Szpital kontra lekarze w sądzie?

Klinika chirurgii ogólnej i onkologicznej wprowadziła bezwzględny zakaz odwiedzin pacjentów na oddziale. Nie przyjmują także nowych. Pacjenci, którzy nie wymagają hospitalizacji, wypisywani są do domu. Fot. Wit Hadło

Dyrekcja Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie rozważa wstąpienie przeciwko niektórym lekarzom na drogę prawną. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Zaostrza się sytuacja na linii dyrekcja szpitala – lekarze.

Dyrekcja Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie rozważa wstąpienia na drogę prawną w stosunku do lekarzy, których nieobecność na dyżurach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej w dniu 1 stycznia doprowadziła do tego, że lecznica nie tylko zmuszona została do zamknięcia drzwi gabinetu NIŚOZ przed pacjentami, ale trafiła na czołówki większości mediów w Polsce.

- Analizujemy, czy w związku z tym, że lekarze rezydenci nie zachowali miesięcznego okresu wypowiedzenia klauzuli opt-out wystąpimy na drogę prawną – powiedział Polskiej Agencji Prasowej zastępca dyrektora ds. klinicznych i lecznictwa Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego (KSW) nr 1 w Rzeszowie, Krzysztof Gutkowski.

Dyrekcja tłumaczy, że problemy zaczęły się pod koniec grudnia, gdy kilku lekarzy rezydentów odmówiło udzielania świadczeń w styczniu, argumentując ten fakt przystąpieniem do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej lekarzy rezydentów, przy czym żaden z lekarzy odmawiających świadczenia pracy nie złożył stosownego zawiadomienia o podjęciu takiej decyzji z miesięcznym wyprzedzeniem, do czego zobowiązywała ich umowa podpisana ze szpitalem. Żeby miesięcznie obsadzić ok. 1,3 tys. dyżurów lekarskich dyrekcja musi mieć przede wszystkim czas.

Konfrontacja nie jest dobrym rozwiązaniem dla żadnej ze stron
Sytuacją wydaje się zaskoczony Zdzisław Szramik, szef podkarpackich struktur Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wszystkie umowy klauzul opt-out, które były wypowiadane poprzez związek, na pewno składane były prawidłowo – mówi. – Uważam jednak, że jest to zwykła próba zastraszenia lekarzy. Nie sądzę, że ktokolwiek byłby na tyle nierozsądny, żeby robić coś wbrew prawu. My jako związek też mamy prawników i na pewno się tej sprawie przyjrzymy.

Szramik nie wyklucza, że sam zawiadomi prokuraturę, bo dochodzą go sygnały o brutalnych naciskach wywieranych na lekarzy, mających ich zmusić do pracy w zwiększonym wymiarze godzin. Tymczasem powinna to być dobrowolna zgoda. Jeżeli będę miał jednak potwierdzenie takich działań dyrekcji, jeżeli uzyskam pewność, że stosowany jest lobbing, to skieruję sprawę do prokuratury – mówi Szramik. I dodaje, że sygnały takie dostaje i z KSW nr 2, i nr 1. Mówi również, że kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która przeprowadziła kontrolę w szpitalu na jego interwencję potwierdziła wszystkie jego zarzuty w stosunku do pracodawcy.

- Niewolniczy system pracy polegający na zastraszaniu i zmuszaniu do pracy ponad siły, jaki jest stosowany szczególnie w stosunku do rezydentów, właśnie się skończył – mówi Szramik. – Jeżeli jeszcze dyrekcje szpitali zaczną zmuszać lekarzy do pracy na kilku oddziałach, żeby załatać braki kadrowe, to wszyscy złożą nie tylko wypowiedzenia klauzuli opt-out, ale wypowiedzenia z pracy. Oczywiście pacjenci nie muszą się martwić. Rząd zapewnia, że na nasze miejsce przyjadą lekarze ze Wschodu, najwyżej do ręki dostaną rozmówki ukraińsko-polskie – mówi kpiąco.

Anna Moraniec

do “Szpital kontra lekarze w sądzie?”

  1. Zosia

    Lekarze są największymi terrorystami. Im chodzi tylko o kasę. Nieważne: wiedza, kwalifikacje itd. Nich ci rezydenci pokażą co potrafią. Ja u takich drani nie chcę się leczyć.

    • On

      Jest Pani w błędzie- to lekarze i dyrektorzy szpitali doznają terroru ze strony rządu. Gdyby chodziło „o kasę” bardziej niż o inne sprawy, to już byli by za granicą- co zresztą niektórzy wybierają. Rezydenci pokazują co potrafią pracując na co dzień w szpitalach, poradniach, gabinetach lekarza rodzinnego, NPL. Nie ma Pani obowiązku się u nikogo leczyć- proszę z tego prawa korzystać dowolnie.

    • Jacek

      Na całe szczęście nie musisz się u nich leczyć. A jak będziesz zdychać w domu to nowi lekarze ze wschodu pokażą Ci co potrafią. Albo i nie pokażą, bo nie będzie miał kto Cię leczyć. Zejdź na ziemię. Praca do 48h tygodniowo to praca zgodna z kodeksem pracy. Zmuszanie do pracy ponadto jest niezgodne z prawem, czy Ci się to podoba czy nie.

    • ehhh...

      To się nie lecz, co za problem :V popracuj sobie przez 24h 3 razy w tygodniu i zobacz jakie to przyjemne :*

  2. maciek

    Dość wyzysku lekarzy , od okresu powojennego do dziś. Komuniści płacili mało ale pozwalali brać wziątka, sld, po, dziwki z psl-u oraz pisy nie robią nic, oni zawsze się jakoś poleczą.AS hołota niech zdycha , katabasy zarobia na pogrzebach i intencjach.

  3. Bodo

    Życzę wszystkim dużo zdrowia bo to co się dzieje w służbie zdrowia woła o pomstę do nieba.

  4. ROMAN

    A co to szpital nie umie policzyć ile potrzeba tych etatów – jak Pan dohtor ma pracowac te 48 godź i jak nie ma zastępcy no to co robi Dyrekcja szpitala no nic
    to łapanka : znachor- babka zielarka – uzdrowiciel- czarownik może być i indiański szman ostatecznie i weterynarz czyli kto sie nawinie obsadzić nocną zmianę i po problemie no i oczywiście odpowiednio zapłacić bo nikt za friko nie bedzie pracował nawet z tej ” łapanki „

    • ...

      Roman, jakie „friko”? O czym ty piszesz? Poza tym, jeżeli ktoś podpisuje umowę zlecenie i zobowiązuje się do pracy, a potem nagle ją zrywa bez zachowania okresu wypowiedzenia, bo coś, to wcale nie dziwię się dyrekcji. Nie to, żebym ją bronił, ale po prostu trzeba czytać co się podpisuje. I tyle.

      • Jacek

        Nie masz pojęcia o czym piszesz. Umowy rezydenckie to umowy etatowe, nie umowy zlecenie. Obowiązują na czas trwania specjalizacji. Opt-out jest DODATKOWĄ umową, do tego DOBROWOLNĄ którą można podpisać i WYPOWIEDZIEĆ zawsze, bez konsekwencji, z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Jeśli umowy opt-out zostały wypowiedziane przed 1 grudnia 2017 do z dniem 1 stycznia 2018 przestały obowiązywać i dyrekcja nie może na to nic poradzić poza poszukaniem osób do pracy w zastępstwie jeśli dyżury są nieobsadzone.

      • Pch

        Lekarze czytają co podpisują, po prostu mieli umowę zlecenie lub kontrakt , która po prostu skonczyla się z koncem grudnia , i jej nie przedłużył lub nie przystąpili do konkursu na nowy rok , mieli do tego pełne prawo , to dyrekcja nie zadbała aby odpowiednio wcześniej zapewnić obsadę na następny rok , a to co robi dyrektor to zaatraszanie . I tyle.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.