Spóźniony finisz

Lee Richardson (z prawe) po fatalnym początku wczorajszych zawodów, w dalszej ich fazie był mocnym punktem PGE Marmy Rzeszów.

SPEEDWAY EKSTRALIGA. Znakomita końcówka w wykonaniu rzeszowskich żużlowców pozwoliła uniknąć pogromu w Toruniu.

Ekipa Dariusza Śledzia nie sprostała wczoraj na MotoArenie liderowi Speedway Ekstraligi, Unibaksowi Toruń. Tym samym rzeszowianie nie przełamali fatalnej serii występów w Grodzie Kopernika, gdzie nie wygrali od 1971 roku.

Po 11 biegach zanosiło się na prawdziwy pogrom rzeszowskiego beniaminka, który przegrywał już 24-42. Jednak dobra końcówka w wykonaniu rzeszowskich żużlowców, a zwłaszcza przebudzenie Lee Richardsona, pozwoliła im zmniejszyć rozmiary porażki do 10 punktów.

Wymarzony początek
Mecz w Toruniu rozpoczął się dla rzeszowian nadspodziewanie dobrze, bo od zwycięstwa w biegu juniorów. W rywalizacji najmłodszych zawodników było sporo walki, a sędzia musiał po jego skończeniu upomnieć Dawida Lamparta, za zbyt ostrą jazdę. Obaj rzeszowscy młodzieżowcy pokazali się wczoraj z dobrej strony. Nawet niedoświadczony Łukasz Kret potrafił pokonać Bartosza Pietrykowskiego, a w kolejnym swoim starcie walczył na łokcie z Emilem Pulczyńskim.

Kłopotliwe taktyczne
O tym, jak znakomicie spasowani są do swojego toru torunianie świadczy fakt, że duże problemy z pokonanie liderów “Aniołów” miał najskuteczniejszy zawodnik podkarpackiego beniaminka, Jason Crump. Udało mu się to dopiero za trzecim podejściem, kiedy za plecami przywiózł Rune Holtę. Kierownictwo rzeszowskiej drużyny próbowało ratować wynik rezerwami taktycznymi, których stosowanie nie było łatwe, bowiem poszczególni zawodnicy jeździli w kratkę. O dziwo trener Śledź nie puścił do boju sześć razy swojego najskuteczniejszego zawodnika, Jasona Crumpa.

UNIBAX – PGE MARMA 50-40

mj

 

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.