Straciła przez niego męża i prawie straciła syna

Niedoszły bratobójca po 10 latach pobytu w więzieniu za zabójstwo ojca może trafić za kraty na kolejnych kilka lat. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Zafascynowany Breivikiem 31-latek nie jest chory psychicznie, ani upośledzony umysłowo. Zdaniem biegłych, ma jednak osobowość dyssocjalną.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu dobiega końca proces 31-latka, którym po tym, jak po 10 latach pozbawienia wolności za zabójstwo ojca wyszedł na wolność, o mało nie pozbawił życia swojego młodszego brata. W środę swoje zeznania złożyła matka mężczyzn. To na jej oczach rozegrała się mrożąca krew w żyłach próba bratobójstwa.

Na ławie oskarżonych 31-letni Bartłomiej Z., na ławie dla oskarżyciela posiłkowego 27-letni Adam Z., a pośrodku, przy podeście dla świadków, 66-letnia matka obu mężczyzn.

Trudno sobie nawet wyobrazić dramat kobiety, która całe życie poświęciła rodzinie, urodziła sześcioro dzieci i teraz, aby upomnieć się o sprawiedliwość dla jednego z synów, musiała stanąć na przeciw drugiego.

- Z Bartkiem kłopoty były już od dziecka – mówiła spokojnym, smutnym głosem 66-letnia mieszkanka Padwi Narodowej. – 10 lat syn był w więzieniu po tym jak zabił ojca. Wrócił 18 grudnia ubiegłego roku, po odbyciu całej kary. Przyjęliśmy go, a kilka dni później usiedliśmy razem do wigilijnej wieczerzy. Syn w sumie nie chciał z nami usiąść, bo twierdził, że on jest już innego wyznania, ale udało mi się go przekonać, że to jest zwykła kolacja.

Mnie nie groził, ale chciał dostać spadek po ojcu
Kobieta, która początkowo skorzystała z prawa do odmowy zeznań w procesie bliskiej jej osoby, w trakcie procesu zmieniła jednak zdanie i zdecydowała się opisać zdarzenie, którego była naocznym świadkiem.

- To było 9 stycznia. Poszłam już spać, gdy nagle obudził mnie krzyk. To syn Adam krzyczał: mamo!, mamo!. Zerwałam się i zobaczyłam jak Bartek dusi Adama w przedpokoju. On był w jakimś szale, wyzywał Adama: ty k…, ty ch…, atakował go, a ja stanęłam jak sparaliżowana i nie wiedziałam co mam zrobić. Dopiero jak Adam krzyknął, żebym otworzyła drzwi wyjściowe to ocknęłam się. Otworzyłam te drzwi, a oni wytoczyli się na podwórko. Wybiegłam za nimi i próbowałam odciągnąć Bartka, uderzałam go po ręce, żeby puścił brata. W pewnym momencie Bartek oderwał się od Adama i młodszemu z synów udało się uciec do sąsiada. Byłam przerażona, wróciły do mnie wspomnienia sprzed 10 lat. Wybiegłam na drogę i czekałam aż przyjedzie policja i pogotowie – mówiła kobieta.

To był najostrzejszy nóż, jaki mieliśmy
Matka mężczyzn wróciła do domu dopiero, gdy pogotowie zabrało jednego syna, a policja drugiego. Wtedy zobaczyła, że w mieszkaniu jest krew na łóżku, na którym leżał młodszy syn, krew była także na podłodze, w przedpokoju na ziemi leżał jej zakrwawiony nóż kuchenny.

- Nogi się pode mną ugięły jak zobaczyłam też nóż – mówiła doświadczona przez wyrodnego syna kobieta. – Zrozumiałam, że Bartek nie tylko dusił Adama, ale że zaatakował go nożem. – To był najostrzejszy nóż, jaki mieliśmy.

66-latka zapytana o to, czy jej zdaniem Bartek chciał Adama zabić, czy tylko nastraszyć, albo okaleczyć, spuściła głowę i powiedziała, że nie umie tego ocenić. – Nie wiem, po prostu nie wiem – odpowiedziała.

Osiem ran, wśród nich także śmiertelne
Oprócz matki oskarżonego i pokrzywdzonego, sąd przesłuchał także biegłego z grupy psychiatrów, którzy przygotowali opinię dotyczącą Bartłomieja Z., a także biegłego chirurga, który przygotował opinię dotyczącą obrażeń pokrzywdzonego.

Zespół psychiatrów orzekł, że 31-latek nie jest chory psychicznie, nie jest także upośledzony umysłowo, ich zdaniem jego osobowość jest jednak dyssocjalna. Sąd zdecydował, że zanim wyda wyrok w tej sprawie, skieruje oskarżonego jeszcze na 4-tygodniową szpitalną obserwację psychiatryczną.

Bardzo istotną opinię zaprezentował biegły chirurg. Lekarz na podstawie materiału dowodowego oraz karty leczenia szpitalnego ocenił obrażenia poszkodowanego. Opisał osiem ran, których doznał Adam Z. Jego zdaniem trzy z nich realnie zagrażały jego życiu, a w przypadku, gdyby nie został natychmiast operowany, przyczyniłyby się do jego śmierci przez wykrwawienie i wylanie się treści jelita cienkiego.

Na następnej sprawie skład sędziowski przewiduje zamknięcie przewodu sądowego i ogłoszenie wyroku.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.