Szkolnictwo wyższe wg “profesora” Tuska

Fot. Archiwum

Dzisiaj w ramach naszej akcji “Rozliczamy premiera Tuska z kłamliwych obietnic” przyglądamy się obietnicom poprawy kondycji szkolnictwa wyższego.  

Szkolnictwo wyższe w Polsce to w ciągu dwudziestu ostatnich lat jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się obszarów życia społecznego. Odsetek osób studiujących na uczelniach wyższych w Polsce, jest jednym z najwyższych w Europie. Wyprzedzają nas tylko takie kraje jak: Finlandia, Dania czy Słowenia. W ostatnich latach okazało się jednak, że rozwój ilościowy oraz instytucjonalny nie przyniósł oczekiwanych rezultatów jakościowych.

Te obiecywał w swoim expose z 2007 roku Donald Tusk: “Dobrze wykształcone młode pokolenie jest największą wartością Rzeczypospolitej. Dlatego będziemy zwiększać autonomię i konkurencyjność, również w odniesieniu do uczelni państwowych i niepaństwowych. Sposób finansowania szkolnictwa wyższego będzie promować kierunki studiów najwyższej jakości”. Premier obiecywał również, że sektor nauki i wiedzy będzie priorytetem w polityce prorozwojowej jego rządu. A co rzeczywiście zrobił?

W przyjętej rok temu nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym rząd PO-PSL zadecydował, że na koszt państwa będzie można ukończyć tylko jedne studia. Studenci, którzy rozpoczną w październiku 2012 roku studia dzienne na dwóch kierunkach, będą musieli za jeden z nich zapłacić. Co prawda ustawa nie zamyka drzwi do drugiego, bezpłatnego kierunku studiów, ale prawo do tego zachowają tylko najlepsi studenci. – Student, który na pierwszym roku studiów nie spełnił kryteriów otrzymywania stypendium rektora dla najlepszych studentów, może się liczyć z koniecznością opłaty za drugi kierunek studiów (nie wiadomo jeszcze ile), zgodnie z umową i na zasadach określonych przez senat uczelni – tłumaczy Bartosz Loba, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Takie rozwiązanie mają zapewnić 40 tys. dodatkowych miejsc na studiach bezpłatnych, ale pewne jest tylko jedno – ambitni i rządni wiedzy studenci stracą od tego roku możliwość zdobywania dodatkowej wiedzy.

Wykładowcom też się dostało    

Kolejnym kontrowersyjnym rozwiązaniem w ubiegłorocznej nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym jest ograniczanie pracownikom naukowym podejmowania dodatkowego zatrudnienia poza podstawowym miejscem pracy. Aby zatrudnienie takie podjąć, będzie trzeba mieć zgodę rektora macierzystej uczelni, co w oczywisty sposób sprawi, że jedni będą przez nich bardziej faworyzowani, a drudzy mniej. Ponadto w Polsce wciąż brakuje samodzielnych pracowników naukowych (dr hab. oraz profesorów tytularnych). – Wydaje się, że jest ich mniej więcej tylu (albo i mniej) ile jest etatów, jednak przy założeniu, że każdy z nich ma 2 etaty (zwykle państwowy i niepubliczny). Jeśli przymusowo każdy z nich miałby tylko 1 etat, to następuje deficyt na poziomie 50%. To oznacza, że 50% kierunków na polskich uczelniach nie będzie miało tzw. minimum kadrowego i będzie musiało upaść – twierdzi doktor habilitowany nauk politycznych Adam Wielomski. Jeśli rzeczywiście upadną to nie dlatego, że wyeliminował je rynek, ale dlatego, że zmieniły się przepisy! Taki może być skutek etatystycznej interwencji “liberalnego” gabinetu Donalda Tuska!

Mniej dla zdolnych

Zgodnie z przewidywaniami bolesna dla studentów okazała się zmiana zasad przyznawania stypendiów. Od 1 października ubiegłego roku stypendia sportowe i naukowe połączono razem w tzw. rektorskie, które może otrzymać tylko 10 proc. najlepszych na danym kierunku. Zmiana reguł nastąpiła w trakcie gry, przez co około 50 tys. w całej Polsce nie otrzymało stypendium, które należało im się na starych zasadach. Wpływ na to miała również kolejna zmiana, która od obecnego roku akademickiego ograniczyła uczelniom przeznaczanie na stypendia rektorskie dotacji stypendialnych do 40 proc. Resztę musi zostać przeznaczona na stypendia socjalne, dla niepełnosprawnych oraz na zapomogi. Chociaż pomoc materialna dla biedniejszych studentów również jest bardzo potrzebna, to nie może się odbywać kosztem tych zdolniejszych. Stypendium za dobre wyniki naukowe dla jedynie 10 proc. najlepszych na danym kierunku to zdecydowanie niesprawiedliwy system!

“Fabryki magistrów” pracują pełną parą

Liczenie doktorów i profesorów “na sztuki” i przyznawanie na tej podstawie uczelniom prawa do prowadzenia danego kierunku studiów i wydawania dyplomów doprowadziło do powstania wielu uczelni prywatnych nastawionych jedynie na zysk. Rocznie do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wpływa na nie kilkadziesiąt skarg, ale… takie “fabryki magistrów” działają nadal. Problem ten rozwiąże prawdopodobnie nadchodzący niż demograficzny, który sprawi, że na rynku uczelni prywatnych pozostaną tylko te najlepsze.

Skazani na bezrobocie

Premier Tusk obiecał promować wśród młodych ludzi “kierunki studiów najwyższej jakości”, tymczasem w roku akademickim 2011/2012 drugim najpopularniejszym kierunkiem, po budownictwie, było zarządzanie, które chciało studiować 28,5 tys. osób, a na czwartym miejscu znalazła się… pedagogika, z prawie 26. tys. kandydatami! Większość z nich czeka po studiach… bezrobocie, bo niż demograficzny drastycznie zmniejszy liczbę etatów w szkołach, (co nauczyciele odczuwają już dzisiaj), zaś ogromna popularność zarządzania, ekonomii czy administracji w poprzednich latach, niemal do minimum ograniczyła zapotrzebowanie rynku pracy na absolwentów tych specjalności. O jakości polskiego szkolnictwa wyższego najlepiej świadczy fakt, że dzisiaj co czwarty polski absolwent z tytułem magistra nie może znaleźć zatrudnienia!

Na peryferiach światowej nauki

O owocach reformy szkolnictwa wyższego świadczy również fakt, że wśród 500 najlepszych uczelni na świecie ciągle są tylko 2 polskie uniwersytety: Jagielloński i Warszawski (zajmują miejsca w czwartej setce). Biorąc pod uwagę sukcesy naszych studentów w międzynarodowych konkursach, a także dobrą renomę w świecie polskich naukowców, śmiało można powiedzieć, że barierą by nasze uniwersytety przebiły się do światowej naukowej czołówki ciągle pozostaje słabe zarządzanie, wynikające z polityki rządu. W 2010 roku minister szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka stawiała sobie za cel “aby za 5 lat co najmniej pięć polskich uczelni znalazło się w pierwszej setce rankingów europejskich”. Nie jesteśmy ku temu na dobrej drodze…

***

Pod pretekstem wyeliminowania patologii rząd Donalda Tuska de facto ograniczył możliwości edukacyjne zarówno studentom, jak i wykładowcom. Tym pierwszym poważnie utrudnił dostęp nie tylko do stypendiów, ale również do bezpłatnego studiowania na drugim kierunku. Tym drugim ograniczył natomiast działalność naukową do jednej uczelni, co jest sprzeczne z liberalną zasadą wolności pracy. Tak właśnie wygląda “zwiększanie autonomii i konkurencyjności” szkolnictwa wyższego zapowiadane przez Donalda Tuska w 2007 roku.

Już w weekendowym wydaniu Super Nowości rozliczymy rząd Donalda Tuska z kolejnych obietnic.

Cały czas czekamy na opinie Czytelników

– email: obietnicetuska@supernowosci24.pl , Tel. 17 852-55-55 w. 803
Zapraszamy również do śledzenia i komentowania naszej akcji na stronie www.supernowosci24.pl

Marcin Fisz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.