Szczupłemu złodziejowi dam pracę

Przyciśnięty do muru 32-latek przyznał się do wszystkiego i przy okazji wysypał wspólnika. Fot. Archiwum

KATY, NISKO. Gdy pracownik stacji paliw wychodzi pomóc klientowi, powinien najpierw sprawdzić, czy okienko w ubikacji jest zamknięte.

Łup przehulali co do grosza, a teraz muszą ponieść karę. Przyjdzie im też oddać pieniądze, które ukradli ze stacji paliw. Na razie obaj złodzieje skruszeli i obiecali poprawę. Może to tylko ucieczka przed tymczasowym aresztowaniem, a może kac po hulaszczych dniach.

Z tej kradzieży wnioski powinni wyciągnąć pracownicy wszystkich stacji paliw. Obsługa stacji w Katach przy trasie Rzeszów – Lublin, już wnioski wyciągnęła. Gdy któryś z pracowników wychodzi na zewnątrz, najpierw sprawdza czy okienko w ubikacji jest zamknięte.

Jak kraść, to tylko o północy

Przez to okienko złodziej wszedł do środka i ukradł 20 tys. zł z utargu. Akcję zaplanował 32-letni mieszkaniec Stalowej Woli. Pracował obok stacji przy krajowej „19″. Od czasu do czasu wpadał do sklepu na stacji po alkohol i nawet zdążył zaprzyjaźnić się z pracownikami. Zdążył też zauważyć, gdzie obsługa chowa koperty z dziennym utargiem. Najważniejsze dla niego było jednak spostrzeżenie, że o północy pracownik będący na nocnej zmianie wychodzi z budynku, by sprawdzić poziom paliwa w zbiornikach. Drzwi od budynku zamyka, ale ze względów zapewne higienicznych, zostawia otwarte okienko w ubikacji.

Stalowowolanin chciał zrobić skok sam, ale gdy się przymierzył do okienka, wyszło, że jest za duży. Wtedy rozpoczął poszukiwania szczupłego wspólnika. Szukał niedługo, bo od jakiegoś czasu pod wiejskim sklepem w Katach pijał piwo z osobnikiem, dla którego małe okienko było za obszerne. Najpierw chcieli okraść stację, gdyby ktoś podjechał zatankować gaz. Wtedy – tu uwaga! – pracownik obowiązkowo wychodzi ze stacji i osobiście uzupełnia gaz klientowi. Takie tankowanie trwa dłużej niż sprawdzanie poziomu paliwa w zbiornikach. Nikt jednak nie podjeżdżał samochodem z instalacją gazową, więc złodzieje zdecydowali się na okienko w ubikacji i równo o północy wynieśli kilka kopert z utargiem.

Biją się w złodziejskie piersi, aż echo niesie

Pieniądze podzielili po równo między siebie i zaczęli pić. Śladów prawie nie zostawili, ale policjantów zainteresowało, skąd nagle dwaj panowie, którzy częściej „pożyczali” na piwo, niż je stawiali, mają na trunki dla siebie i kolegów. Przyciśnięty do muru 32-latek przyznał się do wszystkiego i przy okazji wysypał wspólnika. Obaj biją się teraz w piersi i solennie obiecują, że co ukradli to oddadzą i już nigdy nie złamią siódmego przykazania.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.