tak naprawdę dlaczego w tym konkretnym przypadku przez szereg miesięcy areszt tymczasowy był jedynym środkiem, który miałby zapewniać prawidłowy tok postępowania w sprawie. – To nie ma być namiastka kary, lecz ma to czemuś służyć – twierdzi Barbara Piwnik.

Nadużycie prawa
Zdecydowanie krytyczniej ocenia postępowanie prokuratury mecenas Paweł Kuglarz. -Ja uważam, że doszło nie tylko do złamania norm etycznych, ale także do nadużycia prawa. Jedynie zagrożenie da śledztwa mogłoby skłonić go pewnej decyzji. Czy zagrożeniem dla śledztwa byłoby spotkanie z córkami w obecności funkcjonariusza? Nie byłoby takiego zagrożenia! Dlatego to należy traktować jako próba albo wymuszenia czegoś na rodzinie, albo na osobie podejrzanej. Tego typu zachowania to jest karygodna sprawa. To jest tak naprawdę pewien rodzaj szykany. Druga kwestia jest taka – dlaczego prokurator oparł się na zeznaniach wielokrotnego przestępcy, którego przecież zapewne motywem działania nie było dobro wymiaru sprawiedliwości, lecz chęć poprawienia własnej sytuacji procesowej, być może nadzieja na to, że uzyska przedterminowe zwolnienie. I to jest kwestia, która wymaga fundamentalnej analizy, czy nie jest to instytucja nadużywana, bo tak naprawdę jest to pewien rodzaj układu, na który idzie wymiar sprawiedliwości z przestępcą. Ale tak naprawdę jest to na granicy prawa – mówi Kuglarz.

Moralne zwycięstwo
Sąd ostatecznie stwierdził w uzasadnieniu do wyroku, że mama Pani Anety i Bożeny, nie mogła brać udziału i zaplanować morderstwa swojego męża. Szkoda, że stało się to dopiero po jej śmierci. – Żałuję, że nie dożyła chwili oczyszczenia swojego imienia – powiedział sędzia. – Zabił ją sąd, zabiło ją więzienie, zabił ją stres, troska o dzieci, bo ona zawsze była dla siebie najmniej ważna – mówi Maryla Misiakiewicz przyjaciółka Doroty Mrugały. – Jej miłości nigdy nikt córkom nie zwróci, ale państwo powinno się nimi zaopiekować, powinno im zrekompensować finansowo, żeby miały na szkołę i godne życie, bo to jest im winne – mówi inna przyjaciółka zmarłej.

Czy winni zostaną ukarani?
Córki Aneta i Bożena walczą dziś nie tylko dobre imię mamy, ale zapowiadają również walkę z prokuraturą – złożą pozew za jej cierpienia i śmierć. Dołączyły tym samym do grona „Niepokonanych” – ludzi wprawdzie pokrzywdzonych przez złe prawo, błędy urzędników czy wymiar sprawiedliwości, ale ciągle niepokonanych.

Opr. ar

do “Śmierć w więzieniu w majestacie prawa”

  1. Sebastian Wach

    Prokurator Darjusz Dryjas postąpił nieetycznie i naduzył prawa ,zamiast go przestrzegając. Szczerze wierze, że doścignie go sprawidliwość i zapłaci za to co zrobił. To nie prokurator to pseudo prokurator , Bo że uchowaj Nas od takich ludzi… Uwierzył zwykłemu przestepcy ..

  2. carmen

    Prokuratorowi Sławomirowi Mileńczukowi powinno się zakazać wykonywania zawodu ,ponieważ obywatele są w niebezpieczeństwie .Widać ,że to gnida bez skrupułów. Dla niego najważniejsze jest
    skazać ,ale czy sprawiedliwie ? nie ważne byleby spadła głowa ,czy ta co powinna………….. ,nieważne
    .Najlepiej złapać i przyprowadzić przestępce , bo sami nie potrafią jak widać złapać tego co powinni.Córkom tej zmarłej pani bardzo ,ale to bardzo mocno współczuję.Nie jest to wielka pociecha ,ale życzę paniom ,aby sprawiedliwość zatriumfowała ,żeby prokurator SŁAWOMIR MILEŃCZUK został za tak niewybaczalny błąd ukarany.
    Zasługuje na karę i żeby to była przestroga dla innych ,żeby się przykładali prokuratorzy bo tu chodzi o ludzkie życie ,.A paniom życzę wytrwałości . pozdrawiam

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.