Sprawa dla prokuratora

W piątek przed południem silne podmuchy wiatru złamały na moście Karpackim (zapora) dwie latarnie. Na szczęście ciężkie słupy wpadły do Wisłoka, a nie na chodnik czy jezdnię. Tylko szczęśliwy przypadek pozwolił uniknąć tragedii.

Nie trzeba wyobraźni, by ocenić skutki przewrócenia się latarni na chodnik. W połowie września 2010 r. w Szczytnie pijany policjant wjechał w latarnię i przewrócił ją na 10-letnią dziewczynką prowadzącą rower. Dziecko zginęło na miejscu. W Rzeszowie podobnie groźną sytuację spowodował nie pijany kierowca, lecz skrajnie nieodpowiedzialni miejscy urzędnicy.

Słupy ulicznych latarń są tak zbudowane, by wytrzymały huragan pędzący nawet z prędkością 130 km/godz. Konstruktorzy latarń nie przewidzieli jednak głupoty urzędników, którzy zdecydowali, by na tych słupach powiesić ozdóbki działające jak żagiel. W dodatku wiatr w piątek nie był huraganowy. Wiało z prędkością około 40 km/godz. W naszym regionie zimą zdarzają się wichury znacznie silniejsze. Obserwatoria meteorologiczne notują prędkości wiatrów przekraczające 100 km/godz. Na miejskich ulicach, wśród budynków, wiatr nie wieje z tak dużymi prędkościami. Niewielkie ozdoby powieszone na latarniach w środku miasta nie powinny więc stanowić zagrożenia. Mimo to przed powieszeniem czegokolwiek na latarniach konieczne jest uzyskanie zgody właściciela słupów, czyli Zakładu Energetycznego. Specjaliści łatwo obliczą, co i na jakiej wysokości można umieścić na słupach.

Zupełnie inna jest sytuacja na mostach, szczególnie na moście Karpackim. Południowy wiatr wiejący wzdłuż Wisłoka i zalewu nie ma na swej drodze żadnych przeszkód i z całą siłą uderza w żagle beztrosko powieszone na latarniach.

Z kolei na moście Zamkowym w piątek rano wiatr zrywał źle zamocowane plastikowe bombki. Zrzucał je na głowy przechodniów i na przejeżdżające samochody. Jeżeli jednak powieje trochę mocniej, to żagle z ozdóbkami rozwieszone pomiędzy latarniami nad jezdnią mogą spowodować, że latarnie na Zamkowym, podobnie jak te na Karpackim, połamią się jak zapałki. Tym razem na pewno nie polecą do Wisłoka. Ciężar świetlistych ozdóbek wyborczych spowoduje, że słupy przewrócą się na chodniki i jezdnię. Może dojść do katastrofy.

Wzywamy Tadeusza Ferenca, by natychmiast zlikwidował zagrożenie dla życia rzeszowian i usunął z latarń na rzeszowskich mostach śmiertelnie niebezpieczne świetliste żagle. Jednocześnie zawiadamiamy Prokuraturę Rejonową dla Miasta Rzeszowa o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na sprowadzeniu powszechnego zagrożenia dla życia i zdrowia osób korzystających z mostów Karpackiego i Zamkowego.

Krzysztof Rokosz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.