Szpital, nie kryzys

Andrzej Szymański chce wyprowadzić Stal na właściwe tory, ale trudno mu będzie to zrobić, jeśli nadal jego zawodnicy wciąż będą się leczyć.

Trudno krytykować trenera Szymańskiego za słabe wyniki, skoro nie ma kim grać.

Cztery porażki z rzędu piłkarzy Stali Sandeco Rzeszów mocno ostudziły apetyty biało-niebieskich, które sięgały nawet I ligi. Działacze, trenerzy i zawodnicy są bezradni, bo zespół nawiedziła plaga kontuzji. – W tej chwili ze złością i bezradnością możemy patrzeć na to, co się dzieje – mówi prezes Jacek Szczepaniak.

Trudno się z nim nie zgodzić, skoro do grona wcześniej kontuzjowanych (Krauze, Reiman, Margol, Czarny, M. Górecki, Jędryas, Krzysztof Hus oraz przemęczony Maca), dołączyli po meczu z Resovią kolejni zawodnicy – Konrad Hus i Jakub Górecki. – Do tego jeszcze za kartki wypada Piotr Duda. Łatwo policzyć, że brakuje nam co najmniej 10 piłkarzy, którzy w każdym meczu aspirują do miejsca w podstawowym składzie, a co najmniej połowa z nich może uchodzić za liderów poszczególnych formacji. Trudno zatem do trenera Andrzeja Szymańskiego mieć pretensje o słabsze wyniki, skoro na dobrą sprawę nie ma kim grać. – uważa nasz rozmówca.

Stołka się nie trzyma

Sam szkoleniowiec zapewnia, że nie jest zniechęcony ostatnimi niepowodzeniami i nadal wierzy, że jest w stanie sprowadzić zespół na właściwe tory. – Stołka jednak nie zamierzam się kurczowo trzymać. W takim klubie jak Stal, po czterech przegranych meczach z rzędu, trzeba się zastanowić co dalej. Jeśli zarząd uzna, że receptą na całe zło będzie zmiana szkoleniowca, to odejdę – stawia sprawę jasno Andrzej Szymański – Na pewno jednak nie brakuje mi motywacji i chęci, by wydźwignąć ten zespół. Stworzyłem tą drużynę według własnej koncepcji i gdyby nie plaga kontuzji, jej sytuacja byłaby zupełnie inna.

Zaniedbania wychodzą w sezonie

Tak wielka liczba kontuzjowanych piłkarzy w jednym okresie czasu, nasuwa dwa pytania. Czy zostali oni odpowiednio przygotowani do sezonu lub czy sami należycie podchodzą do swoich obowiązków (urazy mięśniowe często wynikają się ze złego prowadzenia samych piłkarzy)? – Zawsze jak jest źle, przyczyn takiego stanu najpierw szukam u siebie. Teraz też analizowałem czy przypadkiem nie przesadziliśmy z obciążeniami, czy chłopaki nie zostali zajechani? Uważam, że w przygotowaniach nie zostały popełnione błędy. Przyczyny urazów tych piłkarzy, którzy nie odnieśli ich na skutek starć z rywalami, leżą gdzie indziej. Wojtek Reiman zamiast latem odpocząć, jeździł na testy po innych klubach. Tomek Margol przyszedł do nas z zaległościami treningowymi i zimą nie zdążył ich nadrobić. Konrad Maca tylko trzy tygodnie trenował przed tym sezonem. Teraz to wszystko wychodzi. – uważa A. Szymański.

Szukanie pozytywów

Przed Stalą kolejne mecze, które odpowiedzą, czy będzie ona miała jeszcze jakiekolwiek szanse, by spróbować zrealizować swoje ambitne założenia. Tymczasem powiększająca się lista kontuzjowanych graczy, sugeruje raczej, że można się spodziewać kolejnych porażek biało-niebieskich. – Wszystko się może zdarzyć, ale trzeba szukać pozytywów. Nie możemy chodzić ze spuszczonymi głowami. Na najbliższy mecz powinni do gry być już gotowi Reiman, Maca, może Czarny. Na następną kolejkę szykowani są Krauze i Margol. Jak “wyzdrowiejemy”, to powinny się też poprawić i nasze wyniki. – zakończył szkoleniowiec.

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.