Sprowadzeni na ziemię

Łukasz Sówka (na prowadzeniu) wyciągnął wnioski z pierwszego nieudanego dla siebie meczu i w niedzielę zaprezentował się o wiele lepiej. Co z tego, skoro niektórzy jego koledzy zawiedli… Fot. Paweł Bialic

ENEA EKSTRALIGA. Częstochowskie “Lwy” za mocne dla PGE Marmy Rzeszów.

Po wygranej na inaugurację w Gorzowie, w niedzielę ekipa Dariusza Śledzia została sprowadzona na ziemię przez Włókniarza Częstochowa. Tym samym rzeszowskim żużlowcom zupełnie nie wyszedł pierwszy mecz sezonu ligowego przed własną publicznością.

To był dziwny mecz. Zawodnicy dobre starty przeplatali nieudanymi. Jedno jest pewne – na inaugurację sezonu ligowego emocji na torze przy ul. Hetmańskiej na pewno nie brakowało. Z “czterech wspaniałych”, którzy w meczu ze Stalą Gorzów zdobyli 45 punktów zostało tylko wspomnienie. Wspomnieniem były także znakomite wyjścia spod taśmy, jakie rzeszowianie prezentowali tydzień temu.

ZOBACZ ZDJĘCIA

Po trzech biegach miejscowi kibice przecierali oczy ze zdumienia. Najbardziej w tej części meczu zawiodła para, która w Gorzowie przyniosła PGE Marmie wiele radości. Okoniewski i Pavlic przegrali z kretesem swój bieg i rzeszowianie tracili do rywala już 6 “oczek”. – W ogóle nie jestem zadowolony z motoru. Nie jest dopasowany do toru. Warunki się zmieniły, nawierzchnia jest twardsza, niż byśmy chcieli. Wiedzieliśmy, że Włókniarz to mocna drużyna, która lubi jeździć na twardych torach. Liczę, że się dopasujemy, damy z siebie wszystko i wygramy – mówił w połowie zawodów rzeszowski Chorwat.

Sygnał do odrabiania strat dał dopiero Grzegorz Walasek, który na dystansie minął zwycięzcę sobotniej GP w Bydgoszczy, Emila Sajfutdinowa. Jak wielkim to było wyczynem, świadczy przebieg 7. wyścigu, w którym Rosjanin odstawił na dobre kilka metrów “Powera”. To właśnie “Gregor” do spółki z Łukaszem Sówką wyprowadził po raz pierwszy tego wieczoru ekipę PGE Marmy na prowadzenie (25-23).

Chwilę grozy przeżyli kibice w biegu 9. Na wejściu w II wiraż Nicki Pedersen zahaczył o tylne koło Grigorija Laguty. “Power” poleciał wprost na bandę, a chwilę później wytrącony z równowagi Rosjanin wręcz “skosił” z toru Dawida Lamparta. Na szczęście cała trójka zdolna była do dalszej jazdy (wykluczony Pedersen).

Przed biegami nominowanymi rzeszowianie tracili 4 punkty. Gospodarze wszelkich złudzeń co do końcowego zwycięstwa zostali pozbawieni już w przedostatnim wyścigu. Na nic zdało się gospodarzom zwycięstwo w ostatnim wyścigu i walka “na noże” między Pedersenem i Sajfutdinowem.

Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.