Tak się święci pierwszy maja

Fot. Archiwum

Zaczęło się od masakry amerykańskich robotników, dzisiaj to święto ideowych lewicowców i po prostu dzień wolny od pracy.

Przez ponad 120 lat 1 maja przybierał różne formy. Były walki na ulicach, przymusowe maszerowanie w reżimowych pochodach, wreszcie okazja do majowego wypoczynku. Dzisiaj z istnieniem tego święta, mimo prób wymazania go z kalendarza, pogodzili się już chyba wszyscy. Co piąty Polak uważa wręcz, że to najważniejsze święto w roku.

W rozwijającym się w zawrotnym tempie Chicago w środowiskach robotniczych wrzało już od lat. W zawrotnym tempie tworzyły się wielkie przemysłowe fortuny, co nie przekładało się na los pracowników. Normą była dwunastogodzinna praca za głodową stawkę 1,5 dolara dziennie. Ogniskiem zapalnym stała się fabryka sprzętu rolniczego Cyrusa McCormicka, znanego z nieliczenia się ze swymi podwładnymi i bezlitosnego eksploatowania siły roboczej.

Temat? – jak rzeka. Miejsce? – świat./ Cel? – szczęście. Wróg? – kapitalizm./ Myśmy widzieli świat spoza krat,/ kraty pękły od młota ze stali.

Sytuacja zaostrzyła się na przełomie 1885 i 1886 roku, gdy zastrajkowali robotnicy fabryki, głównie imigranci z Irlandii. Początkowo fabrykant, widząc, że nie może stłumić buntu, poszedł na ustępstwa. Szybko wrócił jednak do poprzedniej polityki, dokonując lokautu i zwalniając protestujących. Przez kilka miesięcy pod bramami fabryki trwały pikiety, dochodziło do starć z ochroniarzami i łamistrajkami.

Na 1 maja 1886 roku zwołano wielką manifestację. Kilkadziesiąt tysięcy robotników z anarchistą Albertem Parsonsem przemaszerowało główną arterią Chicago. Sytuacja była bardzo napięta, ale najgorsze miało przyjść dwa dni później. 3 maja w czasie wiecu przez zakładami McCormicka doszło do bójki z łamistrajkami, później starcia z interweniującą policją. Zginęło dwóch robotników. Stało się to iskrą zapalną. Na mieście pojawiły się plakaty: “Zemsta!”, “Robotnicy do broni!”. Następnego dnia wydawało się jednak, że emocje wygasły. Kolejny wiec zgromadził garstkę robotników. Wtedy jednak stało się coś, co do dzisiaj jest przedmiotem sporów. W kierunku szpaleru policji, który pojawił się pod koniec manifestacji, poleciała bomba. Władze oskarżyły później o to robotników, dzisiaj istnieją poważne poszlaki, że była to robota policyjnego prowokatora. Doszło do strzelaniny, najprawdopodobniej sami policjanci w panice strzelali do siebie.

My pójdziemy Pierwszego Maja/ ulicami stolic tego świata,/ my za ręce się będziemy trzymali,/ my każdego przyjmiemy jak brata…

Wydarzenia w Chicago były szokiem. Pełnej liczby ofiar nie znamy do dziś, na pewno była jednak bardzo duża. Władze zareagowały represjami i mimo braku dowodów winy pokazowym procesem. Na ławie oskarżonych stanęło osiem osób. Większości z nich na wiecu nawet nie było. Siedem osób skazano na karę śmierci. Powieszono czterech, jeden popełnił samobójstwo. Pozostałym szubienice zamierzono na kary więzienia. Pod wpływem protestów opinii publicznej, po siedmiu latach, władze przyznały się do sfingowania procesu.

Już trzy lata po wydarzeniach w Chicago, II Międzynarodówka zdecydowała o ustanowieniu 1 maja robotniczym świętem. Idea chwyciła, szybko rozprzestrzeniając się po całym świecie. Przez szereg lat było to święto nielegalne. Uczestnictwo w manifestacjach wiązało się nawet z niebezpieczeństwem utraty życia. Dochodziło do starć z policją, krwawych walk.

Myśmy szli, raczej nasi ojcowie/ (ileż to lat?…), / w Warszawie, w Łodzi i w Żyrardowie/ myśmy szli na Pierwszego Maja.

Idea robotniczego święta szybko przyjęta się na ziemiach polskich. Pierwsze manifestacje miały miejsce już w 1890 roku, organizowane przez pierwszą rewolucyjną partię “Proletariat”. Szczególnie podatne na rewolucyjne hasła były tereny Królestwa Polskiego, bardzo szybko rozwijające się przemysłowo. Pod sztandarami Polskiej Partii Socjalistycznej, Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy oraz żydowskiego buntu tysiące robotników wychodziły na ulice walcząc o swoje prawa.

Szczególne zaostrzenie form protestu miało miejsce w czasie rewolucji 1905 roku. Robotników atakowało wojsko i policja, wspierane często przez endeckie bojówki. Rewolucjoniści nie pozostawali bierni. Padały strzały, wybuchały bomby, ulice Warszawy, Łodzi, Sosnowca spływały krwią.

Krwawy charakter miały również pochody w Polsce międzywojennej. Własne obchody organizowały niemal wszystkie lewicowe i lewicujące ugrupowania, często z sobą skonfliktowane. Między się między sobą socjaliści i komuniści, rewolucjoniści i nacjonaliści. W ruch szły kamienie, gazrurki i rewolwery.

Pokój, pokój, pokój narodom, braterstwo dla wszystkich ras,/ w przyszłość – pierwszomajowym pochodem,/ wyżej sztandarów las!

Masowe i spontaniczne obchody święta robotniczego nie mogły ujść uwagi reżimom totalitarnym. W III Rzeszy i Związku Radzieckim było to święto państwowe. Po II wojnie światowej 1 maja stał się dniem wolnym od pracy w wielu krajach, w państwach komunistycznych zaś świętem przymusowym.

W mrocznych latach stalinowskich nieobecność na pochodzie mogła oznaczać bardzo poważne problemy. Setki tysięcy manifestowały więc radośnie przed partyjnymi dygnitarzami, na czele maszerowały raźno przodownicy socjalistycznej pracy. Niesiono hasła antyimperialistyczne, wzywano do solidarności z krajami rozwijającymi się, potępiano wichrzycieli.

Autentycznie radośniej były w czasach gierkowskich. Pochody pierwszomajowe w okresie względnego dobrobytu stały się bardziej spontaniczne. Po marszu najczęściej rzucano czerwone sztandary w krzaki i oddawano się hucznemu świętowaniu przy kuflu piwa, kieliszku wódki, pieczonej kiełbasce.

Powstanie “:Solidarności” sprawiło, że zaczęły pojawiać się nieoficjalne obchody pierwszomajowego święta. W latach osiemdziesiątych zazwyczaj maszerowały dwa pochody: jeden oficjalny i drugi organizowany przez podziemie, co kończyło się zazwyczaj starciami z policją. Pierwszy legalny pochód “Solidarności” przemaszerował przez Warszawę w 1989 roku. Ponad 100 tysięcy ludzi w większości wyrażało poparcie dla kandydatów opozycji w czerwcowych wyborach parlamentarnych.

(Kilkadziesiąt) lat/ liczy Pierwszy Maj./ Towarzyszu, masz zdobyć świat./ W trudzie trwaj.

Dzisiejsze świętowanie 1 maja jest zupełnie inne niż przed laty. Nie ma krwawych walk z policją, czy politycznymi przeciwnikami. Czerwony sztandar nie staje się czerwieńszy “od robotnicze krwi”. Nie ma też wielotysięcznych, kolorowych pochodów z pracownikami czołowych zakładów pracy na czele (bo wiele z nich nie przetrwało ustrojowej transformacji), nie ma obleganych kiermaszów z deficytowymi towarami (bo wszystko można kupić w zasadzie wszędzie i przez całą dobę, pod warunkiem, że ma się pieniądze.

W ciągu ostatnich lat 1 maja stał się już tylko jednym z – obok 3 maja i promowanego od kilku lat Dnia Flagi – elementów wielkiej majówki, w której każdy może znaleźć coś dla siebie. Ideowi lewicowcy pójdą jak zawsze składać kwiaty pod jeszcze ocalałymi pomnikami minionej epoki, radykałowie wznosząc czerwone sztandary będą wieścić kres kapitalizmu. Praktykujący katolicy będą świętować dzień św. Józefa Robotnika, za jakiś czas może nawet Dzień Jana Pawła II, bo taki pomył forsuje m.in. podkarpacki senator Kazimierz Jaworski. Elita władzy będzie pić szampana w prezydenckich ogrodach. Dla większości zwykłych zjadaczy chleba to okazja do dłuższego wypoczynku. W tym roku biorąc trzy dni urlopu można mieć dziewięć dni wolnego  I nikt nie myśli, że wszystko to za sprawa amerykańskich robotników, którzy 120 lat temu wyszli na ulice upomnieć się o swoje prawa…

W artykule wykorzystano fragmenty wiersza Władysława Broniewskiego “Pierwszy Maja”.

Szymon Jakubowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.