Stadion czeka na rekordy

Czerwona tartanowa bieżnia, niebieskie krzesełka i nadzieja na rekordy. Pierwsze mają być pobite już w tym tygodniu. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Włodarze miasta poczuli ulgę. Polski Związek Lekkiej Atletyki wystawił stadionowi licencję, a Urząd Marszałkowski nie odebrał unijnej dotacji. Mamy w regionie nową lekkoatletyczną arenę.

Z rocznym poślizgiem stadion lekkoatletyczny został oddany do sportowego użytku. Wczoraj rozpoczęły się na nim 54. Otwarte Lekkoatletyczne Mistrzostwa Stalowej Woli. Miał je otworzyć nasz mistrz olimpijski Tomasz Majewski. Procedura odbioru stadionu jednak trochę się przeciągnęła, a nasz kulomiot nie mógł czekać. Złotego medalisty nie będzie, ale rekordy będą. Pierwszy obiecał pobić chodziarz Grzegorz Sudoł, który chce zmierzyć się z krajowym rekordem Roberta Korzeniowskiego.

Arena czekała na lekkoatletów, którzy po raz pierwszy będą mieli niepodlegające dyskusji warunki do walki z rekordami. Płyta stadionu została odebrana przez PZLA, a lekkoatleci weszli na nią z marszu. Oficjalnych otwarć nie będzie. Przynajmniej na razie.

Stadion ogólnodostępny, z pierwszeństwem dla sportowców
Gdyby nie pokusa w postaci dotacji unijnej, włodarze Stalowej Woli pewnie długo by się nie zdecydowali na budowę nowego stadionu. Lekkoatleci, a w mieście są dwa kluby i kilka stowarzyszeń hołdujących królowej sportu, trenowali w spartańskich warunkach, albo na wyjazdach. Znalazła się jednak możliwość sięgnięcia po unijne miliony i nie warto było czekać na inną okazję. Projekt przebudowy stadionu dawnego „Energetyka” został zaakceptowany przez Urząd Marszałkowski i na początku ub. roku budowlańcy wzięli się do pracy. Mieli ją zakończyć we wrześniu 2011. Firma która wygrała przetarg przeliczyła się z możliwościami i na krótko przed planowanym oddaniem stadionu splajtowała. Czy to był taktyczny zabieg, czy nie, inwestor został z ręką w nocniku. Gdyby Urząd Marszałkowski sztywno trzymał się terminów, dotacja z UE przepadłaby. Na szczęście udało się ją uratować.

Przetarg na dokończenie budowy wygrał warszawski Polcourt i do jego prac nie było najmniejszych zastrzeżeń. W sumie stadion kosztował 5,7 mln. zł. Wydatki miasta to ok. 2 mln. zł. Na płycie jest tartanowa bieżnia oraz skocznie i pola do rzutu młotem, oszczepem oraz pchnięcia kulą. Jest też 800 krzesełek na trybunie. Nie ma jeszcze nad nią dachu i to jest najpilniejsze wyzwanie dla miasta. Jeżeli będzie dach, możliwe będą do zorganizowania znacznie większe zawody. Teraz liczebność startujących ogranicza mała szatnia, która była wystarczająca dla jednego klubu, ale dla dwóch jest już za ciasna. No i droga dojazdowa, która ma być zbudowana dopiero w przyszłym roku. To znaczy, że w stadion lekkoatletyczny będą musiały być wpompowane jeszcze grube tysiące, jeżeli nie miliony.

Może miasto wróci nawet do koncepcji sprzed lat budowy eleganckiego kompleksu z hotelem i basenem, który miał służyć lekkoatletom i tenisistom trenującym na sąsiednich kortach i w stojącej przy nich hali tenisowej. I w tej sytuacji przydałyby się jakieś rekordy, żeby zachęcić radnych do wydatków. I jeszcze tylko informacja przekazana przez Andrzeja Chmielewskiego, dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji: – Stadion jest dla wszystkich chętnych, ale pierwszeństwo do korzystania z niego mają sportowcy.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.