Stopa stopie nierówna, czyli kredytowe niuanse

Fot. Wit Hadło

Od ponad dekady obowiązują w Polsce przepisy ustawy o kredycie konsumenckim. Zobowiązują one instytucje finansowe do informowania klientów indywidualnych o wysokości łącznego rzeczywistego kosztu kredytu lub pożyczki, wyrażonego w postaci tzw. RRSO (rocznej rzeczywistej stopy oprocentowania).

Z punktu widzenia konsumenta to rozwiązanie w kierunku zapewnienia lepszego parytetu w jego relacjach z instytucją finansową. Orientowanie się bowiem w ocenie kosztu kapitału wyłącznie nominalnym oprocentowaniem kredytu, w sposób naturalny podawanym przez banki i inne instytucje finansowe, może być bardzo mylące i prowadzić do podejmowania niewłaściwych decyzji. Czym różni się RRSO (stopa rzeczywista) od rocznej nominalnej stopy oprocentowania? Przede wszystkim RRSO bierze pod uwagę wszystkie koszty związane z udzielonym kredytem (a więc także dodatkowe opłaty i różnego rodzaju prowizje), a nie tylko koszt odsetkowy, jak to ma miejsce w przypadku stopy nominalnej. Jeśli klient bierze 100 zł pożyczki na rok bez prowizji, oprocentowanej na 10% rocznie, płaci odsetki jednorazowo z dołu pod koniec roku (w wysokości 10 zł) wraz ze zwrotem kapitału, to RRSO jego kredytu równa jest jego rocznej stopie nominalnej, wynoszącej 10% (10 zł odsetek / 100 zł kapitału do dyspozycji). Ale jeśli od tego samego kredytu dodatkowo klient musi zapłacić prowizję, powiedzmy w wysokości 2%, uiszczaną z góry, to jego RRSO rośnie do 12,24%, podczas gdy nominalna roczna stopa oprocentowania pozostaje na tym samym, dziesięcioprocentowym poziomie.

Warto zauważyć, że RRSO po wprowadzeniu prowizji nie wzrosła do 12% (10% odsetek + 2% prowizji), ale do 12,24%. Stałoby się tak, gdyby założona prowizja płatna była z dołu, po okresie kredytowania, czyli u nas po roku (co w praktyce się nie zdarza; co najwyżej bank może ją skredytować). Przykład uwypukla coś, o czym często zapominamy porównując koszty kredytów i pożyczek, coś, co RRSO w przeciwieństwie do stopy nominalnej bierze pod uwagę, mianowicie fakt, że z punktu widzenia faktycznych kosztów naszego kredytu istotne jest nie tylko to, ile płacimy, ale też to, kiedy płacimy. Gdyby w naszym prostym, wyjściowym przykładzie kredytu bez prowizji, 10% odsetki płatne były z góry (a nie, jak wcześniej zakładaliśmy, z dołu), RRSO tego kredytu wzrosłaby z 10% do 11,11% (10 zł odsetek / 90 zł kapitału do dyspozycji). Wskaźnik RRSO jest bowiem wyliczany w stosunku do kwoty otrzymywanej, kwoty, która pozostaje nam do dyspozycji po odjęciu wszystkich opłat ponoszonych z góry, a nie w stosunku do kwoty nominalnej kredytu.

To druga według mnie z kluczowych różnic pomiędzy stopą nominalną, a stopą rzeczywistą. Co ciekawe, choć banki, zobligowane są do informowania klientów zainteresowanych kredytem konsumenckim o wysokości RRSO, nie wiemy, o jakiej RRSO bank nas informuje. Może się bowiem okazać, że jeden kredyt ma więcej niż jedną RRSO. Wynika to z zasad matematyki. Wyliczanie RRSO jest szukaniem rozwiązania wielomianu n-tego stopnia, który ma tyle rozwiązań, ile razy w ciągu okresu kredytowania dochodzi do zmiany znaku w przepływach gotówkowych związanych z kredytem. Jeśli kredyt jest wypłacany jednorazowo (dodatni przepływ), a później regularnie spłacany w ratach (ujemne przepływy), mamy do czynienia z jedną zmianą znaku przepływów pieniężnych (z plusa na minus). Jeśli jednak kredyt jest wypłacany w kilku transzach (z których każda to dodatni przepływ), pomiędzy którymi występują okresy spłat (ujemne przepływy), prawdopodobnie samych tylko odsetek, bo spłata kapitału objęta jest karencją do wypłaty ostatniej transzy kredytu, to mamy do czynienia z więcej niż jedną zmianą znaku przepływów pieniężnych kredytu i więcej niż jedną RRSO. To, którą z nich klientowi przedstawi instytucja finansowa jest jej tylko znaną tajemnicą, ustawa bowiem tego nie precyzuje.

dr Wiktor Cwynar, Wicedyrektor Instytutu Badań i Analiz Finansowych WSIiZ

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.