Socjalistyczne walentynki?!

Jak prezydent Ferenc kocha dzieci? Tak mocno, że zachciało mu się wielkich, miejskich walentynek. Wysłał więc rozkaz do wszystkich podstawówek, by zwiozły mu pod rzeszowski ratusz jak najwięcej uczniów. W końcu nie ma to jak wyznać małym dzieciom swoje uczucie w lutym, pod gołym niebem, kiedy na dworze szaro i mroźno.

Pomysł chwycił? Musiał – rozkaz to rozkaz! Zdegustowane grono pedagogiczne, zmęczone po zajęciach w szkole, w środę późnym popołudniem zwiozło na rynek swoich podopiecznych. Co prawda zamiast 1 tysiąca dzieci udało im się zorganizować tylko połowę „małych serc”. Ale…

Prezydent stanął na scenie. Przed oczami miał falujące dziecięce morze (a może raczej jeziorko). Każda rączka machała do niego czerwonym balonikiem. Przemówił. Miało być walentynkowo, ale zrobiło się… komunistycznie.

A kiedy korowód dzieci został odprowadzony pod eskortą służb mundurowych do autokarów przed filharmonią mimowolnie znów przypłynęło skojarzenie. Też tak kiedyś wędrowałam… Też miałam rozkaz, tylko w plenerze było dużo cieplej, bo nasz przemarsz odbywał się w maju. Wtedy też wszyscy kochali dzieci, szczególnie wielcy przywódcy…

Beata Sander

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.