Śmiertelny wybuch odebrał mu życie

Fot. Archiwum

Miał wspaniałą rodzinę, setki znajomych, wielu przyjaciół i całe życie przed sobą. Niestety, w miniony piątek 14-letni Bartek zginął od eksplodującego koła, które pompował kompresorem.

Nie ma większej tragedii niż stracić ukochane dziecko. Ciężko jest się także pogodzić ze śmiercią przyjaciela, z którym dopiero poznawało się świat, realizowało mnóstwo wariackich pomysłów i po prostu dogadywało  bez słów.

Rozpacz, ból, żar i niezrozumienie, dlaczego musiało dojść do tak nieszczęśliwego wypadku przeżywają od kilku dni wszyscy, którzy znali 14-letniego Bartka spod Sandomierza. Chłopiec miał przecież za kilkanaście dni wrócić do szkoły… Miał spotkać się z przyjaciółmi… Miał żyć.

Miał tylko napompować koło
Do tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami Gorzyczan, niewielkiej miejscowości pod Sandomierzem doszło 17 sierpnia. Dziś, wiedząc o tym co się stało, wydaje się, że można było uniknąć nieszczęścia, ale ta wiedza nie przywróci życia 14-latkowi…

Do dramatu doszło po godz. 9, kiedy chłopiec w obecności dziadka pompował koło dwukołowego wózka kompresorem. Z przebiegu zdarzeń ustalonych przez policję wynika, że ciśnienie w kole tak wzrosło, że w pewnym momencie opona po prostu eksplodowała, a z koła wyskoczył metalowy element, który uderzył 14-latka prosto w głowę. Siła tego uderzenia była bardzo duża – obrażenia, jakich doznał chłopiec były bardzo rozległe. Rodzina chłopca natychmiast wezwała na miejsce zdarzenia służby ratunkowe. Przybyły na miejsce zespół medyczny zdecydował o natychmiastowym przetransportowaniu dziecka śmigłowcem do szpitala. W akcję włączyli się wówczas także policjanci, którzy zabezpieczyli miejsce do lądowania helikoptera na stadionie w pobliskim Samborcu.

Nie było ratunku
Akcja ratunkowa w Gorzyczanach trwała bardzo sprawnie. Mieszkańcy okolicznych domów widzieli już lecący śmigłowiec i ci, do których dotarła wiadomość o nieszczęściu mieli nadzieję, że uda się pomóc chłopcu.

- Widziałam śmigłowiec i myślałam, że skoro pomoc przybywa tak szybko, to chłopiec szybko trafi także do specjalistów, którzy się nim zajmą – relacjonuje wydarzenia jedna z mieszkanek Gorzyczan.

Akcja ratunkowa prowadzona była od chwili, gdy na miejsce dotarła karetka, a następnie w drodze do lądowiska. Niestety, chłopiec zmarł, zanim zdołano go przenieść do śmigłowca.

Szok i niedowierzanie
Dramat rozegrał się w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut. Szok i niedowierzanie zamieniły się w ból i rozpacz. Za dwa tygodnie Bartek miał znów pójść do szkoły, spotkać przyjaciół, którzy zaledwie w listopadzie ubiegłego roku, gdy kończył 14 lat życzyli mu co najmniej 100 lat życia. Wiadomość o śmierci nastolatka natychmiast obiegła całą wieś i okoliczne miejscowości. Na jednym z portali społecznościowych Bartek miał ponad 400 znajomych. Był ulubieńcem koleżanek, które kochały go za poczucie humoru i nieodłączny uśmiech. Wielu natychmiast zapaliło mu wirtualne świeczki, a trzy dni później stawiło się na pogrzebie chłopca, który odbył się w pobliskich Chobrzanach. Uroczystość zgromadziła setki osób. Taka przedwczesna śmierć poruszyła bowiem nawet tych, którzy osobiście chłopca nie znali.

Dlaczego doszło do tragedii?
Śmierć Bartka nastąpiła w wyniku wybuchu pompowanego kompresorem koła. Takie nieszczęścia nie zdarzają się zbyt często, ale niestety nie był to zupełnie odosobniony przypadek. Zaledwie kilka miesięcy temu, 16 kwietnia, w Orchówku koło Chełma, w podobnych okolicznościach zginął 25-letni mężczyzna, który chciał pomóc ojcu znajomego w pompowaniu koła od samochodu ciężarowego. Do tragedii doszło na terenie jednej z baz transportowych. Młody mężczyzna zaproponował, że napompuje koło, a zaledwie kilka minut później szef bazy znalazł go nieprzytomnego leżącego przy samochodzie. Półtora metra dalej leżało rozerwane koło od ciężarówki. Na miejsce zdarzenia natychmiast przybyła karetka pogotowia, pomocy próbował mężczyźnie udzielać także właściciel bazy i mieszkaniec sąsiedniego domu, ale życia 25-latka nie udało się uratować.

Kierowcy, którzy wielokrotnie stają przed koniecznością napompowania kół samochodów ciężarowych, ale o mniejszym rozmiarze, nie kryją, że trzeba przy tej czynności zachować szczególną ostrożność. Koła pompowane bez odpowiednich zabezpieczeń nie tylko się rozrywają, często z ogromną siłą wystrzeliwuje z niej metalowa obręcz oraz śruby.

Ofiary pomocy w gospodarstwach
Przypadek Bartka z Gorzyczan to kolejny dramat rodziny, w której ginie dziecko chcące pomóc rodzicom lub dziadkom w gospodarstwie. Takich tragedii, co roku w całym kraju bywa od kilkunastu do kilkudziesięciu, bo niestety dorośli, którzy w pierwszej kolejności są odpowiedzialni za wykonywanie takich prac, dopuszczają dzieci do czynności, którym powinny się one co najwyżej przyglądać.

Na zawsze w pamięci
Jedna z koleżanek świętej pamięci Bartka z Gorzyczan pozostawiła jemu i jego rodzinie wiersz, który nie koi co prawda bólu po stracie 14-latka, ale daje nadzieję, że jego dotychczasowe życie i on sam na zawsze pozostanie w pamięci tych, którzy mieli przyjemność go znać. A oto jego treść:
- Nie stój nad mym grobem i nie roń łez. Nie ma mnie tam; nie zasnąłem też. Jestem tysiącem wiatrów dmących. Jestem diamentowym błyskiem na śniegu lśniącym. Jestem na skoszonym zbożu światłem promiennym. Jestem przyjemnym deszczem jesiennym. Kiedy tyś w porannej ciszy zbudzony. Jestem ruchem – szybkim, wznoszonym. Ptaków cichych w locie krążących. Jestem łagodnym gwiazd blaskiem nocnym. Nie stój nad mym grobem i nie roń łez. Nie ma mnie tam; nie zasnąłem też. Nie stój nad mym grobem i nie płacz na darmo. Nie ma mnie tam. Ja nie umarłem ….

Małgorzata Rokoszewska

do “Śmiertelny wybuch odebrał mu życie”

  1. rzeszowiak

    Wiersz mega proifesjonalny , szkoda chłopca w tak młodym wieku przypadkowo zginąć z takiej niby drobnostki to sztok.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.