Strach rodzić na Podkarpaciu?

Wskaźnik umieralności spadł w ciągu 12 lat w Polsce z 10,8 promila do 6,8 i według prognoz w ciągu 3 najbliższych lat ma obniżyć się jeszcze do poziomu 6 promili. Fot. Bogdan Myśliwiec

PODKARPACIE. W ubiegłym roku w całym kraju w trakcie porodu lub krótko po nim zmarło 2817 noworodków.

Z danych przedstawionych w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie za ubiegły rok wynika, że w Polsce wciąż nie udaje się uratować życia setkom noworodków. W województwie świętokrzyskim i na Podkarpaciu sytuacja jest niestety najgorsza. W obu tych regionach zmarło w 2010 roku ponad 200 nowo narodzonych dzieci.

Choć życia żadnego dziecka nie da się przeliczyć na liczby, to jednak właśnie dzięki statystykom wiemy, czy sytuacja na polskich oddziałach położniczo – ginekologicznych poprawia się i czy ciężarne mają w Polsce takie same szanse na bezpieczny poród jak kobiety w zachodniej części Unii Europejskiej.

Z danych opublikowanych przez Rzeczpospolitą wynika, że sytuacja w Polsce poprawia się, bo o ile rok temu zmarło podczas porodu lub krótko po nim 2817 noworodków, to rok wcześniej takich zgonów było aż 3014. Liczby te trzeba jednak zawsze zestawiać z porodami, które zakończyły się szczęśliwie i właśnie lekarze i demografowie dzięki takim porównaniom obliczają promil, który jest ważnym wskaźnikiem rozwoju cywilizacyjnego.

Średnio w krajach Unii Europejskiej promil ten wynosi poniżej 6. W Polsce w 2010 roku wyniósł 6,8. Co oznacza, że na 1000 porodów zmarło 7 dzieci. Najgorzej sytuacja wygląda w województwie świętokrzyskim, gdzie na 12,5 tys. porodów zmarło 113 dzieci, co daje niechlubny wynik 9 promili. Drugie pod względem porodów zakończonych śmiercią dziecka jest niestety Podkarpacie – 7,3 promila. Wśród województw, które mogą się pochwalić najlepszymi wynikami są natomiast: podlaskie – 5,8 promila, opolskie – 6,1 i łódzkie – 6,2.

A czym specjaliście tłumaczą te dysproporcje i dlaczego w ogóle w XXI wieku dzieci umierają podczas porodu?

- Wciąż wiele dzieci rodzi się z bardzo niską wagą lub długo przed planowanym porodem – wyjaśnia dla Rzeczpospolitej prof. Ewa Helwich, krajowy konsultant ds. neonatologii. – Wśród noworodków, które ważyły poniżej500 gramów, nie udaje się przeżyć co drugiemu dziecku.

Na ratowanie ciąż zagrożonych wpływ ma jednak przede wszystkich dostęp ciężarnych do szpitali o najwyższych stopniu referencyjności. Jeszcze 10 lat temu do szpitali specjalistycznych trafiała w Polsce zaledwie co trzecia ciężarna z wysokim zagrożeniem ciąży. Teraz już co druga. Dla porównania, w Szwecji aż 90 proc. ciężarnych, które tego wymagają, są objęte opieką najlepszych specjalistów. Szpitale jednak z roku na rok zyskują coraz lepszy sprzęt i dlatego jest nadzieja, że coraz więcej porodów będzie kończyć się szczęśliwie zarówno dla matki, jak i dla dziecka.

Małgorzata Rokoszewska

do “Strach rodzić na Podkarpaciu?”

  1. Stefan

    Wybudujmy jeszcze siedem nowych szpitali w Rzeszowie, wyposażmy z najnowocześniejszy sprzęt i nic to nie da. Sprzęt bedzie pracował po 3-4 godziny dziennie, lekarze będą prowadzić płatne badania na bezpłatnym sprzęcie, a kto nie zapłaci to i tak wyląduje na końcu kolejki lub będzie traktowany jak zbędne koło u woza. Widać jak na dłoni, że topienie kasy w tzw. służbie zdrowia nie ma sensu.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.