Tajemnica zamordowanej kobiety znalezione nad Wisłokiem

Fot. Wit Hadło

Śledczy mają do rozwikłania prawdziwą łamigłówkę. Kim była naga denatka znaleziona nad rzeszowskim zalewem?

W poniedziałek Super Nowości jako jedyne pisały o makabrycznym znalezisku przy ścieżce spacerowej, obok Lisiej Góry. W krzakach leżała naga, martwa kobieta. Teraz już wiemy, że została zamordowana, a być może, także zgwałcona. Kłopot w tym, że nie tylko nie wiadomo kto to zrobił, ale jak na razie nie udało się ustalić kim była denatka.
W ubiegły piątek (1 czerwca), w godzinach przedpołudniowych amatorzy przyrody postanowili zejść ze ścieżki spacerowej i rowerowej na trawę. Byli około 150 metrów od wypożyczalni sprzętu wodnego tuż obok Lisiej Góry, idąc w kierunku osiedla Zwięczyca. Pomimo padającego deszczu przeszli po rozmokłym terenie około 5 metrów i w pewnym momencie zauważyli w krzakach zwłoki. Widok był makabryczny, bo ciało znajdowało się w stanie znacznego rozkładu. Nie można było nawet rozpoznać twarzy, bo tak była przegniła.

Oględziny w deszczu

Na miejsce natychmiast pojechał radiowóz oraz strażacy i karetka. Dokładnie o godzinie 11.53 razem z fotoreporterem mijaliśmy wracających z miejsca zdarzenia strażaków oraz karetkę. – Nasze działania właściwie ograniczyły się jedynie do przyjazdu, ponieważ zwłok nie trzeba było wyciągać na brzeg – mówił nam w piątek st. kpt. Grzegorz Wójcicki, z Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.

Po chwili ścieżką dla spacerowiczów jechały praktycznie jeden za drugim nieoznakowane samochody policyjne zarówno z rzeszowskiej komendy miejskiej jak i komendy wojewódzkiej. Na miejscu oprócz funkcjonariuszy w mundurach zaroiło się od m.in. dochodzeniowców, kryminalnych oraz techników kryminalistyki. Cały czas padał deszcz, ale policjanci musieli i tak prowadzić oględziny miejsca, a wszystko za parawanem z napisem – “Policja oględziny”. Około godziny 13 na miejscu pojawił się prokurator z Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów.

Sekcja zwłok
W sobotę przeprowadzono sekcję zwłok kobiety. W ten sam dzień pojawił się komunikat na stronie podkarpackiej policji, że kobieta miała 40 lat, wzrost około 162 cm i była normalnej budowy ciała. Na jej lewym ramieniu widniał tatuaż – kontury róży z łodygą. Na zwłokach ujawniono dwa pierścionki i kolczyk. Tyle oficjalnie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zmarła przed śmiercią była duszona, następnie ktoś rozbił jej głowę prawdopodobnie tępym narzędziem. Ciało przy takim rozkładzie mogło przeleżeć w krzakach nawet miesiąc. Zwłoki znajdowały się w takim stanie, że nie udało się jak na razie ustalić, czy kobieta została zgwałcona, ale wszystko wskazuje na to, że tak. Ubrania były wyraźnie zdjęte, więc nie mogły ich rozszarpać np. psy, czy koty szukające jedzenia, bo zwłoki nie były “nadgryzione” jak to czasami bywa w takich przypadkach.

Zwłoki nie mogły przypłynąć
Zadziwiający jest fakt, że ciało przeleżało w krzakach tak długo. Zwłaszcza w weekendy, tysiące rzeszowian spaceruje, przejeżdża rowerem lub na rolkach w pobliżu tego miejsca. Krzaki, w których znaleziono zmarłą znajduje się zaledwie kilka metrów od ścieżki. Ludzie spacerują tam również z psami, które mogły coś zwęszyć. Tak się jednak nie stało.

Z naszych informacji wynika, że wykluczona jest wersja mówiąca o przypłynięciu ciała, z prądem rzeki. Byliśmy na miejscu i pomiędzy brzegiem, a wodą znajduje się pas liczący nawet kilkanaście metrów, na którym rosną różne rośliny wodne, przez które ciężko przejść żywemu człowiekowi, a co dopiero przepłynąć zwłokom. Wątpliwe także, że ktoś kobietę – już martwą, w to miejsce przywiózł samochodem jadąc alejką dla pieszych, bo za bardzo rzucałby się w oczy przez to, że obowiązuje tam zakaz poruszania się pojazdów. Jest jeszcze jedna możliwość. Jadąc przez Lisią Górę można zaparkować niedaleko wypożyczalni sprzętu wodnego, ale zabójca musiałby ciało nieść w krzaki jakieś 150 metrów.

Kim jest kobieta?
Prawdopodobnie kobieta, spotkała się nad Wisłokiem z kimś lub co bardziej prawdopodobne imprezowała. Niedaleko miejsca gdzie leżały zwłoki widzieliśmy miejsce po wypalonym ognisku. Być może po jakiejś nocnej imprezie została zamordowana.

Jak to bywa przy sprawach takiego kalibru oficjalnie nie dowiedzieliśmy się praktycznie nic, bo zawsze obowiązuje tzw. tajemnica ze względu na dobro śledztwa. Zapytaliśmy więc o to zabójstwo byłego policjanta, który w swojej karierze zajmował się wielokrotnie podobnymi sprawami. – W dzień tam jest za dużo ludzi żeby kogoś po cichu zabić, a w nocy nikt tamtędy nie chodzi, bo i nie ma po co. Na moje oko to mogła być osoba, że tak ładnie się wyrażę z tzw. marginesu społecznego, bo raczej w tym wieku kobiety nie szlajają się po krzakach nad rzeką. Co innego gdyby to była np. nastoletnia dziewczyna, ale oczywiście to tylko moje podejrzenia – mówi proszący o anonimowość były policjant.

Nasz rozmówca zwraca uwagę także na tatuaż. – Na pierwszy rzut oka widać, że to nie jakaś fajna robota ze studia tatuażu, ale “burak” zrobiony metodą chałupniczo-więzienną. Zresztą ta biżuteria też nie wygląda na złotą, czy srebrną, więc coś już tam można o tej kobiecie się dowiedzieć – dodaje.
Podkreśla, że będzie bardzo trudno ustalić kim była kobieta jeśli nie znajdą się świadkowie. – Jeżeli obracała się w klimatach lumpiarskich, to ciężko od takich ludzi coś sensownego wyciągnąć – mówi były policjant.

- Będą zapewne badania DNA, ale jak jej nie ma w bazie, to i tak to nic nie da. Jeśli da się, to pobiorą odciski, ale może być taka sama sytuacja jak z DNA. Może wykonają jej twarz “komputerowo” i wtedy dopiero ją ktoś rozpozna – mówi.

Liczy się więc każda informacja, która pozwoli rozwikłać zagadkę śmierci kobiety oraz pozwoli ustalić kim była. Wszyscy, którzy posiadają taką wiedzę proszeni są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Rzeszowie tel. (17) 858 33 10 lub telefon alarmowy Policji – 997.

Grzegorz Anton

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.