Stada autobusów nadal straszą

RZESZÓW Czy do momentu wprowadzenia unijnego programu nic się nie da zmienić?

- Trzy, cztery, a nawet więcej autobusów miejskich na raz – bulwersuje się pani Ania stojąca na przystanku przy Placu Wolności. – Jak mam dojechać do pracy na Lwowską, skoro tyle aut przyjeżdża co pół godziny, zamiast co kilka minut jak w rozkładzie? – dodaje. Czy mieszkańcy muszą być skazani na takie oczekiwanie, zwłaszcza teraz – zimową porą?

Sprawdziliśmy rozkład jazdy – rzeczywiście, pomiędzy 7 a 8 rano jest ponad 10 kursów w stronę ronda Pobitno. Przyczyny tego mogą być więc dwie: albo „niewłaściwa” jazda kierowców, albo nie przystający do rzeczywistości rozkład. Intensywny ruch na Al. Piłsudskiego każe skłaniać się ku tej drugiej.

Zastrzeżenia pracowników MPK

Pretensje do sposobu obliczania czasu przejazdu mają także sami kierowcy rzeszowskiego przewoźnika. – Ich nierealność uderza nie tylko nas, ale nawet kompletnych laików – informuje anonimowo jeden z nich. – Dojeżdżamy na pętlę często już po terminie odjazdu z niej. Wobec kilku kursów, takie opóźnienia rosną do niewyobrażalnego poziomu i część z nich po prostu wypada z rozkładu. Zdarzyła się nawet sytuacja, gdy na przejechanie 24 przystanków zaplanowano 25 minut – dodaje. Rzeczywiście, patrząc na poranne i popołudniowe korki, ciężko jest mieć pretensje do kierujących autobusami. W końcu jadą z taką samą prędkością jak pozostali uczestnicy ruchu.

Tłumaczenia ZTM

Taka sytuacja trwa już bardzo długo, a dzieje się to przy aprobacie rzeszowskiego ratusza. Władze miasta zbyt pobłażliwie patrzą na całą sytuację, mimo że ZTM jest jednostką urzędu.

- Otrzymaliśmy już od Apii materiały dotyczące optymalizacji rozkładu jazdy rzeszowskiej komunikacji miejskiej, jednak część została odesłana do powtórnej analizy i poprawy – mówi Andrzej Bieda, p.o. dyrektora ZTM w Rzeszowie. – Zadaniem hiszpańskiej firmy jest opracowanie nowych układów linii oraz poprawa efektywności wykorzystania taboru, zapewnienie rytmicznej częstotliwości, dopasowanie wielkości autobusów do ruchu czy urealnienie czasów przejazdu – dodaje.

Pani Ania i inni pasażerowie rzeszowskiego MPK odczują skutki tych zmian najwcześniej za kilka miesięcy. Do tego czasu pozostaje im wierzyć, że pracownicy ZTM pofatygują się osobiście na Plac Wolności, aby doświadczyć na własnej skórze nieżyciowych rozkładów, które sami układają. Może wtedy rzeszowskie przystanki przestaną być miejscem, gdzie ludzie częściej doświadczają nerwów niż autobusów.

Paweł Malinowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.