Strumyk walczy. Jak długo jeszcze?

Piłkarze Strumyka jesienią mają niewiele powodów do radości.

Piłkarze i trener beniaminka nie dopuszczają do siebie myśli o spełnieniu czarnego scenariusza.

- Nie wyobrażam sobie, że nie dokończymy rozgrywek – mówi stanowczo Marcin Wołowiec, trener Strumyka. Ale nad klubem z Malawy wciąż wiszą ciemne chmury.

Działacze Strumyka, zdesperowani i zmęczeni walką z radnymi gminy Krasne o pieniądze potrzebne na remont boiska, zdecydowali się na krok ostateczny: wycofanie zespołu z rozgrywek III ligi. W ten weekend piłkarze wybiegną jeszcze na murawę, pod koniec następnego tygodnia ma dojść natomiast do rozmów ostatecznych. Szefowie klubu zaproszą do siebie wójta gminy Krasne i radnych, którzy głosowali przeciwko dofinansowaniu remontu stadionu Strumyka. Spotkanie może przerodzić się w swoistą manifestację, niewykluczone, że w obronie klubu staną rodzice dzieci kopiących piłkę w Malawie.

Przyjemnie nie jest

- Mamy trzy grupy młodzieżowe, na zajęcia przychodzi nawet po 20 chłopaków. Chyba dobrze, że nie przesiadują przed komputerem? – pyta Krzysztof Szymański, napastnik Strumyka i trener najmłodszych. Piłkarze starają się koncentrować na swojej pracy, ale przyznają, iż w gęstej atmosferze nie jest to łatwe. – Wesoło nie jest, jeśli dwa dni przed meczem dowiadujemy się, że to może być nasze pożegnanie z ligą. Nie do końca rozumiem całą tę sytuację, ale mam nadzieję, iż wszystko dobrze się zakończy. Wycofanie drużyny byłoby wydarzeniem bez precedensu – martwi się Szymański.

Kochani sąsiedzi
Jeśli czarny scenariusz się ziści, Malawa i Krasne dopiszą kolejny rozdział do mającego w Polsce bogatą tradycję sąsiedzkiego sporu. Konfliktu zasadzonego na zawiści, chorych ambicjach i nietolerancji. Dodajmy – opłakanego w skutkach. – Wierzę w to, że ludzie działający na niekorzyść Strumyka zreflektują się. Wiele rzeczy w futbolu widziałem, ale czegoś takiego jeszcze nie – przyznaje szkoleniowiec beniaminka Marcin Wołowiec. – Nie chcemy super szatni ani większego budynku klubowego. Chcemy tylko dobrej murawy. Czy to naprawdę tak wiele? – kończy.

A rachunki trzeba płacić…
W ostatniej kolejce piłkarze Strumyka przerwali serię sześciu meczów bez zwycięstwa, pokonując na wyjeździe Stal Sanok. – Nikomu nic nie chcieliśmy udowadniać. Mamy zespół co najmniej na środek tabeli, do meczu ze Stalą po prostu często brakowało nam szczęścia – opowiada Krzysztof Szymański, który zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. – Jeśli Strumyk zostanie wycofany z rozgrywek, zostaniemy na lodzie i przestaniemy zarabiać. A rachunki za gaz i prąd trzeba płacić.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.