Spalony biznes

- W kilka chwil spłonął dorobek mojego życia - mówi Piotr Filip, właściciel rzeszowskiego zajazdu. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Nie ulega wątpliwości, że zajazd spłonął w wyniku podpalenia. Firma ubezpieczeniowa uważa to za… wandalizm, a prokuratura umarza śledztwo.

Położony na obrzeżach Rzeszowa zajazd-restauracja “Copacabana” spłonął 17 kwietnia zeszłego roku. Od tamtego czasu właściciel lokalu Piotr Filip bezskutecznie walczy o sprawiedliwość, ustalenie sprawców podpalenia i uzyskanie należnego mu odszkodowania. Czas mija, a wszyscy unikają tematu jak ognia.

To, że doszło do podpalenia nie ulega żadnej wątpliwości. Potwierdzają to ekspertyzy zarówno straży pożarnej, jak i policji. Sprawcy podpalenia do tej pory jednak nie ustalono. Właściciel lokalu, Piotr Filip twierdzi, że już od początku postępowania zaniedbano dokładne zebranie dowodów, że niezbyt szczegółowo przesłuchano świadków, co sprawiło, że nie doszło do ujęcia sprawców podpalenia.

Pod adresem właściciela “Copacabany” już wcześniej kierowane były pogróżki. Żądano od niego haraczu. Ten wątek badała policja, jednak nie udało jej się znaleźć sprawców. W marcu zeszłego roku doszło do włamania do lokalu. Sprawcy również nie znani. To już powinno organom ścigania dać do myślenia w sprawie w sprawie kwietniowego pożaru.

Pożar wybuchł nad ranem. Jego właściciel był wówczas poza nim, akurat obchodził urodziny, gdy przyjechał na miejsce zajazd stał w płomieniach. Ogień szalał na pierwszym piętrze, na parterze było ogromne zadymienie. Po ugaszeniu pożaru strażacy zauważyli rozwiniętą, częściowo nadpaloną rolkę papieru ciągnącą się od drzwi w kierunku  jednego z nadpalonych stołów. W głębi sali znaleziono bańkę z niewielką ilością substancji palnej.

- Ewidentnie ktoś włamał się do lokalu i podpalił go od wewnątrz. Niestety w materiałach prokuratury podaje się to ciągle w wątpliwość – mówi Piotr Filip. Prokuratura prowadziła postępowanie przez prawie pół roku. Końcem grudnia 2011 roku śledztwo umorzono. Dlaczego?

Według prowadzącego postępowanie prokuratora Piotra Pawlika z Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszowa nie da się ustalić w jaki sposób doszło do podpalenia. W decyzji o umorzeniu sugeruje on nawet, że podpalenia mógł dokonać nawet… sam właściciel.

- To jakiś absurd. Zainwestowałem w ten lokal oszczędności swojego życia, miałem zamówionych szereg imprez, straciłem ogromne pieniądze – mówi Piotr Filip. Tuż po pożarze szacował straty na 800 tysięcy złotych. Gdy przystąpił do sporządzania kosztorysu przy planach odbudowy lokalu okazało się, że będzie to kosztowało co najmniej 1,5 miliona złotych. Tymczasem z firmy ubezpieczeniowej otrzymał dotychczas… kilkadziesiąt tysięcy. Ewidentne podpalenie uznano bowiem za… akt wandalizmu.

Szymon Jakubowski

do “Spalony biznes”

  1. asdf

    może policja powinna badać wyłudzenie kredytu?

  2. to ja

    tak caly czas oblozenie lokalu ……………..dobre dwie imprezy w ciagu roku .oto dorobek filipa

    • LEON

      przecież ten obiekt nie funkcjonował pies z kulawą nogą tam nie zaglądał ,jaki haracz z czego ? bardziej dochodowa jest praca sprzątacza niż ten pseudo zajazd.Opinia prokuratora zasadna

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.