Stalo, mamy problem!

Radomiak zatańczył ze Stalą, która przegrała trzeci wyjazdowy mecz.

RADOMIAK RADOM – PGE STAL MIELEC. Nieudany ligowy debiut trenera Dariusza Marca. Faworyt był tłem dla rozpędzonego beniaminka.

Błędy w obronie, mizeria w ataku, brak dynamiki i elementu zaskoczenia – to tylko niektóre grzechy PGE Stali w meczu na szczycie. Nowy trener Dariusz Marzec nie wyciągnął czarodziejskiej różdżki i nie odmienił oblicza drużyny, która znalazła się na zakręcie.

Cudów nie ma. To był zaledwie szósty dzień pracy nowego szkoleniowca w klubie z Solskiego. Co prawda zaczął od efektownej wiktorii nad Olimpią w Pucharze Polski, ale w Grudziądzu wystąpili zawodnicy drugiego planu. W ligowym starciu z Radomiakiem Dariusz Marzec wrócił do sprawdzonych nazwisk i mieliśmy powtórkę z rozrywki. Mielczanie poruszali się wolniej od rywali, zbyt często tracili piłkę i bardzo szybko przegrali walkę w kluczowej, środkowej strefie boiska. Nie było w podkarpackim zespole lidera, który pobudziłby osowiałe towarzystwo. Taką rolę spełniał do niedawna Josip Soljić, ale w tym sezonie Chorwat gra poniżej możliwości. W sobotę na drugą połowę już nie wyszedł. Nie tylko dlatego, że ryzyko złapania drugiej żółtej kartki i osłabienia drużyny było zbyt duże…

Miał nie grać, został bohaterem

„Zieloni” szli w tym meczu jak po swoje, Stal notowała jedynie przebłyski dobrej gry. W 13 minucie groźnie uderzał Łukasz Janoszka, w 23 Bartosz Nowak postraszył gospodarzy z rzutu wolnego, później „główkował” jeszcze Mateusz Bodzioch. Sęk w tym, że beniaminek był dużo konkretniejszy. Jego akcje napędzał Rafał Makowski, ale bohaterem został strzelec obu goli Patryk Mikita. O tym, że zagra, dowiedział się… pół godziny przed meczem. – Chłopaki w szatni żartują, iż to najlepszy sposób, by zmotywować Patryka – Dariusz Banasik, trener Radomiaka, cieszył się, że dokonał właściwego wyboru. Mikita mógł zresztą skompletować hattricka, lecz po jego bombie w 30 minucie piłka odbiła się od słupka. Gospodarze wyglądali doskonale, mimo że ich największy gwiazdor Leandro tym razem nie błyszczał. Brazylijczyk, który strzelił dla Radomiaka już 99 goli, po godzinie poprosił o zmianę.

Beniaminek odniósł piąte kolejne zwycięstwo, znów odebrał przeciwnikowi jego atuty, ale sam Dariusz Banasik przyznał, iż nie spodziewał się tak dużej przewagi nad Stalą. – Byliśmy zdecydowanie lepsi. Brakowało tylko postawienia kropki nad „i” w postaci bramki na 3-0 – podsumował szkoleniowiec, którego żegnały gromkie brawa. – Miło słyszeć, jak kibice skandują twoje nazwisko. Ale spokojnie, w tym zawodzie dziś jesteś na wozie, a jutro pod wozem.

Od tygodnia nie sypia

Wydaje się, że Dariusz Marzec nieprędko zostanie zasypany podobną ilością komplementów. Przed nim ogrom pracy, bo faworyt rozgrywek znajduje się w dołku. – Nie wszystko w tym meczu było złe, lecz zbyt wielu piłkarzy nie uniosło ciężaru. Przy straconych golach powinniśmy się zachować lepiej, ale nie tylko w obronie popełnialiśmy błędy. Gdzie jest ta nasza siła rażenia? Czemu tak kreatywni zawodnicy nie potrafili zaskoczyć rywala? Dlaczego szwankuje motoryka? To są pytania, z którymi muszę się zmierzyć – podkreślał opiekun biało-niebieskich. – Odkąd zagościłem w Mielcu, nie sypiam. Przybyłem tu w jednym celu: żeby wprowadzić Stal do ekstraklasy. Nie boję się wyzwań, harówka mnie nie przeraża. To jest czas, gdzie trzeba się poświęcić w stu procentach. Ostatnio musiałem jednak wyjść na zewnątrz, zaczerpnąć powietrza i wypić kawę, bo zakręciło mi się w głowie – przyznał Dariusz Marzec. Nie chciał powiedzieć, czy szatnia potrzebuje wstrząsu. Dał jednak do zrozumienia, iż nie będzie się bał podejmować odważnych decyzji. – Pewnie nie raz was zaskoczę. Trzeba jednak coś robić. Stal posiada ogromny potencjał, nie wolno go zmarnować!

Tomasz Szeliga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o