Szatnia jak ściany w domu

Fot. Stal Mielec
Fot. Stal Mielec

NICE I LIGA. Rozmowa z ARTUREM SKOWRONKIEM, nowym trenerem Stali Mielec.

– Której drużynie na mundialu, poza Polską, Pan kibicuje?
– Podoba mi się gra Hiszpanii, to jak prowadzi atak pozycyjny. Widać tam dużą powtarzalność, jest wymienność pozycji i sporo prostopadłych podań. Chorwacja z posiadania piłki też robi duży użytek. Z kolei Niemcy mają dobrą kontrę, ich przejście z obrony do ataku odbywa się na wysokiej intensywności. Może namieszają gospodarze, Belgia czy Anglia? Będę analizował mundial, bo jak każdy trener, zamierzam podpatrzeć najnowsze trendy. Piłka to prosta robota, lecz dziś o wyniku decydują detale. Na pewno będzie co oglądać i notować.

– A trenerzy? Czyja filozofia jest Panu najbliższa?
– Inspirujących trenerów nie zabraknie, ale najbardziej kibicuję Adamowi Nawałce. Miałem okazję przyglądać się z bliska naszemu selekcjonerowi i jego organizacja pracy robi duże wrażenie. To w jaki sposób rozwinął polską reprezentację – całościowo, ale też każdego zawodnika z osobna, pokazuje jak dobrego mamy selekcjonera. W grze drużyny widać pomysł. Potencjał został ukierunkowany na skrzydła i Roberta Lewandowskiego, który poza jakością ofensywną jest też liderem w grze defensywnej, daje sygnał do pressingu. Biało-czerwoni często grają wysokim pressingiem, po stracie piłki doskakują do przeciwnika, by ją odzyskać. Tak wygląda nowoczesny futbol.

– Myślałem, że może wskaże Pan Heimira Hallgrimssona z Islandii, który godził kiedyś pracę szkoleniową z prowadzeniem gabinetu dentystycznego. Panu też kiedyś brakowało kasy i musiał Pan podejmować ważne decyzje, by utrzymać rodzinę…
– Fakt, był trudny moment, stąd czasami złe decyzje z przyjęciem propozycji pracy w jednym czy drugim klubie. Jednak nie było aż tak źle, gabinetu dentystycznego nie musiałem otwierać (śmiech). Piłkarze z Islandii imponują sercem do walki i charyzmą. Tego można się od nich uczyć.

– Jutro gramy z Senegalem. Podziela Pan zdanie ekspertów, że to najważniejszy mecz i nie można go przegrać?
– Dobry wynik na starcie napędzi reprezentację. Ale na mundialu gra się trzy mecze grupowe, jest zatem możliwość wykaraskania się z ewentualnych problemów. Głęboko wierzę w zwycięstwo nad Senegalem. Polska posiada potencjał, żeby sprawić niespodziankę na tym turnieju. Często jest tak, że bramkarz i napastnik zapewniają wynik, a my na tych pozycjach posiadamy zawodników światowego formatu. Mam również nadzieję, że szybko wróci na boisko Kamil Glik, że rozpędzi się Piotr Zieliński.

– Zbigniew Smółka, pana poprzednik w Stali, pieklił się, gdy trawa przed meczem była nieodpowiednio przystrzyżona. Wypisz wymaluj, nasz selekcjoner. Pan ma podobnie?
– Staram się robić to, na co mam wpływ. Przyznaję – murawa to ważny detal, jeśli chcemy grać w piłkę. Jestem przekonany, iż znajdę wspólny język z gospodarzami boiska w Mielcu.

– Skoro wywołaliśmy do tablicy Smółkę… To on polecił Pana działaczom Stali, bardzo ciepło się o Panu wypowiadał już kilkanaście miesięcy temu, gdy obejmował pan Wigry.
– I za te szczere słowa bardzo mu dziękuję. Nie znamy się dobrze, nie mieliśmy okazji współpracować, ale na tej śląskiej ziemi zawsze z sobą zagadaliśmy, czasem kontaktujemy się telefonicznie. Szanujemy się, bo wyznajemy w życiu podobne zasady oparte na wzajemnej uczciwości.

– Smółka nie szczędził pochwał swoim piłkarzom, jednocześnie bardzo wiele od nich wymagając. Pan też zamierza trzymać szatnię w żelaznym uścisku?
– Dla mnie szatnia, to jak ściany w domu. Będę dążył do tego, żeby w Stali panowała atmosfera szacunku, uczciwości i pasji do tego co robimy. Jestem wymagającym trenerem. Lubię dyscyplinę, ale jak wspomniałem, najważniejsza jest uczciwość i gra w otwarte karty. Wierzę, że stworzymy przy Solskiego charakterny monolit. Dziś pierwsze zajęcia i zawodnicy dowiedzą się, czego będę od nich wymagać.

– Dlaczego Stal?
– Dlatego, że to klub mający duże aspiracje. W szatni już teraz są wartościowi piłkarze, z którymi można powalczyć o wysokie cele. To mnie interesuje, bo sam jestem ambitnym człowiekiem. Stal to dobry adres, nie mam co do tego wątpliwości.

– Dziennikarze z Suwałk opowiadali, że o Pana przenosinach zadecydowały głównie względy finansowe. To samo można wyczytać w oświadczeniu opublikowanym przez Wigry.
– Odpowiem tak: bardzo szanuję ludzi w Suwałkach i nie mam zamiaru odnosić się do tego oświadczenia. Jest ono bowiem mocno przekoloryzowane. Jestem zawodowym trenerem, kasa gra rolę, ale ci, którzy mnie znają, wiedzą, iż nie jest ona dla mnie najważniejsza. Cenię w życiu większe wartości niż pieniądze.

– Myśli Pan o tym, że niełatwo będzie panu wejść w buty Smółki, który otarł się o ekstraklasę?
– Nie mam żadnych obaw. Stal już teraz ma dobrych zawodników, a będzie jeszcze mocniejsza, bo pracujemy nad ciekawymi transferami. Zbyszek Smółka wykonał fantastyczną robotę, lecz to już historia. Trzeba myśleć o tym, co przed nami. I zrobić wszystko, żeby na koniec sezonu osiągnąć lepszy wynik niż ostatnio.

– A słyszał Pan, że mielecka publiczność jest szalenie wymagająca? Tam pielęgnuje się tradycję i wciąż nawiązuje do lat świetności. Piłkarzom ustawia się poprzeczkę bardzo wysoko, fani na każdym meczu śpiewają, żeby Stal zagrała jak za dawnych lat.
– I bardzo dobrze! Zresztą przy podjęciu decyzji o przenosinach do Mielca nie bez znaczenia było to, że trafię do utytułowanego klubu, dwukrotnego mistrza Polski. Podoba mi się, że kibice i działacze Stali pragną nawiązać do dawnych sukcesów, że jest ciśnienie na wynik.

– Apetyty zostały rozbudzone, biało-niebiescy mają walczyć o ekstraklasę już bez żadnego krygowania się.
– Budujemy ciekawy zespół, mamy stadion, kibiców, zaplecze treningowe – są argumenty, żeby mówić o awansie. Nie potrzebujemy pompowania balonu, chcemy po prostu sumiennie pracować na sukces. Jednak żeby o tym myśleć, już w pierwszej rundzie trzeba mocno punktować, by uzyskać dobrą pozycję startową do dalszej walki. Jesień będzie bardzo specyficzna, rozegramy aż 21 spotkań plus mecze pucharowe. Czasu na przygotowania nie ma zbyt wiele, w końcu mówimy o nowym projekcie – nowy trener i zawodnicy, zmieniona taktyka. Wierzę jednak, że wszystko od razu wypali.

– Jak bardzo zmieni się zespół?
– Przybędzie sześciu, siedmiu piłkarzy. Wśród nich na pewno znajdzie się nowy bramkarz i napastnik. Z Wigier dogrywamy dwóch dobrych zawodników, obrońca – młodzieżowiec i środkowy pomocnik. Plan też jest taki, by kadrę nieco odmłodzić.

– Słyszałem, że preferuje Pan grę ofensywną, wysoki pressing i grę bez piłki.
– Wszystkiego nie zdradzę, lecz prawdą jest, że opowiadam się za ofensywą. Pół żartem, pół serio powiem, że preferuję atak pod wszelką postacią z zachowaniem równowagi w obronie.

– Stal będzie Pana ósmym klubem. Dużo tego jak na 36-latka.
– Widocznie tak miało być. Może i to wszystko szybko się potoczyło, ale gdybym nie zdobył doświadczenia, zapewne byśmy nie rozmawiali, bo klub taki jak Stal, z aspiracjami, w ogóle nie rozważałby mojej kandydatury. Mogę powtórzyć za Michałem Probierzem: nieważne ile razy cię zwalniają, ważne jak często cię zatrudniają. Choć oczywiście stabilizacja jest pożądana i cieszy mnie, że w Mielcu podpisałem dwuletnią umowę. Chcę ją wypełnić.

– Gdzie zebrał Pan najcenniejsze doświadczenie?
– W każdym miejscu czegoś się nauczyłem. Jedne kluby były biedniejsze, inne bogatsze. Szatnia młoda albo bardziej doświadczona. Przeżyłem różnego rodzaju te lepsze i trudne momenty. Wzloty, ale też krytykę ze strony kibiców, mediów bądź działaczy. Uważam, że każde miejsce mnie rozwinęło, bo wyciągałem wnioski. Jestem młody i wiele jeszcze przede mną, ale myślę, że dzisiaj jestem już świadomym trenerem.

– Wielu trenerów nigdy nie dostaje szansy prowadzenia zespołu w ekstraklasie, Panu się udało, ale po drodze coś poszło nie tak. Co takiego?
– Wiem, gdzie popełniłem błędy, potrafię się do tego przyznać. Wielokrotnie opowiadałem o tym, co działo się w Pogoni Szczecin albo GKS-ie Katowice. Warto też pamiętać, że z Ruchu Radzionków, Widzewa Łódź i Wigier sam odszedłem. Lecz nie warto do tych historii wracać. Przyszłość jest ważniejsza.

– Jakieś zainteresowania poza futbolem?
– Lubię pograć w squasha czy tenisa, ale piłka zajmuje mi mnóstwo czasu. Każdą wolną chwilę poświęcam więc rodzinie. Mam fantastyczną żonę i synów w wieku 5 i 9 lat, którzy już kopią piłkę. Oczywiście na razie to zabawa.

– Do Mielca przenosi się Pan z rodziną?
– Wyznaję z rodziną zasadę, że dom to ludzie, a nie ściany, więc tak. Jednak bliscy dołączą do mnie w późniejszym okresie.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o