Sto lat dla Tułacza i PGE

Tomasz Tułacz i jego niepołomickie „Żubry” dostarczyły w niedzielę mieleckim piłkarzom sporej dawki tlenu. Fot. Stal Mielec

Mielec ma od niedzieli dwóch bohaterów: własnych piłkarzy oraz trenera Tomasza Tułacza. Piłkarze PGE Stali niepokonanemu od 8 miesięcy Rakowowi pokazali, gdzie raki zimują, a prowadzona przez Tułacza Puszcza Niepołomice wygrała z rozpędzonym ŁKS-em. Dzięki tym rozstrzygnięciom, walka o awans znów nabrała rumieńców – przewaga łodzian nad mielczanami wynosi już tylko 4 punkty.

Czy wydarzenia z weekendu okażą się punktem zwrotnym czy będą jedynie końcem imponującej serii Rakowa i ŁKS-u? Tego nie sposób dziś przewidzieć, ale zdarzyć się może absolutnie wszystko. “Żubry” oddały w Łodzi jeden strzał w światło bramki i wywiozły 3 punkty. Tułacz to wychowanek Stali, jedno z cudownych jej dzieci, na każdym kroku podkreślający swoje przywiązanie do biało-niebieskich barw. W niedzielny wieczór niejeden kibic przechylił w Mielcu kufel z piwem, życząc panu Tomkowi stu lat w zdrowiu i szczęściu. Futbol jest cudowny właśnie dlatego, że pełno w nim takich historii.

Artur Skowronek też przekonał swoich zawodników, że niemożliwe nie istnieje. Stalowcy zaatakowali lidera z niebywałą furią, rozwiązując przy okazji problem środkowego napastnika. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że to pozycja dla Łukasza Janoszki, a nie Andrei Prokica. Baskowi Mendiemu dajmy już spokój – same chęci nie wystarczą, by grać na poziomie I ligi. W meczu z Rakowem zadebiutował Adrian Paluchowski, pokazał kilka nieszablonowych zagrań i wygląda na to, że pomoże swojej nowej drużynie. Poszukiwania napastnika trwały bardzo długo, gdyby nie fatalna kondycja finansowa Pogoni Siedlce i możliwość rozwiązania kontraktu z winy klubu, Paluchowski nie zostałby piłkarzem podkarpackiej ekipy. Problem polega na tym, że dla takiego klubu jak Stal, zawodnicy odpowiadający za strzelanie bramek są po prostu za drodzy. Mieleccy działacze negocjowali przed sezonem z Jakubem Arakiem (dziś Lechia Gdańsk), Mateuszem Piątkowskim (GKS Tychy) czy Łukaszem Sekulskim (ŁKS). Jeden z nich zażądał tyle, że po podliczeniu bonusów za wygrane mecze, zarabiałby w miesiąc 50 tysięcy zł.

W Stali pamiętają chude lata i ani myślą żyć ponad stan. Zwycięstwo nad Rakowem i zmniejszenie dystansu do ŁKS-u to niejedyne kapitalne informacje. Otóż, bez względu na finał wyścigu do ekstraklasy, PGE obiecała, że zostaje ze Stalą na następny sezon. Wsparcie giganta oznacza, iż biało-niebiescy – jeśli zajdzie taka konieczność – znów zawalczą o awans.

Tomasz Szeliga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o