Starosta obiecał, ale na słowach się skończyło

Tak podczas deszczu wygląda ul. Rajska. Fot. Archiwum

JAROSŁAW. Woda z ulicy powiatowej podtapia ulicę miejską, ale urzędnicy ze Starostwa i Urzędu Miasta nie potrafią sobie z tym poradzić.

- Rozwiązujmy problemy ludzi, ale nie mieszajmy się w politykę – mówi starosta pow. jarosławskiego Jerzy Batycki. Niestety mieszkańcy ul. Rajskiej w Jarosławiu od kilku lat nie doczekali się obiecywanej od Starostwa i Urzędu Miejskiego interwencji, dlatego ich ulicę wciąż zalewa woda z ul. Batalionów Chłopskich. Po naszym artykule z początku września, urzędnicy obiecali, że tym razem wezmą się szybko do roboty, ale Rajska stoi w wodzie, jak stała.

- Od razu były obietnice ze Starostwa, że mają pieniądze i zrobią, ale na tym się skończyło – mówi Ryszard Dyrda, jeden z mieszkańców ul. Rajskiej. Jego zdaniem urzędnicy “idą na przetrzymanie, bo do wyborów jeszcze daleko”. Ci są oczywiście innego zdania.

– Trwają prace nad rozwiązaniami technicznymi. Powstać ma zbiornik, który będzie gromadził nadmiar wody – zapewnia starosta Batycki. Mieszkańcy pytają: kiedy wreszcie? – Środki finansowe, w wysokości 100 tys. zł, znajdą się na to dopiero w przyszłym roku – odpowiada Batycki.

Ciekawe jest jednak to, że takiego rozwiązania problemu nie widzi miasto. – Nie ma tam możliwości wybudowania zbiornika chłonno-odparowującego, ponieważ ani miasto, ani powiat nie posiadają nieruchomości, gdzie można byłoby zbiornik zlokalizować – tłumaczy wiceburmistrz ds. gospodarczych Stanisław Misiąg. Zapewnia jednak, że w porozumieniu z Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji miasto znalazło inne rozwiązanie i postara się je zrealizować “w najbliższym okresie”. Nie chce jednak zdradzić na czym ma ono polegać.

Jak dowiedzieliśmy się od Dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg w Jarosławiu Janusza Obłozy, na ul. Rajskiej kiedyś był staw, a wybudowane tam domy znajdują się dokładnie w środku czterohektarowej zlewni! – Ludzie wzięli je dlatego, że działki tam były 6 razy tańsze niż w innych częściach miasta – przyznaje Obłoza.

Urzędnicy nie czują się jednak odpowiedzialni. – Ode mnie nikt by pozwolenia nie dostał – deklaruje starosta Batycki, ale chyba zapomniał, że wydawali je jego poprzednicy. – Nie mnie pytać, bo ja jestem starostą dopiero od 2 lat – kończy niewygodny dla siebie temat. Winę ze Starostwa zdejmuje UM. – Działki sprzedawała obecnym właścicielom prywatna osoba – mówi wiceburmistrz Misiąg. – Obecni właściciele działek wybudowali domy, a swoje posesje podnieśli i utwardzili. To powoduje, że woda z tych działek spływa na wspomniana drogę – tłumaczy.

Co na to mieszkańcy wiecznie zlewanej ulicy? – Ja nie zapłaciłem mało za działkę, a każdy kto przyszedł do Starostwa z projektem, dostał pozwolenie. Żadnej samowoli budowlanej nie było! – oburza się Dyrda. – Nam się te działki tutaj podobały, ale nikt nas nie ostrzegał przed zalewaniem – mówią zgodnie mieszkańcy.

Arkadiusz Rogowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.