Sprawa Mikośki w prokuraturze

RZESZÓW. Mieszkaniec zarzuca władzom Rzeszowa działanie na szkodę miasta.

Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie mieszkańca Rzeszowa o nieprawidłowościach w Urzędzie Miasta w związku z przetargiem dotyczącym budowy parkingu na potoku Mikośka wzdłuż ul. Siemiradzkiego. Ryszard Zajko uważa, że urzędnicy popełnili przestępstwo niegospodarności.

Niedawno pisaliśmy, że przebudowa podziemnego kanału i przykrycie potoku Mikośka wzdłuż ul. Siemiradzkiego za ZUS-em ma kosztować aż 6 milionów zł. Zapłaci za to miasto, a nie prywatny inwestor, firma DomRes, której wydzierżawiono miejską działkę pod parking. Ten zapłaci jedynie za budowę samego parkingu. Opozycja ocenia, że to robienie prezentu prywatnej firmie.
Zawiadomienie Ryszarda Zajki wpłynęło do Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszów. Uważa on, że władze miasta działały na jego szkodę.

“Prezydent jaki i podlegli mu pracownicy ogłaszając przetarg na dzierżawę działki przy ul. Siemiradzkiego (…) doskonale byli zorientowani, że przed przystąpieniem do budowy parkingu, należy wymienić kolektor potoku Mikośka oraz przełożyć instalacje podziemne” – czytamy w zawiadomieniu. Mieszkaniec przypomina, że niczyich wątpliwości nie budziło, iż to inwestor będzie na własny koszt dokonać tych prac. Pierwszy przetarg toczył się w 2008 r. Drugi w 2009 r. Tymczasem miasto już w 2001 r. wiedziało, że taka przebudowa będzie konieczna, bo wtedy na zlecenie ratusza powstała koncepcja przykrycia Mikośki. Ówczesny kosztorys zakładał wydatek około 2 mln zł (całość wraz z budową parkingu miała kosztować ponad 4 mln zł).

Chcieli odstraszyć konkurencję?

Według Ryszarda Zajki zawarcie w przetargu warunku wymiany instalacji podziemnych zniechęciło wielu inwestorów od zainteresowana się dzierżawą i budową parkingu, bo ze względu na wielomilionowe koszty inwestycja byłaby nieopłacalna. Tymczasem władze miasta ustami rzecznika prezydenta najpierw dziwiły się potrzebie przebudowy kolektora, potem mówiły o dzieleniu się kosztami, a w końcu zobowiązały się do pokrycia ich w całości.

- Moim zdaniem Pan Prezydent jak i jego współpracownicy celowo wprowadzili potencjalnych inwestorów w błąd co do kosztów jaki i zakresu jakie mieliby ponieść w przedmiotowej inwestycji aby wyeliminować konkurencję – przypuszcza mieszkaniec.

Urzędnicy miejscy przekonują, że w drugim przetargu, którego skutkiem jest obecna dzierżawa zapisu o obowiązku wymiany instalacji przez inwestora nie było. Prokuratura zapowiada, że decyzja czy w sprawie zawiadomienia zostanie wszczęte śledztwo zapadnie w ciągu miesiąca.

Krzysztof Kuchta

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.