Tajemnicze fale na obwodnicy

To już historyczne zdjęcie z czasu budowy Trasy Podskarpowej. Teraz dokładnie w tym miejscu na garbach budzą się nie tylko kierowcy, ale i pogrążeni w śnie pasażerowie aut mknących obwodnicą. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Wykonawcy drogi nawet prokurator patrzył na ręce, a mimo to coś w tym wykonawstwie było nie tak. Zarządca drogi dał za wygraną i szuka wsparcia u naukowców.

Na Trasie Podskarpowej, która jest częściową obwodnicą miasta, dwa lata temu pojawiły się poprzeczne wybrzuszenia. Było to dziwne o tyle, że jest to nowiutka arteria, a jej wykonawca był drobiazgowo kontrolowany. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która zarządza Podskarpową wzięła się za garby po swojemu. Fałdy zostały sfrezowane, a miejsca po nich zalane asfaltem tak, że powstały jeszcze większe fałdy. Można by to zrozumieć, bo podobno asfalciarze pracowali w nocy, ale GDDKiA zaraz odkryła, że tuż obok sfrezowanych i zalanych fałdów powstają nowe. Kierowców uspokajamy – frezowania na Podskarpowej nie będzie. Na razie.

Nad kawałkiem stalowowolskiej obwodnicy wisi fatum. Chodzi o jej najstarszy odcinek, który budowany był kilkanaście lat temu, a oddany równo dziesięć. Budowany zresztą za pieniądze miasta, bo nikt wtedy nie chciał samorządu wspomóc. Przetarg na budowę dwupasmówki wygrał austriacki Strabag i od razu zaczęły się cyrki.

Jednego garba zalali asfaltem, to obok wylazły dwa inne
O tej budowie grubą książkę można by napisać. Na początek wykonawca zdjął górną warstwę ziemi, czyli czarny humus, który miał przewieźć na gminne składowisko odpadów. Ziemia ta nigdy na składowisko nie dojechała, bo okazało się, że zwycięzca przetargu płacił nią podwykonawcom, którzy z kolei ziemię odsprzedawali i wszyscy byli na tym interesie „do przodu”, z wyjątkiem miasta. W proceder wdał się prokurator i od tej pory wszyscy zaczęli patrzeć wykonawcy na ręce. Do tego stopnia, że po zrobieniu drogi musiał wymienić ziemię w trawnikach, bo ta miała złe pH. Strabag i tak przechytrzył inwestora, bo już po oddaniu Podskarpowej i sprawdzeniu asfaltu, okazało się, że jego ścieralna część jest za rzadka. Strabag wrócił na Trasę, zerwał asfalt i położył go od nowa. W tym może tkwić przyczyna obecnych kłopotów GDDKiA.

Gdy w 2010 r., a więc już po skończeniu okresu gwarancyjnego, na asfalcie pojawiły się wybrzuszenia, drogowcy myśleli, że między warstwy wiążącą i ścieralną dostaje się woda. Częste zjawisko i łatwe do naprawienia. Wtedy na drogę wjechały frezarki i choć sprawa miała być załatwiona, okazało się, że była to darmowa praca i taki wydatek. Garby zaczęły pojawiać się w nowych miejscach, a niektóre „stare” też rosną. GDDKiA zaczęła nawiercać jezdnie i badać próbki w swoich laboratoriach. – Badanie te niewiele wniosły, bo wychodzi z nich, że wszystko jest w porządku – mówi Czesław Łopucki, kierownik Oddziału GDDKiA w Nisku. – Przyczepność warstw asfaltu jest dobra, nie stwierdzono też wody między warstwami. Przyczyna fałdowania tkwi w czymś innym.

Czas na poważne ekspertyzy
W tej sytuacji Generalnej Dyrekcji nie wypada nic innego, jak zwrócić się do specjalistycznej firmy o pomoc, a przynajmniej podpowiedź. Zarządca drogi wystąpił do czterech instytutów działających przy wyższych uczelniach, z zapytaniem o możliwość wykonania takiej ekspertyzy. Za miesiąc jej wykonawca zostanie wyłoniony. Zapewne zostanie nim ten, który za ekspertyzę zechce najmniej. Nie wiadomo ile będą trwały badania i oby ich wynik nie skazywał zarządcy na konieczność wymiany asfaltu, ale coś nam podpowiada, że bez tego się nie obejdzie.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.