Spokojnie, to tylko początek

Piłkarze Resovii na razie mają powody do radości. Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Dziewięć punktów w czterech meczach – jeszcze nigdy Resovia nie weszła w sezon z takim impetem.

“Nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy” – z klasykiem nie sposób dyskutować. Warto jednak spytać, dokąd może zaprowadzić Resovię kapitalny początek sezonu.

1-0 z Garbarnią Kraków, 4-1 z Unią Tarnów, 5-0 z Radomiakiem i 0-1 ze Zniczem Pruszków – dziewięć punktów w czterech meczach, 10 goli strzelonych, zaledwie dwa stracone; drugie miejsce w tabeli. Oto dorobek “pasiaków” na starcie sezonu 2012/13. Tyleż imponujący, co niespodziewany.

Start jak marzenie
Druga liga w obecnym kształcie czyli podzielona na grupy zachodnią i wschodnią, istnieje czwarty rok. Jeszcze nigdy Resovia nie zanotowała lepszego startu i jeszcze nigdy w okresie przygotowawczym nie przeżywała takich perturbacji. Najpierw były negocjacje z trenerem Marcinem Jałochą, potem długie rozmowy z piłkarzami o nowych kontraktach. Ostatecznie drużyna, już pod wodzą Tomasza Tułacza, bardzo późno przystąpiła do zajęć. Nie udało się także wyjechać na obóz, co jeszcze niedawno w tym klubie było nie do pomyślenia. Ale co najistotniejsze – zmieniły się cele. Działacze, kibice ani dziennikarze nie żądali od Resovii samych zwycięstw i awansu na zaplecze ekstraklasy. – W tym niełatwym okresie najbardziej potrzebujemy spokoju – podkreślał w lipcu trener Tułacz i do dziś zdania nie zmienił.

Twardo po ziemi
- Nie pompujmy balonu! – apelowali po rozbiciu lidera z Radomia piłkarze, szkoleniowcy i działacze “pasiaków”. Szczęśliwi, ale też jakby lekko przerażeni tym, co się dzieje. Mało kto bowiem spodziewał się tak efektownego otwarcia sezonu.

Trener Tułacz stara się trzymać zespół pod kloszem, prosi, by twardo stąpać po ziemi. Sezon jest długi, jeszcze wiele się może wydarzyć, a młodzi zawodnicy mogą mieć problem z udźwignięciem presji. – Oczywiście chcemy punktować w każdym meczu, przeciętność nas nie zadowala. Róbmy swoje, a zimą spojrzymy w tabelę i zastanowimy się, co dalej – tłumaczy szkoleniowiec Resovii.

Już ośmiu snajperów
Wynoszenie zespołu na piedestał po zaledwie czterech meczach nie ma większego sensu. Warto jednak zauważyć, że “pasiaki” już teraz są dojrzałą, szalenie ciekawą drużyną. Dzięki dobremu przygotowaniu fizycznemu resoviacy starają się odbierać piłkę rywalowi już na jego połowie i od pierwszych minut narzucać swój styl. Druga linia z przebojowymi skrzydłowymi Michałem Ogrodnikiem i Dariuszem Brągielem oraz doświadczonymi Marcinem Juszkiewiczem, Dariuszem Frankiewiczem i niezastąpionym Andrijem Nikanowyczem to jedna z lepszych formacji w całej lidze. Nikt nie zdobył tylu goli, co resoviacy, a przecież w zespole nie ma dziś klasycznej “9”. Na listę strzelców wpisało się już ośmiu piłkarzy i to także świadczy o sile drużyny. – Ciągle muszę odpowiadać na pytania, dlaczego gramy jednym napastnikiem. Ale czy faktycznie tak jest? – uśmiecha się trener Tułacz, który preferuje dyżurne w dzisiejszym futbolu ustawienie 1-4-2-3-1.

Ostrożne podejście do tematu ma swoje uzasadnienie. Dwa lata temu “pasiaki” po czterech kolejkach miały 8 punktów, trzy lata temu – siedem, za to aż 11 zdobytych bramek. W obu przypadkach dobry start nie zadecydował o końcowym sukcesie.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.