Tak w „wolnej” Polsce sąd krzywdzi działkowców!

Taki słupek przy płocie ogródka oznacza wyrok. W promieniu kilkunastu metrów od niego nie może być żadnej stałej budowli. Sęk w tym, że te słupki pojawiły się później niż altany. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Stawiali altany na ogrodzonym gruncie i myśleli, że tu odetchną. Teraz niektórzy z nich są bliscy zawału, bo na stare lata są wyganiani z kawałka terenu, o który dbali.

Na terenie ogrodów działkowych „Hutnik 1″ oraz „Energetyk” trzeba zburzyć 90 altan. Tak kończy się kilkuletnia batalia działkowców z gazownikami i nadzorem budowlanym. Jej podłożem jest „tajna” rura gazowa. Działkowcy nie mieli prawa o niej wiedzieć. To samo prawo Najwyższy Sąd Administracyjny zinterpretował na niekorzyść działkowców. Został śmiech sądowych zwycięzców i rozpacz ogrodników. Pierwsi z tych ostatnich pod rygorem kar rozpoczęli rozbiórki. Nie mogą liczyć na żadną rekompensatę.

Stalowa Wola nie jest jedynym miastem w Polsce, gdzie doszło do tak paradoksalnego konfliktu. Podobne sygnały docierają z Warszawy, Wielkopolski i Śląska. Jednak nad Sanem rozpoczęła się batalia, która teraz rozlewa się na cały kraj. Niestety, choćby objęła nie wiadomo jaką liczbę jaskrawo krzywdzonych ogrodników i tak będą przegrani. Prawo jak zwykle jest po stronie silniejszego.

Kto rządzi gazem, ten ma prawo po swojej stronie
Pół wieku temu została położona magistrala gazowa Jarosław – Rozwadów. Były to czasy średniego Gomułki, a wtedy państwo co mogło, to ukrywało przed imperialistą. Rura została zakopana w ziemi tak, że nawet najsprytniejszy amerykański satelita, nie wykryłby jej. Oczywiście, nie została naniesiona na mapy, bo te są mniej tajne. Trochę później na nadsańskich nieużytkach w Stalowej Woli zaczęto zakładać pierwsze ogrody pracownicze. Ich właściciele nie mieli najmniejszego pojęcia, że sadzą marchew metr nad wysokoprężnym gazociągiem. Dowiedzieli się o tym dopiero kilka lat temu, kiedy tarnowska spółka Gaz-System zrobiła inwentaryzację swego stanu posiadania. Gazownicy donieśli do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, że część altan ogrodowych stoi na lub w pobliżu rury, co uniemożliwia im jej konserwację.

Inspektor musiał prawo egzekwować, więc dokładnie zlustrował wskazane ogrody i powiedział działkowcom, czym taka lustracja się zakończy. Choć jest tylko małym trybem w urzędniczej machinie, to jemu najbardziej się zebrało i zbiera. Działkowcy nie kładli potulnie uszu po sobie i odwoływali się prawie od każdej decyzji PINB do instancji wyższych, a potem do sądu. Polegli dopiero w NSA. Teraz muszą rozbierać altany, albo czekać na karę i koszty rozbiórki, którą zleci nadzór budowlany. Właściciel rury ani na jednym etapie sporu nie negocjował z działkowcami. Oczywiście o jakiejkolwiek rekompensacie nie było mowy.

Działkowicze na straconej pozycji
Na rekompensatę ze strony miasta działkowcy też raczej nie mają co liczyć. Teren jest co prawda miejski, ale lata temu został oddany w użytkowanie Polskiemu Związkowi Działkowców. Nawet gdy przy obecnych zawirowaniach wokół PZD, grunt wróci do miasta, to i tak nawet najlepszy adwokat z miastem nie wygra, bo musiałby udowodnić jakąkolwiek złą wolę magistratu, a tej nie widać. I w ten sposób wychodzi, że nikt nic złego nie zrobił, a działkowicze dostaną po kieszeni. Niektórzy po kilkanaście i więcej tysięcy.

Jerzy Mielniczuk

do “Tak w „wolnej” Polsce sąd krzywdzi działkowców!”

  1. fryzjer

    Ogrodki dzialkowe sa ZAWSZE tymczasowe. Jak miasto zmienia plany na zagospodarowanie ziemi to dzialkowcy wynocha na inne miejsce.
    To tylko miejsca na cmentarzach sa zarezerwowane na 25 lat !

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.