Sprostowanie posła jest, a jakoby go nie było

Poseł PiS Krzysztof Popiołek, nie kryje żalu do tarnobrzeskiego sądu. Fot. Paweł Galek

MIELEC. Krzysztof Popiołek nie przeprosił Krystyny Skowrońskiej. Wyręczył go… sąd.

We wtorek (30 ub. m.) na łamach tygodnika lokalnego umieściło się sprostowanie. Wielkimi literami czytamy m.in., że nieprawdziwe są informacje, jakoby posłanka PO Krystyna Skowrońska działała na niekorzyść swego regionu, zgadzając się na usunięcie inwestycji przeciwpowodziowe. Pod sprostowaniem podpisany jest poseł PiS Krzysztof Popiołek. Sęk w tym, że to nie on napisał, tylko… Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu.

Chodzi o informacje, jakie w “Kurierze Wyborczym”, przekazywał elektoratowi Krzysztof Popiołek. Poseł PiS skrytykował  najpierw w starostę i kandydata PSL Andrzeja Chrabąszcza, twierdząc, że zadłużył szpital, a teraz ucieka do sejmu. Poseł przekonywał też, że Chrabąszcz rozpoczął proces przygotowania do prywatyzacji mieleckiej lecznicy.

“Pan poseł za to zapłaci”

Skończyło się na procesie w trybie wyborczym. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu orzekł przepadek wrześniowego “Kuriera Wyborczego”, ale oddalił żądanie sprostowania i kary finansowej. Podobna historia była z posłanką PO Krystyną Skowrońską, która Popiołek oskarżył w “Kurierze” o działałanie na niekorzyść regionu. Pisał m.in., że akceptowała usunięcie z realizacji tarnobrzeskich i mieleckich inwestycji przeciwpowodziowych.

- Wyrok w tej sprawie uprawomocnił się jeszcze przed wyborami do Sejmu, ale poseł Popiołek nie poczuwał się, by go wykonać – mówi Danuta Rawinis, szefowa biura posłanki Skowrońskiej. – Teraz sąd go wyręcza, zlecając opublikowanie sprostowania w lokalnej prasie. Wyręczył go sąd, ale pan poseł za to zapłaci – dodaje Danuta Rawinis, zaznaczając, że, decyzją sądu, parlamentarzysta PiS ma jeszcze zapłacić 10 tys. zł na cel charytatywny.

“Nie przeproszę za mówienie prawdy”

O komentarz poprosiliśmy głównego zainteresowanego. – Nie ma takiej siły, żeby ktoś zmusił mnie do przeproszenia za mówienie prawdy – mówi nam Popiołek. – Pozwolenia na budowę wałów przeciwpowodziowych w powiecie mieleckim i tarnobrzeskim były w 2007 r. Sąd nie wziął i nie chciał wziąć tej prawdy pod uwagę. Nie dał mi szans udowodnienia wypowiedzianych przeze mnie kwestii, odmawiając mi możliwości doręczenia dokumentów.

- O stawianych mi zarzutach dowiedziałem się na pół godziny przed postępowaniem – dodaje nasz rozmówca. – Sąd nie dał mi czasu na doręczenie dokumentów, uzasadniając, że ma 24 godziny na rozstrzygnięcie sporu. Wszystkie dokumenty opublikuję w najbliższym czasie w moim “Kurierze”, łącznie z tymi, których sąd nie zechciał wziąć pod uwagę. Niech Wyborcy, Czytelnicy sami ocenią kto mówił prawdę. Ta pani, sąd czy ja.

***

W Mielcu doszło do sytuacji iście kuriozalnej. Bo, jak inaczej nazwać sprostowanie w prasie, pod którym podpisana jest osoba, który nie prostuje i nie zamierza tego robić, a do tego płaci za to sąd? Król kina absurdu Stanisław Bareja miałby z tego ubaw, a może i idealny scenariusz.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.