Stracił auto za ćwierć miliona i jeszcze dostał wyrok

Luksusowe auta sportowe marki maserati cieszą się dużą renomą wśród amatorów motoryzacji. Fot. Archiwum

DĘBICA. Dębiczanin stracił dużo pieniędzy przez swoją naiwność.

34-letni Robert P. z Dębicy chciał tylko sprzedać luksusowy samochód sportowy sprowadzony zagranicy. Nie tylko stracił auto warte 250 tys. zł, ale został skazany i dał 36 tys. złotych łapówki, którą nic nie załatwił.

34-letni Robert P. miał do sprzedania luksusowe auto sportowe marki maserati. Piękny wóz sprowadzony z zagranicy wart był prawie 260 tys. złotych. Tyle, że w Dębicy nie było zbyt wielu chętnych na zakup takiego auta. Mężczyzna znalazł więc pośrednika. Tu na scenę wkracza 55-letni Marek D. Z Gdańska. Zaoferował on sprzedaż samochodu za prowizję wysokości 26 tys. zł (10 procent wartości pojazdu).

Transakcja życia
Zaliczka miał być płatna z góry. Robert P. zapłacił i auto trafiło na wybrzeże gdzie Marek D. miał znaleźć kupca. Jak nietrudno się domyśleć Marek D. ani auta nie sprzedał ani zaliczki nie zwrócił, ale za to zaoferował Robertowi P. „genialne” rozwiązanie problemu. 34-letni dębiczanin miał zgłosić kradzież auta na policji w Radomiu. W ten sposób dębiczanin miał dodatkowo zarobić na aucie z tytułu odszkodowania za fałszywą kradzież.

Sprawa się rypła
W przyrodzie rzadko możliwa jest sytuacja aby „zjeść paczka i mieć pączka”. Misterny plan nie wypalił, bo radomscy funkcjonariusze nie byli w ciemię bici i zwietrzyli podstęp. Przyłapali dębiczanina, kiedy wyjeżdżał z parkingu mercedesem. Tymczasem chwile przedtem zeznał, że do Radomia przyjechał maserati, który został skradziony. Robert P. przyznał się do kłamstwa.

Marek D. obiecuje pomoc  
Dębiczanin zadzwonił po poradę do gdańskiego handlarza aut, który zaoferował chętnie pomoc. Marek D. powołał się na znajomości w radomskiej policji i prokuraturze i miał sprawę wyciszyć. Wszystko jednak kosztuje, gdańszczanin twierdził, że musi dać łapówki w Radomiu i zażyczył sobie na ten poczet 36 tys. zł. Robert P. po raz kolejny zaufał gdańszczaninowi.

Pomoc nie nadeszła
Dębiczanin przekazał pieniądze na łapówki, jednak nic nie uzyskał. Został uznany za winnego składania fałszywych zeznań i ukarany grzywną. Natomiast Marek D przepadł. Nie odbiera telefonów i nie wiadomo gdzie przebywa. Wraz z 55-letnim gdańszczaninem pod ziemie zapadło się auto za ponad ćwierć miliona złotych, 26 tys. zł zaliczki i 36 tys. złotych na rzekome łapówki. W sumie dębiczanin jest o ponad 300 tys. zł „do tyłu” na swojej znajomości z Markiem D. Robert P. sprawę w końcu zgłosił w dębickiej prokuraturze, która wszczęła śledztwo. Marek D. jak dotychczas jest nieuchwytny, został za nim rozesłany list gończy.

Artur Getler

do “Stracił auto za ćwierć miliona i jeszcze dostał wyrok”

  1. Robert

    Źle zrobił szkoda tylko samochodu. Sam z chęcią zostałbym właścicielem Maserati.

  2. K.Bimbała

    Głupich nie sieją , tylko się sami rodzą.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.