Tajemnice prosektorium

- Najlepiej pracuje się ze zmarłymi. Przynajmniej jest spokój. Najgorszą chwilą jest spotkanie z rodzinami. Nigdy nie wiadomo jak zareagują - mówi pan Andrzej, lekarz sądowy. Fot. Archiwum

Ciało trzeba odpowiednio przygotować do pochówku, przywrócić do „normalności”.

Malują ciała, ubierają je, czeszą. Przygotowują tak, aby najbliżsi mogli na nie normalnie spojrzeć, bez lęku, czy obrzydzenia. Nie, to wcale nie salon piękności. To prosektorium. To tutaj dzieją się rzeczy, o których nikt, dopóki nie musi wiedzieć, nie wie. Dla pracowników widok zmasakrowanych, zmiażdżonych czy pokiereszowanych ciał bez rąk, nóg czy innych części ciała, jest niemalże codziennością. Czymś zupełnie normalnym.

Jedni na myśl o prosektorium wzdrygają się i dostają dreszczy, inni są zupełnie obojętni. – Praca jak praca – mówią. Racja. Każdy zawód ma swoje plusy i minusy. Jednych pociąga świat biznesu, błysk reflektorów, inni wolą pozostać w zaciszu swoich czterech ścian.

Tak będzie lepiej
Moi rozmówcy (imiona zmienione), o swojej pracy mówią chętnie, ale nazwisk wolą nie ujawniać. – Tak będzie lepiej – mówi Tomek, który od 10 lat pracuje w zakładzie pogrzebowym. Choć jak zaznacza, on jest i tak w całkiem niezłej sytuacji, bowiem ciała do zakładu trafiają już „zrobione”. Oni zajmują się „tylko” przełożeniem ich do trumien, wykonują ostateczne poprawki i transportują na cmentarz. Inaczej sprawa wygląda w samym prosektorium.

- Mój zawód wiąże się z pewnym ryzykiem. Jestem, jak to mówią czasem w żartach znajomi, „lekarzem ostatniego kontaktu”, jako ostatni widzę i badam ciała znalezione na miejscu zbrodni, wypadku, albo po prostu na wniosek rodziny – wyjaśnia pan Andrzej, lekarz sądowy z Rzeszowa. – Kilka lat temu pokazałem swoją twarz w mediach, byłem potem nachodzony przez rodziny zmarłych. Domagali się żebym podawał im szczegóły sprawy albo szybciej pracował. Inną kwestią jest to, że nieprzyjemności mogą spotkać moich najbliższych – dodaje.

Potworny krzyk albo głucha cisza
Pierwsze raz zapamiętuje się na całe życie. Tak samo było w przypadku pana Andrzeja i jego pierwszego dnia w prosektorium. – Pamiętam to jak dziś. Musiałem zbadać ciało brutalnie zgwałconej dziewczyny. Miała jakieś 24-lata. Widok był makabryczny. Cała był pobijana, na jej ciele pełno było śladów po uderzeniach. Jakby ktoś bił ją jakimś tępym przedmiotem. Dopiero potem okazało się, że był to drewniany kij – opowiada. – Zawsze najgorsze jest jednak spotkanie z rodziną. Praca przy zmarłych nie niesie tylu emocji. Do widoku ludzkiego ciała można się przyzwyczaić, ale do reakcji bliskich chyba nigdy. Trudno jest przewidzieć jak zareagują.

Czasem jest to płacz, krzyk, wręcz potworna rozpacz, a czasem zupełnie nic. Ludzie bywają tak sparaliżowani, że nie potrafią wydać z siebie żadnych dźwięków – mówi pan Andrzej.

Najtrudniejsza chwila? – Zawsze najtrudniej oddaje się ciała dzieci. To niewyobrażalna tragedia, dla każdego rodzica. W tym przypadku ciężko jest opanować emocje – wyjaśnia lekarz sądowy. – Obok śmierci dziecka trudno jest przejść obojętnie.

Byle „jakoś” wyglądały
Zanim ciało trafi w ręce rodziny, pracownicy prosektorium przywracają go do „normalności”. Niekiedy są tak zmasakrowane, że trudno jest to zrobić. Zwłaszcza po katastrofach, wypadkach, w których ginie wiele osób. – Niestety, prawda jest brutalna, ciała składa się tak, żeby w ogóle jest złożyć. W przypadku katastrofy np. samolotu,  niemożliwe jest znalezienie „brakujących elementów” każdego ciała. Większość jest tak zniszczona, że się do niczego nie nadaje. „Składa się” je tak, żeby „jakoś” wyglądały – mówi jeden z pracowników laboratorium. – Nikt przecież nie będzie robił kosztownych badań DNA, żeby znaleźć odpowiednie fragmenty. Po za tym, zwykle nie ma na to czasu – dodaje.

Jak żywi
Ciała, jeśli przygotowuje się do pochówku, to wyciąga się je zwykle tego samego dnia, albo dzień wcześniej. Układa się je na metalowym stole i myje pod ciśnieniem. Potem przychodzi czas na ubranie. Zwykle rodziny zmarłych zostawiają wytyczne, jak ciało powinno wyglądać, albo po prostu zostawiają zdjęcie, na którym bazują pracownicy. Włosy potargane, albo „ulizane”, pokręcone, albo związane – wymogów jest wiele. Każdy chce, żeby wyglądało jak zawsze. Potem przychodzi czas na ubranie. Rodziny zostawiają ubrania, w jakich chciałyby widzieć zmarłych.

- Mówi się, że do ciał się mówi, żeby było łatwiej je ubrać. Czy to prawda? – pytamy patologa. – Owszem mówi się, ale tylko po to, aby zabić głuchą ciszę – śmieje się. – Ale tak na poważanie. Ciało jest sztywne tylko po wyjęciu z chłodni. W normalnej temperaturze nie ma problemu z ubraniem go – dodaje.

Czy pojawia się lęk, obawa przed tym, że zostaniemy sam na sam ze zmarłym człowiekiem, a ten nas nagle chwyci za rękę? – Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach – śmieje się pan Andrzej. – Ciało się nie rusza. Owszem istnieją pewne procesy chemiczno-fizjologiczne, które powodują, że ciało wydaje swoiste dźwięki, ale to nie ma nic wspólnego z tym co pokazują w horrorach – wyjaśnia.

Od ulubionych papierosów po wędkę
Z prosektorium ciało trafia do zakładu pogrzebowego. – Ludzie często mylą zakład pogrzebowy z domem pogrzebowym. W tym drugim jest tzw. full servis, czyli od mycia, przez malowanie, ubieranie, a na pochówku kończąc. Praca w zakładzie ogranicza się tylko do przekładania ciała do trumny i chowania go – wyjaśnia Tomek, który pracuje w jednym z rzeszowskich zakładów pogrzebowych. Praca jest, wbrew pozorom, bardzo spokojna. Najciekawszą rzeczą zdają się być pomysły rodzin zmarłych, na to, co chcą zostawić przy zmarłych na ich wieczną podróż.- Ludzie wkładają wszystko – od ulubionej paczki papierosów począwszy, na wędce kończąc. Zwykle są to drobiazgi, które zmarły lubił albo miał do nich sentyment. Czasem ludzie zostawiają pamiątkowe zdjęcia – opowiada Tomek.

Czy do śmierci można się przyzwyczaić? – Zawsze przychodzi taki moment, że myśli się, że którego dnia, to my możemy leżeć na stalowym stole w prosektorium albo w trumnie -mówią zgodnie moi rozmówcy. – Jednak ta praca pozwala czasem zatrzymać się i pomyśleć, co w życiu jest najważniejsze.

Ewelina Nawrot

do “Tajemnice prosektorium”

  1. Wieslaw

    Witam , i dzíekuje za ten bardzo ciekawy artykul dla mnie ,

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.