Stalowe derby dla Rzeszowa

No i gospodarze mają problem. Gdy dwóch zawodników z Rzeszowa "siedzi na karku" obrońcy miejscowych, w tym przypadku Sylwestra Sikorskiego, gol wisi w powietrzu. Tak też się chwilę później stało. Fot. Bogdan Myśliwiec

STAL STALOWA WOLA – STAL RZESZÓW. Gospodarze zaczęli obiecująco, ale im dalej w las, tym było gorzej.

Tylko podziwiać kibiców, którzy jeszcze przychodzą na stadion przy ul. Hutniczej. Stalowowolanie przegrali drugi mecz przed własną publiką, a najgorsze jest to, że nie widać nadziei na poprawę gry zielono-czarnych. Za to brawa należą się gościom, którzy pokazali charakter.

Derbowy pojedynek nie wzbudził większych emocji wśród kibiców. Większość zresztą przychodzi bardziej po to, żeby oglądać wątpliwe postępy na budowie nowej futbolowej areny, niż grę zielono-czarnych. Ale jak im się dziwić, skoro piłkarska reprezentacja Stalowej Woli przysparza siwych włosów nawet najspokojniejszym obserwatorom?

Dwie różne Stale w dwóch połowach
Nutka nadziei na to, że przy ul. Hutniczej jest dla kogo budować nowy stadion, pojawiła się na początku spotkania. Większość kibiców zaczęła się wtedy zastanawiać, czy to Stal Rzeszów gra tak słabo, czy miejscowi tak dobrze. Podopiecznym Mirosława Kality wychodziło dosłownie wszystko, a zdobyty gol był tego potwierdzeniem. Damian Łanucha egzekwował wolnego i dojrzał ustawionego w polu karnym Michała Kachniarza. Widział go też golkiper Rzeszowa, ale trochę zlekceważył możliwości strzeleckie pomocnika gospodarzy. Piłka spadła na głowę Kachniarza, ten lekko zmienił trajektorię jej lotu i przysporzył mnóstwo radości kibicom, gdy piłka po słupku wtoczyła się do siatki za Wietechą. Dwie minuty później byłoby po sprawie, gdyby Duda w ostatnim momencie nie wybił piłki na róg, po kąśliwej wrzutce Turczyna. I odnalazł się wreszcie Wojtek Fabianowski, który w 22. min. trafił do siatki Stali Rzeszów, tyle że …ze spalonego.

Rzeszowianie w pierwszej połowie nawet nie próbowali zagrozić bramce strzeżonej przez Tomasza Zielińskiego. Może z wyjątkiem Arkadiusza Barana, który w trzecim kwadransie gry chciał zaskoczyć golkipera miejscowych wrzutką „za kołnierz”, ale mu się to nie udało. Jakżeż inny zespół wypuścił Ryszard Kuźma na drugą połowę! I nie chodzi o jedną, w zasadzie kosmetyczną zmianę. Wyszła drużyna z wiarą w zwycięstwo, a obrońcy gospodarzy mieli głowy zaprzątnięte powiatowymi dożynkami, które czekały mieszkańców. Otrzęsienie nie przyszło nawet wtedy, gdy w 50. min. Andreja Prokić padł w polu karnym. Sędzia jednak uznał, że napastnik rzeszowian symulował i pokazał mu żółty kartonik. Rozeźlony tym Prokić rzucił się na bramkę gospodarzy. Jego strzał Zieliński jeszcze obronił, ale przy dobitce Koczona był już bezradny. Niecałe trzy minuty później Serb jednak wpisał się na listę strzelców. Wykorzystał ładne podanie ze środka pola, ubiegł wychodzącego z bramki golkipera stalowowolan i efektownym lobem ustalił wynik. Zwycięstwo gości jak najbardziej zasłużone.

STAL ST WOLA 1
STAL RZESZÓW 2
(1-0)
1-0 Kachniarz (17.)
1-1 Koczon (52.)
1-2 Prokić (54.)

STALOWA: Zieliński – Demusiak (34. Getinger), Czarny, Dąbek, Sikorski – Cebula, Turczyn, Kachniarz (64. Horajecki), Żmuda, Łanucha (56. Białek) – Fabianowski.

RZESZÓW: Wietecha – Solecki (46. Florian), Przybyszewski, Duda, Nakrosius – Prokić, Baran (80. Jędryas), Lisańczuk, Krzysztoń – Koczon (73. Persona), Stachyra.

Sędziował Daniel Kruczyński (Żywiec). Żółte kartki: Czarny, Żmuda, Cebula, Dąbek oraz Prokić, Florian. Widzów 1,2 tys.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.