Swoje trzeba wybiegać i podnieść

Fot. Wit Hadło

II LIGA. SZYMON GRABOWSKI, trener Apklan Resovii, o pracy wykonanej na obozie w Sanoku, planowanych wzmocnieniach i kapitalnej atmosferze panującej w drużynie.

– Co jest trudniejsze: tłumaczenie się po porażce czy wejście zimą na Połoninę Wetlińską?
– Akurat nie towarzyszyłem drużynie w tej wspinaczce, bo w związku z kursem trenerskim, musiałem być na Cracovii. Słyszałem jednak, że wszyscy dobrze się bawili. W okresie wzmożonego wysiłku trzeba zapewnić zawodnikom rozrywkę. Część chłopaków znalazła się w Bieszczadach pierwszy raz, być może nieprędko tu wrócą, choć widoki zapierały dech w piersiach. To była dla nich fantastyczna przygoda.

– Rozumiem, że zawodnicy są w formie? Nie muszą zbijać wagi, żeby prezentować tkankę tłuszczową zawodowca?
– Po urlopach nikt nie przytył, na obóz pojechaliśmy przebadani i wyglądaliśmy bardzo dobrze. Okres cięższej pracy dopiero się zaczął. Mam nadzieję, że będą nas omijać urazy.

– Piłkarze już teraz narzekają na ciężkie nogi…
– To niewdzięczny okres. Swoje trzeba wybiegać i podnieść. Jeśli narzekają, to za chwilę będą narzekać bardziej, bo od poniedziałku dokręcamy śrubę. Zmęczenie będzie się kumulować.

– Gdy się obejrzy film ze zgrupowania w Sanoku, widać same uśmiechnięte twarze. Resovia jest wolna od trosk?
– Jeśli chodzi o aspekty organizacyjne, to tak. Drużynie stworzono optymalne warunki, piłkarze myślą tylko o przygotowaniu do rundy. A przecież nie wszędzie jest kolorowo. Słyszymy, że jeden czy drugi klub z braku kasy nie pojechał na obóz, tu i ówdzie nie płacą na czas. Prezesi i trenerzy Resovii zachodzą natomiast w głowę, jak wzmocnić zespół.

– Ano właśnie. Kiedy poznamy nazwiska nowych piłkarzy, zwłaszcza tych ofensywnych?
– Lada dzień. Od poniedziałku trenować będą z nami dwaj środkowi pomocnicy, jeden z nich może grać też na skrzydle. Tradycyjnie największy kłopot jest z pozyskaniem napastnika. Byliśmy po słowie z zawodnikiem, który ostatecznie wybrał ofertę pierwszoligowca. Trudno mu się dziwić. Jesteśmy w takiej sytuacji, że musimy czekać na to, co zrobią kluby pierwszej ligi. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy.

– Niektórzy twierdzą, że sukcesem jest to, iż Resovia się nie osłabiła. Zatrzymaliście choćby Serhija Krykuna.
– Z tym zainteresowaniem naszymi czołowymi piłkarzami to nie taka oczywista sprawa. Do klubu nie wpłynęły żadne oferty. Obracamy się w sferze kuluarowych rozmów i medialnych doniesień. Najważniejsze, że sami zawodnicy Resovii nie szukają innego pracodawcy, nawet z wyższej ligi. Możemy więc spać spokojnie.

– Bramkarz Marcel Zapytowski to kandydat do gry już teraz czy jednak materiał na przyszłość?
– To i to. Nic nie stoi na przeszkodzie, by stanął między słupkami od pierwszej kolejki. Kapitalnie zapowiada się rywalizacja między Marcelem, Wojtkiem Danielem i Filipem Majchrowiczem. Co do Marcela – pamiętajmy, że jest młodzieżowcem i to dłużej, niż przez rok. To wielki atut.

– Pożegnaliście się z doświadczonym Dariuszem Frankiewiczem. Jesienią rzadko wstawał z ławki, ale w poprzednim sezonie był jednym z kluczowych piłkarzy.
– Decyzja o rozstaniu dojrzewała we mnie od jakiegoś czasu. Dokładnie analizowałem „za” i „przeciw”, brałem pod uwagę różne aspekty. „Franek” ostatnio grał mniej, ale był pod parą. Niestety, nie mogłem mu zagwarantować, że będzie łapał tyle minut, ile by chciał.

– Za Wami pierwszy tegoroczny sparing z Puszczą Niepołomice (1-1). Jest pan zadowolony z tego, co zobaczył na boisku?
– Owszem, choć popełniliśmy zbyt wiele indywidualnych błędów. Po serii takich pomyłek straciliśmy bramkę. Przyglądaliśmy się środkowemu pomocnikowi z trzeciej ligi. Wypadł korzystnie, niewykluczone, że dołączy do Resovii.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o