Straż Miejską czas zlikwidować

- Tarnobrzeska Straż Miejska rok temu dostała ultimatum od prezydenta: Albo zintensyfikuje swoją działalność, albo będzie likwidacja. Jak widać, strażnicy wzięli to sobie do serca. Fot. Bogdan Myśliwiec

STALOWA WOLA. Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli: – Przez likwidację straży miejskiej, poziom bezpieczeństwa w mieście się nie zmniejszył. Po co więc płacić za coś, co nic nie daje?

Wysyp wniosków o likwidację straży miejskich i gminnych, nie jest wcale pochodną tzw. ustawy fotoradarowej, według której samorządowi rewizorzy prawa mieli stracić na wpływach z mandatów, a przez nich samorządy, które je powołały. Nic bardziej mylnego. Straże miejskie i gminne, według wersji z początku ich istnienia, muszą przejść do lamusa.

Tam gdzie są potrzebne, będą do chwili zakończenia misji. Który samorząd stać, będzie je miał. Ostatecznie bogatemu nikt nie zabroni.

Wcale nie bogate samorządy powoływały policje municypalne na początku obecnej samorządności. Na ów czas skończyły się czasy ORMO, którego aktywiści nakładali mandaty na śmieciarzy i ociągających się z odśnieżaniem chodnika przy domu, a policja, która wykluwała się z milicji, czyściła ręce od takich zadań. Czyściła do tego stopnia, że została luka. Luka mieściła się między porządkiem i bezpieczeństwem. Połowa wywalonych z pracy milicjantów, którym zresztą dobrze się żyje na emeryturkach mundurowych, śmiała się z tego, że nikt za nich brudnej roboty nie odwali. Ci, którzy zostali w nowej służbie, nie mieli głowy i rąk do zajmowania się porządkiem. Byli od bezpieczeństwa, które wtedy bardzo kulało. A mandaty za śmiecenie, złe parkowanie i nie odśnieżanie trotuarów, trzeba było wypisywać. I te zadania przejęły na siebie straże miejskie.

Samorządowi Batmani

- Chodziliśmy jak jacyś Batmani, bo to był nowy mundur, a wtedy mundurów jeszcze każdy się bał – mówi dzisiaj jeden z pierwszych strażników miejskich. I wena ustawodawcy, który w samorządowej czkawce dopuścił jakąś mundurową formację, nie rozwinęła się. Mieszkańcy przestali się jednak bać nowych mundurów, a i nowi policjanci zaczęli się obawiać o swoją służbową przestrzeń. Straże municypalne znalazły się w próżni, którą doskonale charakteryzuje pewien przypadek.

Krasula leżała na torach, a mundurowi się kłócili

W jednym z podkarpackich miast, pod zamknięty – na szczęście – przejazd kolejowy, podeszła krowa. Krasula z wszystkimi innymi poczekała na przejazd pociągu, ale w przeciwieństwie do pozostałych, na przejeździe została. I wtedy rozpoczęło się dzwonienie między policją i strażą miejską. Dylematem było, czy łaciate stworzenie zagraża porządkowi, czy bezpieczeństwu? Za pierwsze odpowiada straż gminna, za drugie policja jak najbardziej państwowa. Żeby skończyć wątek, krowę odprowadzili strażnicy, bo komendant policji zadzwonił do prezydenta miasta i nakazał mu „usunięcie zwierzęcia”. I takie ich były zadania.

Wskutek parlamentarnych znajomości, zadania straży municypalnych rozrastały się. Jednak mimo władczych zapędów niektórych włodarzy miast, nigdy nie równały się zadaniom policyjnym. Były, i są zresztą, próby wystawiania wspólnych patroli, ale mają się one nijak do rzeczywistości. – Patrol jest traktowany tak, jak wyjście na akcję. W razie zagrożenia, mój człowiek „rzuca się w dym”, a strażnik co najwyżej może dzwonić po pomoc do nas, bo nic innego mu nie wolno. Pieprzę taką asystę – szeptał dziennikarzom komendant policji w naszym dużym mieście, gdy radni uchwalali nowe zadania strażników.

Mimo rozrostu zadań, najczęściej przypisywanych przez władze samorządowe, rola „municypalnych” malała. Naród pojął, że panowie w granatowych mundurach są urzędnikami. I tak w istocie jest. Jak jakiś wójt chce na swojej drodze sprawdzić, czy wszyscy jeżdżą z właściwą prędkością, to nie musi urzędnika ubierać w mundurek, tylko każe mu stawiać zakupiony radar i łupić haracze z niepokornych, ile wlezie. A że prawodawca chciał się podlizać samorządom i swego czasu dał prawo zbierania haraczu z kierowców którym się spieszy, to już inna sprawa. Szybko wykorzystali to strażnicy i zrobiła się jatka. Bo podobno nie wykonują żadnych zadań porządkowych, tylko łapią, i łapią. Jasne jest, że wpływami do gminnego budżetu próbują ratować swoją pozycję. Czyżby na przekroczeniu prędkości złapali kogoś ważnego, że rozpoczęła się ogólnokrajowa nagonka na municypalnych?

Cztery lata temu zaoszczędzili milion

- Gówno prawda o tych radarach miejskich – rzecze emerytowany policjant, który miał „swój czas” w straży miejskiej. – Rząd ratuje się przed plajtą i obciął wszystkim dotacje. Samorządy siłą rzeczy muszą zwalniać urzędników, bo to najdroższy element samorządności. A straże miejskie są w tej sytuacji pod ręką. Wystarczy powiedzieć, że nic nie robią i czekać na oklaski. I swoją drogą, wydaje mi się, że czas samorządowych służb mundurowych już minął.

Na Podkarpaciu mamy 22 straże miejskie i gminne. Byłoby ich więcej, ale cztery lata temu Stalowa Wola, która jedna z pierwszych w Polsce powołała straż miejską, z usług policji municypalnej zrezygnowała. Wypowiadającym umowę był prezydent Andrzej Szlęzak, który długo włóczył się ze strażnikami po sądach, ale swego dopiął.

- Gdybym teraz miał podejmować taką decyzję, byłbym jeszcze bardziej zmotywowany – tłumaczy gospodarz Stalowej Woli. – Przez likwidację straży miejskiej, poziom bezpieczeństwa w mieście się nie zmniejszył, a mam wrażenie, że stało się wręcz przeciwnie. Po co więc płacić za coś, co nic nie daje?

Największą jednostkę straży miejskiej na Podkarpaciu ma Rzeszów. Liczy ona 67. strażników, którzy kosztują miasto 3,7 mln. zł rocznie. Rzeszowski strażnik miesięcznie zarabia średnio 3.600 zł brutto.

Jerzy Mielniczuk

do “Straż Miejską czas zlikwidować”

  1. ZOI

    rozwijać i dac więcej uprawnien żeby dostosować do nowych potrzeb , bo dziadostwa jest coraz więcej

  2. Borjan

    11 mandatów za psie kupy za cały rok !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Buhahahaha śmiech na sali .Skoro chłopcy ze straży miejskiej nie potrafia zaprowadzic porządku z psimi kupami ,a przecież straż miejska została powołana po to by właśnie stać na straży porządku publicznego więc niech sprząta te niespodzianki z naszych chodników .Może wtedy by uniknąc sprzątania wezmą sie za to by wyeliminowac problem psich kup na chodnikach ;)

  3. ww

    witam, jak to możliwe, że w rzeszowie kolesie wypisuja mandaty za złe parkowanie kiedy sami łamią przepisy parkując auta w niedozwolonych miejscach, łamiąc zakazy ruchu ??????????

  4. ewa

    Nie lepiej te pieniądze dać policji?
    wypisują tylko mandaty a jak jest rozróba to dzwonią po policję. więc jaki sens to trzymać?

  5. roman

    musimy pracowac do 67 roku zycia aby straż miejska miała „godne” emerytury.
    Te ch …. e przeciez sami na siebie nie urobią …. :?

  6. ROMAN

    kolejna służba nacisku na niewolników w rękach władzy którą należy utrzymywać a która nie robi tego na co nawet wskazuje jej nazwa czyli ” STAŻ MIEJSKA” – ma to być straż – a co jest – kgrupa szwędacz i darmozjadów kręcąca się i jeżdźąca samochodami w ścisłym centrum – pilnująca ratusza i pisząca mandaty przy zamku – placu farnym – do natychmiastowej likwidacji

  7. komar

    Od początku straż miejska zajmuje się nie tym co trzeba. Zgadzam się z opinią Prezydenta. Zamiast pilnować porządku panowie tylko wymyślają jakby zarobić na kierowcach. Moim zdaniem powinno się ich zlikwidować, a pieniądze na utrzymanie przekazać Policji.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.