Sprytne zwycięstwo przy Bukowej

Generał Zbigniew Smółka i jego dzielni chłopcy uzbierali już 42 punkty i coraz śmielej spoglądają w stronę Lotto Ekstraklasy. Fot. Stal Mielec

Generał Zbigniew Smółka i jego dzielni chłopcy uzbierali już 42 punkty i coraz śmielej spoglądają w stronę Lotto Ekstraklasy. Fot. Stal Mielec

GKS KATOWICE – STAL MIELEC. Biało-niebiescy pierwszym zespołem, który w tym roku ograł rozpędzoną „Gieksę”.

Wielkie brawa dla Zbigniewa Smółki za pomysł na mecz w Katowicach oraz jego piłkarzy, którzy perfekcyjnie plan zrealizowali. – To było sprytne zwycięstwo – uśmiechał się pod nosem szkoleniowiec Stali.

GKS Katowice 0
STAL Mielec 2
(0-0)
0-1 Dobrotka (56. – karny), 0-2 Arak (89.)
GKS: Abramowicz – Frańczak, Kamiński, Klemenz, Mączyński, Skrzecz (84. Volas), Poczobut, Zejdler, Prokić (61. Goncerz), Błąd (71. Mandrysz) – Kędziora
STAL: Majecki – Sadzawicki, Dobrotka (59. Grodzicki), Kiercz, Leandro, M. Gancarczyk (67. Nowak), Swędrowski, Soljić, Janota, Sobczak (34. Banaszewski) – Arak.
Sędziował Wojciech Myć (Lublin). Żółte kartki: Kamiński, Klemenz, Mączyński, Poczobut – Nowak. Widzów 4000.

Minutę przed końcem Jakub Arak pognał na bramkę GKS-u. Ośmieszył dwóch środkowych obrońców i huknął z 20 metrów. Piłka wpadła w górny róg, a szczęśliwy napastnik ruszył do narożnika boiska, wyrwał chorągiewkę i zaczął udawać, że strzela z karabinu: pach, pach, pach! To było najlepsze podsumowanie drugiej połowy, w której Stal dominowała nad zespołem śniącym o powrocie do ekstraklasy.

Wykorzystał karnego i zszedł
Fantastyczna akcja i gol Araka, już trzeci w biało-niebieskich barwach, odebrał katowiczanom ochotę do walki o uratowanie wyniku. Stal prowadziła bowiem od 56 minuty po trafieniu Martina Dobrotki z karnego (ręka Bartłomieja Poczobuta). Dwukrotny mistrz Słowacji uderzył mocno, w środek bramki i Mateusz Abramowicz nie miał szans, by w ogóle dostrzec lecącą piłkę. – Trener mówił, że musimy przetrwać pierwsze 20 minut. Gospodarze mieli wówczas sporo wrzutek w pole karne, ale krzywdy nam nie zrobili. Cierpliwie czekaliśmy na swoje okazje, zaczęliśmy grać piłką i przejęliśmy inicjatywę – opowiadał Dobrotka, który podczas wykonywania „11” pogłębił uraz mięśniowy i musiał opuścić boisko. Jeszcze szybciej mecz zakończył Szymon Sobczak – na szczęście kontuzje nie są poważne, a starcie przy Bukowej potwierdziło tezę, że Smółka skompletował niezwykle wyrównaną kadrę. Po wyczerpującym środowym meczu z Miedzią (1-1) wyniki badań wymusiły na trenerze zmiany w wyjściowym składzie. Na ławkę powędrowało aż czterech najbardziej zmęczonych zawodników. Zastępcy spisali się bez zarzutu.

Przypilnowali Prokica
Pierwsza połowa meczu rozgrywana w palącym słońcu należała do gospodarzy. Oni atakowali, goście skupili się na obronie i pilnowaniu Andrei Prokica. Najlepszy piłkarz „Gieksy”, od lipca zawodnik Stali, bardzo się starał, lecz krzywdy swoim kolegom nie zrobił. Po godzinie został zmieniony i zrezygnowany usiadł na ławce. – Po ciężkim boju z Miedzią celowo oddaliśmy pole przeciwnikowi. Graliśmy jednak bardzo uważnie i GKS zagrażał nam jedynie przy stałych fragmentach – podkreślał Smółka, który wygraną zadedykował swojemu asystentowi Maciejowi Serafińskiemu bawiącego w USA na ślubie siostry.

Przed przerwą najlepszymi zawodnikami Stali byli ludzie odpowiedzialni za obronę bramki: Radosław Majecki, Josip Soljić i Dobrotka. W drugiej połowie, zgodnie z planem, do głosu doszli gracze ofensywni. Efekt był taki, że Stal odniosła szóste wyjazdowe zwycięstwo, a GKS przegrał pierwszy raz od 28 października 2017 roku. – Bramki zmieniają oblicze spotkań. Gdy Stal objęła prowadzenie, cofnęła się, a nam zabrakło jakości, by odrobić stratę. Przed meczem prawiłem zespołowi z Mielca mnóstwo komplementów i to nie była kurtuazja. Odkąd w Stali pojawił się Zbyszek Smółka, ta drużyna poczyniła wielkie postępy – komentował Jacek Paszulewicz, szkoleniowiec „Gieksy”.

tsz

Skomentuj

Uważaj, co piszesz. W Internecie nie jesteś anonimowy!

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.