Strażacy ratowali topielca w Wisłoku. ZDJĘCIA

Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. Kilkudziesięciu ratowników oraz kilka wozów strażackich podjęło akcję ratowniczą na brzegu Wisłoka.

Temperatura powietrza nie przekraczała 2 stopni Celsjusza na plusie. Mężczyźni bezradnie machali rękami, chwilę wcześniej wpadli do lodowatej wody w Wisłoku. Na pomoc pośpieszyli im natychmiast strażacy i ich uratowali. Mężczyźni otrzepali się i… wskoczyli ponownie do lodowatej wody. Wariaci? Nie. Na szczęście były to tylko ćwiczenia strażaków, a mężczyznami wpadającymi do wody było dwóch doświadczonych nurków, w specjalnych kombinezonach, które powodują, że człowiek nie wychładza organizmu.

We wtorek (29 stycznia), tuż przy wypożyczalni sprzętu wodnego w Rzeszowie, strażacy ćwiczyli różne warianty ratowania ludzi z wody. Jak podkreślali ratownicy, człowiek, który wpadnie do przerębli, praktycznie nie ma żadnych szans na wydostanie się o własnych siłach z wody. Jeżeli woda ma kilka stopni Celsjusza, człowiek jest w stanie wytrzymać w niej około godziny. – Woda ochładza organizm człowieka 20 razy szybciej niż powietrze – mówi jeden z obecnych na ćwiczeniach strażaków.

Cztery fazy hipotermii
Prawidłowa temperatura ciała człowieka to 36,6 °C. Gdy spada ona do 34–35 °C to znaczy, że mamy do czynienia z pierwszym stopniem hipotermii. Kolejny przedział to 30–34 °C, wówczas topielec czuje m.in. ból z powodu zimna, ma skurcze mięśni i zachowuje się apatycznie. Przy trzecim stadium, a więc temperaturze ciała 28-30 °C człowiek powoli traci świadomość. Poniżej temperatury 28 °C następują całkowita utrata świadomości.

Człowiek w lodowatej wodzie bardzo szybko traci siły, ale powinien walczyć, a nie poddawać się. Łatwo mówić siedząc w suchym i ciepłym pomieszczeniu, ale w zimnej wodzie powinno ograniczyć się ruchy do minimum i spróbować ustabilizować oddech. Bardzo ważny jest czas reakcji strażaków. Na szczęście posiadają oni specjalistyczny sprzęt, dzięki któremu na kilka sposobów mogą wyciągnąć topielca.

Na brzuchu siłą rąk
Gdy strażacy mają pewność, że lód jest gruby, wchodzą na zamarznięty akwen w dwóch z saniami. Jeden ze strażaków kładzie się na nich na brzuchu, a  drugi go ubezpiecza z tyłu popychając jednocześnie sanie, które są przymocowane do lin. Liny asekurują ratownicy, którzy stoją na brzegu. Gdy już strażacy znajdą się przy topielcu, ratownik leżący na brzuchu łapie go za ręce, a jego koledzy z brzegu wyciągają ich na brzeg. Poszkodowana osoba wyciągnięta z wody powinna być okryta kocami lub specjalną folią termoizolacyjną.

Strażacy podczas ćwiczeń pokazywali także jak wyciągnąć z wody osobę, kiedy lód jest cienki. Wówczas dla bezpieczeństwa na zamarznięty akwen wchodzi tylko jeden strażak także leżąc na brzuchu, na saniach. Ma asekurację, ale nie ma kto go pchać. Jak w takim razie porusza się? W obydwu dłoniach trzyma tzw. raki, czyli duże szpikulce, które na przemian wbija w lód i podciąga się. Podczas ćwiczeń jeden z ratowników w połowie drogi do topielca stracił siłę i pod koniec trudno było mu doczołgać się na saniach do niego. Jak prawidłowo trzeba się poruszać na lodzie pokazał z kolei st. kpt. Grzegorz Wójcicki z rzeszowskiej straży pożarnej. Dotarł do “poszkodowanego” nurka dwukrotnie szybciej niż jego kolega, bo zastosował inną technikę i miał zdecydowanie więcej sił.

Grzegorz Anton

do “Strażacy ratowali topielca w Wisłoku. ZDJĘCIA”

  1. Dziadek

    „Stachu” błąd w wyrazie późno. Powtórz sobie zasady ortografii !!!

  2. stach

    Cwiczenia cwiczeniami a jak by się ktoś topił to i tak będzie za pużno na uratowanie.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.